Przejdź na stronę główną Interia.pl

Powrót logo

Przez ostatnie kilkanaście lat wypadało potępiać wszystko, co miało na sobie widoczne logo.

Nakaz ten pozostawał jednak w sferze myślenia życzeniowego niektórych intelektualistów mody (jak ACNE, Jil Sander), bo "lud" w dalszym ciągu popierał ubrania i dodatki z widocznym znakiem firmowym. Na dobrą sprawę, czy trzeba się wstydzić T-shirtu z napisem Adidas, Levi’s, Esprit? Czy należy flamastrem wymazywać z butów znak Nike, New Balance? To byłoby bez sensu.

Reklama

Marki sportowe to odrębny rozdział, w nich logo wydaje się oczywiste. Jednak tzw. wyższa półka unikała epatowania napisami. Przynajmniej w ubraniach, bo dodatki zawsze otrzymywały widoczny znak producenta. Torebka Louis Vuitton bez monogramu byłaby jak tęcza bez kolorów... Czy celebrytki popisywałaby się na ściankach pikowaną torebką, gdyby nie miała dwóch skrzyżowanych literek C? W końcu, jak człowiek wydaje ileś setek euro, to chce, żeby wszyscy to widzieli.

Sukces, jaki w Polsce, i nie tylko, odniosły torby Michaela Korsa, zawdzięczają głównie wyraźnemu, choć niezbyt ostentacyjnemu podpisowi z nazwą marki. A jednak po dłuższym czasie abstynencji od logo (które pierwsza obrzydziła Naomi Klein w swojej słynnej demaskatorskiej książce No logo) apetyt na nie wrócił, i to już z autoryzacją poważnych, nie tylko popularnych marek. Znaki wysypały się na wybiegach w zeszłym roku, w tym zaliczyły powtórkę. Napisy: Mosquino, Dolce&Gabbana, Kenzo, Aleksander Wang, Donna Karan, Marc Jacobs, Fendi były na T-shirtach, bluzach, torbach.

Ma to związek z modą na lata 80., złote czasy ubrań z logo. Do nich sięga głównie młode pokolenie projektantów i klientów, ale starsi też są nie od tego. Coś się jednak zmieniło. Teraz logo straciło dawną powagę. Stało się humorystyczne, ironiczne, komiksowe. Kolorowe napisy rozsypują się jak hasztagi na bluzie Lacoste albo jak kosmate barwne literki na torebce Fendi.

Jest również nowy, mniej oczywisty, bardziej wyrafinowany sposób, w jaki firmy komunikują nazwę swojej marki. Sposób niewerbalny. Na bluzach Kenzo rysunek tygrysa wystarczył, żeby wtajemniczeni wiedzieli, o jaką firmę chodzi, czapka Gucci obywa się bez napisu, ale kwiatek przyszyty do niej nie pozostawia wątpliwości, że to Gucci. Przynajmniej dla tych, którzy wiedzą...

A co powiedzieć o różowej kratce - znaku firmowym Tati, czyli taniego paryskiego sklepu odzieżowego, którą wykorzystał słynny dom mody Louis Vuitton? To też rodzaj logo, a jednocześnie żartobliwy komunikat o marce tak luksusowej, że może sobie pozwolić na tego typu dowcip... Wyższy poziom zaawansowania.

Przewrotne to, bo taka jest ostatnio moda. Parę dni temu na ulicy przede mną szło trzech chłopców w wieku około 13, 14 lat. Wszyscy, bracia trojaczki, w kurtkach różnych kolorów, ale z dużym napisem z tyłu: Benetton. Fajnie to wyglądało. Logo nie jest takie złe.

Joanna Bojańczyk

Twój Styl 5/2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje