Terytorium apaszek
Myślałaś, że apaszka to coś, co zawsze jest modne? Błąd. Przez ostatnie 10 lat był to dodatek trochę pańciowaty, żeby nie powiedzieć staroświecki.
Wystarczający powód, żeby po tym czasie, spędzonym w zamrażarce, szaliczek mógł wrócić już nie jako rzecz „wiecznie modna” (czytaj: nigdy), ale modna naprawdę. Ociepla sztywny miejski kostium, nadaje trochę cygańskiego sznytu spodniom. Na szyi powiewa frędzlami, związany w fantazyjny węzeł na głowie kamufluje nieudaną fryzurę. Sygnalizuje nasze podłączenie do trendów.
W dodatku, gdy już stał się taki modny, okazało się, że możemy eksploatować go wspólnie z zamieszkującym z nami mężczyzną (mężem nie odważę się powiedzieć, poprawnie brzmi tylko partner). Wszak ci masowo zrzucają ostatnio krawaty i wymieniają je na szalik.
Kto za tym stoi? Jak zwykle kreatorzy mody. Mają dużo powodów, żeby lansować kolorowy kawałek szmatki. Produkcja łatwa, koszt niewielki, logo duże, więc interes jest kokosowy, bo to typowy artykuł upominkowy. Znudzeni czekaniem na spóźniony lot panowie kupują go dla siebie, a pełni wyrzutów sumienia również dla czekającej w domu partnerki.
Sztandarowym mistrzem dyscypliny fularowej jest Hermes, który od lat nie daje sobie wydrzeć tytułu, chociaż po piętach depczą mu Yves Saint Laurent, Balenciaga, Kenzo, Salvatore Ferragamo. Piękną kolekcję apaszek ma w tym roku pożądana przez fashion people, słynna z najbardziej zaskakujących połączeń kolorystycznych firma Marni.
Ale nie mam serca namawiać nikogo na wydanie dwóch tysięcy na skrawek tkaniny, nawet jeśli to jedwab (500 euro Hermes, 560 YSL, 685 Stella McCartney). Polecam za to tańsze adresy. W Tatuum, firmie, którą lubię i cenię, fulary są już od 40 złotych. Męskie, damskie, także jedwabne. (Mam znajomych mieszkających w Paryżu i Nowym Jorku, którzy zaraz po przyjeździe do Polski biegną po zakupy do Tatuum).
Gdy nastaną chłody, wyciągamy z szafy paszminy, na które moda nie przygasa od 15 lat. Ale uwaga! O ile kawałek bawełny można kupić nawet na ulicy, o tyle tu przestrzegam przed tandetą. Warto wydać kilkaset złotych na dobry, kaszmirowy szal z renomowanego butiku – będziesz go mieć długo.
Ostatecznym potwierdzeniem, że fular stał się artykułem „musisz to mieć”, jest fakt, że widziano go na celebrytach. Zaobserwowałam, że Kinga Rusin i Maciej Zień lansowali się w popielatych zawojach. Marka? Vuitton. Bardzo ładne i równie drogie.
Czy jednak koniecznie, drodzy Państwo, trzeba epatować logo, i to tak oczywistym? Z całym szacunkiem dla producenta szacownych torebek z monogramem – liczyłabym u Was na więcej wyrafinowania.
Joanna Bojańczyk - komentatorka mody
Twój STYL 9/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Modny poradnik
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
... przestępców .. z otchłani netu... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
23.08.2011 (08:43)To doskonała wiadomość! Moja szafa (a raczej wieszaki, stojaki etc.) kryje dosłownie pękającą w szwach, i stale się rozrastającą, kolekcję apaszek, chust, szali i szalików...Jestem po prostu ich fanką. Podobnie jak mąż (nie "partner"!) i syn. W ich wyborze stawiam na jakość i oryginalność. Sprawa kluczowa: muszą miękko i stylowo się układać, nonszalancko dać zamotać...Najlepsze marki (Hermes, Gucci, Moschino) zostały wyszperane w lumpeksie. Kolejny, świetny felieton pani Joanny. Gratuluję!
-













Wasze galerie
Ślub
Kilka razy mnie prosiły różne osoby o zdjęcie min....
Pierwsze zdjęcia;)
Nasze podróżowanie
Dla kogoś może zwykły kwiat, dla mnie wyjątkowy bo od synka na dzień mamy
Zaczarowane wakacje
Podróż po Bałkanach