Robić swoje w Nowym Jorku
Pisał o niej dziennik „The New York Times” i francuscy krytycy mody. Zdjęcia jej kolekcji publikowały ekskluzywne amerykańskie magazyny dla kobiet. A hollywoodzka gwiazda Katie Holmes uznała sukienkę jej projektu za ulubioną kreację. W rozmowie z „Twoim STYLEM” Karolina Zmarlak opowiada o drodze z Krosna do Nowego Jorku i sześciu latach, które wystarczyły jej, by zostać uznaną w świecie projektantką.
Twój STYL: Chcesz rozmawiać po polsku czy po angielsku?
Karolina Zmarlak: Postaram się po polsku. W końcu jedną trzecią życia spędziłam w Polsce. Miałam dziesięć lat, gdy znalazłam się w USA. Koledzy taty namówili go na wyjazd do Stanów. Nie miał na to ochoty, ale dostał skądś zaproszenie i w końcu pojechał. Po jakimś czasie dojechała do niego mama. Ja i brat zostaliśmy u babci w Krośnie. Rodzice mieli tylko wizy turystyczne, ale tata, z zawodu geodeta, znalazł pracę w fabryce papieru. Po jakimś czasie zadzwonił z Chicago i powiedział, że na loterii wizowej wygrał zieloną kartę dla całej rodziny. I że przeprowadzamy się za ocean na dobre.
Odnalazłaś się w nowych realiach?
- Mieszkaliśmy na przedmieściach Chicago. Chodziłam tam do szkoły średniej, potem wyjechałam na uniwersytet w Miami. Dostałam się na ekonomię. Szło mi dobrze, ale coś mi w tej ekonomii nie pasowało. Miałam artystyczne zainteresowania. Ciągle coś szyłam, przerabiałam ubrania dla koleżanek. W połowie roku zaczęłam się rozglądać za jakąś szkołą mody w Nowym Jorku. Wybrałam Fashion Institute of Technology (FIT). Tylko że nigdy wcześniej nie uczyłam się rysunku, a tam trzeba było zło-żyć portfolio z rysunkami. Zrobiłam, co umiałam, wysłałam i... nie dostałam się.
Załamanie?
- Nie miałam powodu do radości, ale się nie załamałam. Przemyślałam, co zrobiłam nie tak i co powinnam zmienić, żeby się udało. Doszłam do wniosku, że na początek powinnam się znaleźć w Nowym Jorku. Przyjechałam tu więc latem 2002 roku. To był szok: intensywność, szybkość, energia, rozmach. Wszystko wydawało mi się tu zupełnie nowe. Przez trzy miesiące uczyłam rysunku i poznawałam miasto. A potem złożyłam podanie do FIT po raz drugi i tym razem się dostałam.
Nowy Jork cię onieśmielał?
- Nie, choć wszyscy mówili mi: "tu trzeba mieć pieniądze, żeby zaistnieć". A ja nie miałam nic. Ale wiedziałam już, że chcę tu zostać. Wynajęłam mieszkanie od szkoły. Początki były trudne. Nauka okazała się ciężką pracą fizyczną.- Na początku codziennie przez cztery, pięć godzin uczyliśmy się drapingu, czyli upinania tkaniny na modelu. Bierzesz cienki muślin i formujesz go na kształt ubrania. To naprawdę skomplikowana umiejętność. Z książki się tego nie nauczysz, trzeba się wczuć i ćwiczyć. Czasem jest tak, że im dłużej to robisz, tym gorzej ci wychodzi. Mnie na początku w ogóle nie wychodziło.
- Raz usłyszałam od nauczycielki: "jeśli będziesz niecierpliwa, nie dasz sobie rady". Zabolało, bo nie powiedziała tego nikomu innemu. Postanowiłam się przemóc. W FIT jest tak, że pracujesz na zajęciach, a potem nad projektami codziennie od 9 rano do 2 nad ranem. W soboty i niedziele też nie ma czasu na kolegów, rozrywki. Na nic. Po pierwszym semestrze połowa naszego roku, a było nas ze 150 osób, odpadła. I tak z roku na rok było nas coraz mniej.
Skąd miałaś pieniądze na studia na prestiżowej uczelni?
- Moja rodzina nie była zamożna, ale rodzicom zawsze udawało się opłacić nam naukę tańca czy karate. To mnie nauczyło, że pieniądze nie mogą być przeszkodą, jeśli naprawdę chce się coś osiągnąć. Na początek wzięłam więc z banku pięć tysięcy dolarów pożyczki. Z nadzieją, że wystarczą na kilkanaście miesięcy. Ale Nowy Jork to bardzo drogie miasto, więc szybko musiałam znaleźć sobie pracę. I wieczorami dorabiałam jako kelnerka w restauracjach i klubach. Nie kryję, było ciężko...
Jak dałaś radę godzić to z nauką?
- Musiałam się nauczyć dobrej organizacji czasu. Dzięki temu dziś umiem robić kilka rzeczy naraz i nad wszystkim panuję. Poza tym praca w restauracjach i klubach pomogła mi się otworzyć. Z natury nie jestem ekstrawertyczna, a tam musiałam nawiązywać kontakty z ludźmi z różnych środowisk. Czasem od jakiejś niezobowiązującej wymiany zdań zaczynała się ciekawa rozmowa. Ludzie opowiadali, co robią, jak do tego doszli, jakie musieli pokonać przeszkody... Niektóre z tych rozmów były dla mnie inspirujące.
Klienci cię podrywali?
- Tak, dość często (śmiech). Ale miałam wtedy chłopaka i nie interesowały mnie randki z innymi. W życiu prywatnym cenię stabilizację.
Artykuł pochodzi z kategorii: Modny poradnik
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Trochę poprzynudzam :)) Miałam dziś wolne więc... więcej
Reklama
Wasze komentarze (44)
-
29.01 (07:59)
-
16.01 (04:48)Poznalam Karoline kilka miesiecy temu, sama tez mieszkam w NY. Jest bardzo sympatyczna i madra dziewczyna. I faktycznie ciezko pracowala i miala troche szczscia ale tak czesto jest w NY. Jesli wiesz czego chcesz, dazysz do tego to Swiat Ci pomaga tak jak jej. Trzymam za nia kciuki.
A w NY Karolina jest znan osoba w branzy i bardzo chwalona :) -
-
08.01 (15:07)Oj tak ciężko się na pracowała biedaczka. Kilka związków ma już za sobą. A teraz znalazła partnera starszego o 11 lat z ktorym chce być.
Bo bogatszy od wcześniejszych to chce z nim być! I to wszystko w 6 lat. no no powodzenia
Kraje Unii i USA stoją otworem tylko wyjeżdzać i się realizować
zawodowo i w sprawach osoboistych.
Powodzenia -
07.01 (18:26)
-
07.01 (14:41)












Wasze galerie
Ślub
Kilka razy mnie prosiły różne osoby o zdjęcie min....
Pierwsze zdjęcia;)
Nasze podróżowanie
Dla kogoś może zwykły kwiat, dla mnie wyjątkowy bo od synka na dzień mamy
Zaczarowane wakacje
Podróż po Bałkanach