Przejdź na stronę główną Interia.pl

Puch na śnieg

Stylizacja, która najlepiej sprawdza się zimą? Cebulka! Kilka cieńszych, ale ciepłych warstw.

Czy ktoś lubi marznąć? Nie sądzę. A czy lubi w mroźny dzień wyglądać jak zawodnik sumo? Grube swetry o efektownych ściegach ślicznie wyglądają na modelce w rozmiarze zero i są dobre na zimę w Neapolu. W Polsce już nie. U nas sprawdza się cebulka. Wierzę tylko w warstwy. Ale też jako zatwardziała zwolenniczka materiałów naturalnych nie daję się przekonać do syntetycznych termotkanin, do "oddychających", grzejących, nieprzemakalnych cudów techniki.

Reklama

To prawda, że włókna syntetyczne są coraz doskonalsze, jednak jak dotąd nie udało się wyprodukować takiego, które byłoby lepsze od naturalnego. Na różne -texy mogę się zgodzić na nartach, ale w mieście nie ma szlachetniejszego, wszechstronniejszego materiału niż wełna. Zatem kilka autorskich zaleceń odzieżowych w sprawie mrozu.

Pod spód koszulka z wełny (nie mówcie, że drapie, bo tkaniny, z których dziś szyje się taką bieliznę, są delikatne i przyjemne w dotyku), na to sweter też z wełny, np. z owiec merynosów, nawet cienki. Byle nie z akrylu! Dwie lekkie, przewiewne i ciepłe warstwy wystarczą nawet na spory mróz. A gdy komuś jeszcze zimno, proszę dorzucić trzecią, też z wełny. Wszystko bez uszczerbku dla sylwetki.

W wersji lux merynosy możemy zastąpić kaszmirem. W tym sezonie kaszmirów jest u nas dostatek, H&M ma w kolekcji ubrania i dodatki z tej szlachetnej koziej wełny w cenach więcej niż przystępnych.

A co na wierzch? O futrach nie ośmielę się wspomnieć. Zatrzymajmy się zatem przy puchu. W tym roku dotarła do Polski najnowsza generacja puchówek, tzw sweterki. Jest to dopasowane, superlekkie wdzianko (niektóre ważą 220 gramów), można je nosić pod inną kurtkę na duży mróz, a gdy nieco się ociepli - jako niezależne okrycie.

W kolekcji Van Graaf widziałam nawet puchowy sweterek letni w kolorze różowym. Te kurteczki na Zachodzie są hitem już od dwóch sezonów. Można je zwinąć w paczuszkę wielkości puderniczki i schować do kieszeni. Jednym ruchem pozbywamy się ich w samochodzie czy w centrum handlowym. Nie gniotą się zwinięte na półce w samolocie, nie zawadzają w walizce. 

W sieciówkach znajdziemy wersje tańsze, popularne. Ale profesjonalnej jakości szukajcie w firmach takich jak Roberts, Yeti (polskie!), które szyją odzież dla himalaistów. Tym, co naprawdę grzeje w takich kurtkach, jest nie sam puch, lecz zawarte w nim powietrze.

Puch gęsi jest lżejszy i droższy niż kaczy, bo znacznie od niego cieplejszy. Jednak źródłem najdelikatniejszego puchu są edredony - kaczki arktyczne. Pierza dają mało, żeby więc uszyć minikurtkę, zbiera się go z dziesiątek gniazd. Kupując takie ciepłe wdzianko, poza kolorem i fasonem zwracajmy uwagę na współczynnik sprężystości puchu, tzw CUIN. Im liczba wyższa, tym lepsza jakość ubrania (dobre gatunkowo powinny mieć nie mniej niż 500 CUIN). Zastanawiałam się, jak pozyskiwany jest puch i czy przy tej okazji zwierzęta niepotrzebnie nie cierpią.

- Aż 99,9 proc. pochodzi z ptaków hodowanych na mięso. Nie skubie się ich za życia - uspokoił mnie Roman Werdon z firmy Roberts. A ta jedna setna procenta? To puch najszlachetniejszy, wysyłany do Japonii. Wypada sam i jest po prostu zbierany z gniazd.

Joanna Bojańczyk

Twój Styl 2/2013

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje