Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pełna konsekwencja

Rzadko piszemy o modzie męskiej. Ale jest świetny powód, żeby to zrobić. Polski projektant Mariusz Przybylski nową kolekcję "Ultra" zaprezentował podczas tygodnia mody w Berlinie. I zebrał świetne recenzje.

Wychował się w rodzinie matematyków, ale od mierzenia rozpiętości kątów bardziej interesowało go, pod jakim kątem wszyć rękaw marynarki i jak ją wymierzyć, żeby leżała idealnie...

Reklama

Twój STYL: Po pokazie w Berlinie usłyszałem wiele pozytywnych opinii o twojej kolekcji na nadchodzący sezon. Krytykom podobały się doskonałe tkaniny, chwalili precyzję kroju i pomysł, by na męskich ubraniach znalazły się motywy botaniczne. Czy niemiecka publiczność różni się od polskiej?

Mariusz Przybylski: Berlińczycy są bardziej otwarci na modę. Dlatego tam podobały się przede wszystkim garnitury z nadrukami słojów drewna, spodnie łączone z elementami marynarki – rzeczy unikatowe, oryginalne. A w Polsce przebojem są zawsze doskonale uszyte i skrojone, eleganckie, „spokojne” fasony. Garnitury, płaszcze, kurtki skórzane – wszystko, co mieści się w ramach klasyki.

Nie frustrują cię ograniczenia, jakie narzuca moda męska? Określona paleta barw, wciąż te same fasony.

- Przeciwnie – to dla mnie wyzwanie. Rzeczywiście w modzie męskiej obowiązuje znacznie więcej ścisłych zasad niż w damskiej. Ale podoba mi się to, bo mogę sprawdzić swoje umiejętności. Trudniej stworzyć rzecz oryginalną, elegancką i do noszenia dla faceta, a nie dla kobiety. Projektując męskie ubrania ciągle poszukuję nowych rozwiązań.

Zauważyłeś, że coraz więcej dwudziestolatków szanuje i lubi klasyczną elegancję? Zależy im na porządnej marynarce, na dobrze skrojonej koszuli, i chodzą tak nie do pracy, ale na imprezę.

- Niektórzy przychodzą również do mojej pracowni. Cenię ich, bo kupują ubrania świetnej jakości i niepowtarzalne.

Polak, który ubiera się u projektanta, to najczęściej...

- Mam sporo klientów wśród prawników. Kiedyś po garnitur szyty na miarę przyszedł do mnie pracownik warszawskiej kancelarii, a ja zazwyczaj proponuję rzeczy, które subtelnie wychodzą poza klasyczne ramy, np. garnitur w kratę, delikatne zmiany w fasonie, zapięciu. Spodobało mu się takie podejście i teraz ubieram wszystkich z jego firmy! Nie dziwi mnie to, w Polsce trudno kupić garnitur, który pasuje do figury. Na ogół szyte są według standardowych wzorów rozmiarowych. A że mało kto ma sylwetkę modelową, na większości Polaków marynarka źle leży. Są też klienci „komety”, którzy pojawiają się tylko raz. Przychodzą po coś konkretnego, najczęściej po smoking czy garnitur na ślub. No i jeszcze grupa showbiznesowa, celebryci, których ubieram na scenę i na różne oficjalne okazje.

W twoich kolekcjach pojawia się coraz więcej damskich ubrań, dlaczego?

- Zawsze zaczynam od ubrań męskich, a potem dodaję do nich sylwetki kobiece. Robię to przede wszystkim dla moich klientek, bo mam ich coraz więcej. Najpierw zamawiały ubrania w męskich fasonach, które dopasowywałem do ich fi gury. Teraz projektuję specjalnie dla nich.

Co jest niezbędne, żeby powstała kolekcja?

- Zaczyna się od zeszytu, w którym zbieram zdjęcia, zapisuję pomysły, kreślę pierwsze szkice, notuje uwagi. W „ożywianiu” tych inspiracji pomaga mi zespół wybitnych krawców, dzięki którym pomysły nabierają realnych kształtów.

Filip Niedenthal

Twój STYL 1/2012

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje