Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kate Moss: Torby pełne stylu

Siedzącą na łóżku Kate Moss otaczają torebki: ozdobione deseniem zebry modele z rączkami, podkreślające jej reputację "dzikuski"; torby na ramię, współgrające z jej wiecznie młodym, hipisowskim wizerunkiem; wreszcie pokaźnych rozmiarów propozycja o trafnej nazwie 'Gloucester", pasująca idealnie do "ach-jakże-angielskiego" domu modelki.

"Nie robię tego z myślą o różnych osobowościach - to jest po prostu to, co lubię" - mówi Moss, czy też raczej Kate, bo tak właśnie zwraca się do niej większość osób. 36-letnia modelka zrobiła właśnie kolejny krok na drodze swojego drugiego życia, tym razem jako projektantka, której ładna twarzyczka i zmysłowe usta mają służyć promocji różnych marek.

Reklama

Współpraca Kate z produkującą torebki firmą Longchamp to rezultat ośmiu sezonów kampanii reklamowych tej luksusowej marki z udziałem brytyjskiej modelki. Kolekcja opatrzona jest jej własną metką - "Kate Moss for Longchamp" - i wykorzystuje wizerunek Moss w jej najbardziej zmysłowych wydaniach, przybierającej pozy z kategorii "koniec długiej nocy", gdy z włosami i ubraniem w nieładzie tuli do siebie swoje dzieła.

Tymczasem prawdziwa Kate jest zabawna i dowcipna. Mocno stąpa po ziemi i ma jasną wizję tego kolejnego etapu w swojej karierze. "Znam się na torebkach. Niezmiennie oczekuję od nich, by były funkcjonalne i poręczne" - wyjaśnia, bawiąc się praktycznymi rączkami niewielkiej torebki.

"Jako właścicielka licznych torebek zwracam też uwagę na to, by każda z nich miała w sobie stylowy akcent; by - nie będąc przesadnie "damulkowatą" - miała w sobie pazur" - dodaje Moss. "W tym wszystkim istotne jest to, że Longchamp to rodzinna firma z tradycjami, stara szkoła. Oni wiedzą, jak się robi torebki."

Zaczęło się od marzeń. Tak, jak w przypadku kolekcji ubrań, które projektuje dla TopShopu, tak i tu Moss postanowiła poszukać inspiracji w ulubionych gadżetach ze swojej szafy. "To tak, jak w krainie marzeń, gdzie możesz udoskonalać rzeczy, które należały do ciebie w przeszłości."

Propozycje o rockandrollowej stylistyce wywodzą się bezpośrednio z lat 60. i 70., "spotkań z udziałem Jimiego Hendrixa, Marca Bolana i Roda Stewarta, kiedy mężczyźni tak świetnie się ubierali - spójrzcie na Briana Eno, taki właśnie wizerunek dominował."

W kolekcji nie zabrakło też Kate w romantycznym wydaniu - tej, która zakochała się w stylowej sukni podarowanej jej na dwudzieste pierwsze urodziny przez Johna Galliano. "Bardzo chciałabym być podlotkiem w latach dwudziestych i trzydziestych, wirującą w tańcu z Jeanem Cocteau i Francisem Scottem Fitzgeraldem na paryskich parkietach" - mówi Moss.

Tymczasem macierzyństwo (modelka jest matką siedmioletniej Lili Grace), praca i nieustanne podróże odsuwają w kolekcji Moss na plan dalszy takie bibeloty, jak eleganckie szagrynowe torebki, inspirowane zbieranymi przez nią staroświeckimi szkatułkami.

Sophie Delafontaine, dyrektor kreatywny Longchamp i wnuczka założyciela firmy, Jeana Cassegraina, wyjaśnia, w jaki sposób wizyta w londyńskim domu Kate przyczyniła się do stworzenia szerokiej gamy torebek. Co istotne, współpraca ta ma być dłuższym projektem, a nie jednosezonowym połączeniem sił, jak miało to miejsce w przypadku przedsięwzięć z udziałem artystki Tracey Emin i architekta Thomasa Heatherwicka.

Sama Kate mówi, że inspiracją są dla niej rzeczy w stylu vintage, jak torba podróżna "w zeberkę" marki Gucci, którą zobaczyła w Los Angeles i którą jej partner Jamie Hince po długich staraniach "dopadł" w San Francisco. Gdy bagażowi nieśli ją tak, by "nie dotykała podłogi", mogła w pełni wyobrazić sobie pełen przepychu świat Elizabeth Taylor.

"Jest taka wspaniała" - mówi, gładząc pasiastą, skórzaną powierzchnię i rozkoszując się tą wspaniałością - chociaż do jej ukochanych modeli należy niewyszukana, przepaścista weekendowa torba z podszewką w deseń zebry, której wodoodporność odkryła przypadkiem, gdy do środka wylała się zawartość butelki wody mineralnej. Po chwili dodaje: "Jest również funkcjonalna" - i wysypuje na łóżko zawartość swojego osobistego "schowka": telefon, kosmetyki do makijażu, zapalniczkę Dunhill, nieodzowne papierosy i maleńkie opakowanie czekoladek, które dostała od przyjaciółki, Stelli McCartney.

Czy z punktu widzenia Longchamp ta współpraca jest marketingowym chwytem, czy też potencjalnie poważną transakcją? Tym drugim - twierdzą tak Delafontaine, jak i jej brat, Jean Cassegrain, dyrektor wykonawczy firmy. Wspólnie ze swoim ojcem rodzeństwo zarządza przedsiębiorstwem, którego skonsolidowana sprzedaż wyniosła w 2009 roku 260 milionów euro, a na przestrzeni ostatniej dekady wzrosła o 12 procent. 40 procent tej sprzedaży Longchamp odnotowuje niezmiennie na rynku francuskim.

"Tak naprawdę nie przygotowaliśmy planu ani budżetu dla Kate - ale przecież jest ona znana na całym świecie, cieszy się powszechną sympatią, a poza tym już wcześniej uczyniła naszą markę bardziej rozpoznawalną" - wyjaśnia Cassegrain. "Nasza pozycja na rynku jest wyjątkowa. W okresie "torebkowego boomu" każdy chciał być na szczycie piramidy. My jesteśmy luksusową marką, marką francuską - ale nasze ceny, kształtujące się w przedziale od 200 do 600 euro, są bardziej realistyczne, a nasze związki z klientami - silniejsze."

Tej wiosny Longchamp ponownie otworzy swój elegancki butik na nowojorskiej Madison Avenue. To tylko jeden ze 130 sklepów, które firma utrzymuje na całym świecie. Torby Longchamp są również sprzedawane w dwóch tysiącach butików oferujących różne marki, w stu jeden krajach.

Kate Moss mogłaby być doskonałym ambasadorem marki, gdyby tylko potrafiła znieść nieustanną obecność paparazzi, o których mówi: "W moim przypadku nie jest to relacja miłość-nienawiść - to czysta nienawiść."

Jednak przy całej swojej ewidentnie ciepłej i pozytywnej relacji z Longchamp, chłodna i elegancka modelka myśli przede wszystkim o budowaniu własnej marki. Myśli już o stworzeniu własnej kolekcji biżuterii: "Chcę wyjmować ze szkatułki moją biżuterię ze świadomością, że naprawdę jest moja." Pytana o buty, odpowiada: "Nie. Zostawiam to profesjonalnym rzemieślnikom. I na pewno w mojej kolekcji nie znalazłyby się tenisówki, raczej baleriny. Kupiłam kiedyś tenisówki, bo wydawało mi się, że sprawdzą się podczas treningów na Ibizie. Spojrzałam w dół i pomyślałam: To nie moja stopa!"

Moss mówi, że nie planuje swojej kariery - aczkolwiek wie, że na pewno nie chce się angażować w projekty filmowe: "Nie mogłabym wytrzymać na planie - pomyśl, siedzieć w przyczepie przez pół roku!" Mimo nieustannych podróży i miłości do Paryża, nigdy nie opuściłaby też swojej ojczyzny: "Jestem tak bardzo brytyjska? Lubię po prostu wracać do domu. Lubię przystanki autobusowe. Kocham angielskie pejzaże. Lubię, kiedy mogę wsiąść do samochodu i prowadzić."

Nie byłoby też problemu z zapewnieniem spadkobiercy dla dorobku sygnowanego nazwiskiem Moss. "Lila ma swoje pomysły" - mówi mama Kate. "Ma naprawdę dobry gust. Chciałaby zaprojektować swoją własną kolekcję!"

Suzy Menkes/The International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje