Informacje o sieci
Dziesięć lat obecności marki na rynku wystarczy dziś, by nazwać ją sędziwą. Niewiele może poszczycić się życiorysem tak starożytnym, jak na przykład Lanvin, dom mody, który istnieje od lat stu.
Dlatego dwudziestolecie firmy Jackpot Cottonfield na polskim rynku przyjmuję z uznaniem, składam jubilatce gratulacje i życzenia nie mniejszych niż dotąd sukcesów. J/C zakorzenił się u nas wyjątkowo dobrze, może dlatego, że w momencie zasadzenia działka była prawie pusta, a ziemia żyzna. Pierwszy butik otwarto w Łodzi, następny w Warszawie. To była sensacja – zachodni sklep firmowy z modnymi ciuchami, nie żadne zrzutki ze starych kolekcji, jak zdarzało się w czasach wczesnej transformacji.
Wszyscy tam kupowali, chociaż tanio nie było. Ubranie z czerwoną wszywką było dla warszawskich yuppies (protoplastów dzisiejszych hipsterów, co wyjaśniam młodzieży) najwyższym symbolem elegancji – tym, czym dzisiaj jest torba Louis Vuitton.
Teraz, na dwudziestolecie Duńczycy pokazali kolekcję jesienną 2011, która jak zwykle łączy skandynawską praktyczność z dobrym gustem. Projektanci nie ulegli powszechnie obowiązującemu stylowi prezenterek telewizyjnych z Italii.
Włoski Benetton, starszy kolega Jackpotu, nie ma wprawdzie jubileuszu, ale także cieszy się u nas niezłą opinią. We wrześniu przysłał do Warszawy delegację w osobie Alessandra, syna założyciela marki Luciana. Historia tej firmy, którą opisuje książka Benetton: the Family, the Business and the Brand jest kryminałem, sagą rodzinną, romansem i powieścią historyczną w jednym. Zaczyna się w biednych Włoszech początku lat 60., gdy Giuliana Benetton, żeby utrzymać rodzinę, produkowała swetry na maszynie w kuchni. Stąd logo firmy, zielony kłębek wełny.
Dziś Benettonowie są miliarderami. Poza siecią sklepów z ubraniami należą do nich tory wyścigowe, kluby sportowe, restauracje, hotele. W cudownym Monaco z widokiem na Canale Grande w Wenecji mieszkałam kiedyś przez trzy dni.
Jednak sensacją sezonu będzie, jak przypuszczam, otwarcie u nas pierwszego sklepu GAP. Nareszcie! Kiedy piszę ten tekst, wiadomość jest jeszcze tajna/poufna, ale wiadomo, że wydarzenie ma nastąpić w połowie października w warszawskiej Arkadii. GAP, mimo że nieobecny, a może właśnie dlatego, wytworzył w Polsce własną legendę, rodzaj snobizmu.
Na świecie ubierają się w nim wszyscy niezależnie od stanu posiadania. Nawet Julia Roberts na Oscarach miała na sobie T-shirt GAP-a. Niezła jakość, dystans do trendów i wspaniałe kampanie reklamowe robią swoje. Od dwóch miesięcy ze sklepu internetowego w USA sieć wysyła ubrania także do Polski, ale wybór nie jest porywający.
Za to w dużych, centralnych GAP-ach, w Paryżu na Polach Elizejskich, w Nowym Jorku na Piątej Alei, można znaleźć dużo więcej niż flagowe dżinsy i bluzy z kapturem. Mam nadzieję, że i Warszawa nas nie zawiedzie, liczę na instynkt łowczy naszych specjalistów od zakupów.
Joanna Bojańczyk - komentatorka mody
Twój STYL 11/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Modny poradnik
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
" · Zapytano mistrza, czy należy odpłacać dobrym... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
04.11.2011 (20:43)Interesujące jest jak różnie postrzegana jest marka Gap, warto podkreślić, że dla Amerykanów to raczej tania sieciówka, podobnie Irlandczycy, czy Anglicy widzą Primark. "Crazy, stupid love" - fantastyczna komedia, jaką niedawno miałam okazję obejrzeć, nawiązuje do tematu. Ale cóż, reklama, reklamą, czas zweryfikuje, jak Gap przyjmie się na polskim gruncie.
-













Wasze galerie
Ślub
Kilka razy mnie prosiły różne osoby o zdjęcie min....
Pierwsze zdjęcia;)
Nasze podróżowanie
Dla kogoś może zwykły kwiat, dla mnie wyjątkowy bo od synka na dzień mamy
Zaczarowane wakacje
Podróż po Bałkanach