Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czar par

Nowe buty na jesień? Wprawdzie te z ostatniego (i przedostatniego) sezonu są jeszcze zupełnie dobre, ale powiedzmy sobie prawdę: ilekolwiek byśmy miały butów, zawsze przydadzą się następne.

Wszystko dlatego, że kategoria zwana "dodatki" przestała liczyć się jako dodatkowa. Stała się główna. Zamiast kupować nową sukienkę, wolimy nowe adidasy czy choćby kalosze.

Co wymyślili projektanci w tym sezonie? Połączenie klapek z kozakami i trampek ze szpilkami, które chyba nie może być już bardziej idiotyczne. I jeszcze szpice - uwaga, czubek à la mrówkojad powraca. Będziemy mieć znowu stopę dłuższą o 3 cm jak 10 lat temu.

Trendy to dobry powód, żeby kupić sobie buty. Ale uczciwie trzeba też przyznać, że niszczą się one szybciej niż inne dodatki. Czasem po jednym sezonie do niczego się nie nadają. Z drugiej strony ten, kto kupuje buty droższe i lepszej jakości, na ogół ma ich więcej i rzadziej je nosi, więc mniej się niszczą... To jednak nie powód, żeby do zasobów istniejących nie dokładać nowych. Jak Carrie Bradshaw z serialu "Seks w wielkim mieście", który rozpętał to osobliwe hobby.

Reklama

Przyznać się do posiadania trzycyfrowej liczby par? To szaleństwo zdarza się coraz częściej. W rywalizacji dodatków - mimo pewnej przewagi torby, której nie trzeba mierzyć i która (w zasadzie) pasuje każdemu, młody czy stary - buty wysuwają się ostatnio na prowadzenie. Bogatszy od nas Zachód ogarnęła istna butomania. Nie idzie się już do "sklepu obuwniczego". Butom poświęcone są całe centra handlowe. Tak jakby zapełnić nimi Galerię Mokotów czy Stary Browar. Wariactwo, prawda?

W lipcu londyński Harrods, który, jak wiadomo, sam ma rozmiar średniej wielkości miasta, otworzył stosownie duży dział obuwia: 4 tys. mkw. Amerykanie oczywiście wszystko muszą mieć większe, więc nowojorski Macy’s ma powierzchnię 6 tys. mkw... Jednak to wszystko nic w porównaniu z Dubajem - 9 tys. mkw. Hektar butów! To "globalny fenomen", informuje "New York Times". Może i tak. Ciekawa jestem, czy dotyczy też Bangladeszu?

Mogę jeszcze zrozumieć, że w Stanach i w Europie muszą mieć na to tyle miejsca, bo w końcu to i buty sportowe, i zimowe, i letnie. Ale w Dubaju? Z mojego czteroletniego pobytu na Bliskim Wschodzie zapamiętałam, że kobiety używają tam głównie klapek na koturnie z korka. Dlaczego więc aż tyle? Marketing wywołuje wciąż nowe potrzeby. Weźmy letnie kozaki. Kiedyś nikomu by nie przyszło do głowy męczyć się w wysokich butach w upał. Mój kuzyn w Londynie na widok pewnej ładnej dziewczyny zapytał: - Skoro ona jest w szortach, to dlaczego nosi kozaki? Logiczne.

- Bo taka jest moda - odpowiedziałam kuzynowi. Niezbyt logiczna.

Opowiadała mi góralka w Zawoi, że jej matka zimą chodziła do szkoły co drugi dzień, bo z siostrą miały tylko jedne buty. To działo się w latach 30., kiedy na Podhalu była wielka bieda. Bez biedy - wśród bliskich znajomych mam profesora informatyki, który ma tylko dwie pary obuwia. Jedną na zimę, drugą na lato. Kiedy już tak się zniszczą, że spadają z nóg, idzie do sklepu i kupuje nowe.

Co taki zrobiłby w Harrodsie? Chybaby uciekł z krzykiem.

Joanna Bojańczyk

TWÓJ STYL 10/2014

Dowiedz się więcej na temat: buty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje