Przejdź na stronę główną Interia.pl

Coraz większy luksus

W modzie istnieją dwa tematy tabu: wiek i rozmiar. Bez eufemizmów - modny człowiek nie może być ani stary, ani gruby.


Jeśli jest, traktuje się to jako rodzaj ekstrawagancji, na którą pozwolić sobie może tylko ktoś wyjątkowy. Beth Ditto na przykład - jej wolno mieć rozmiar 48, w dodatku zrobiła z niego atut. Rzadko się zdarza, żeby ktoś, jak Dorota Wellman czy Gosia Baczyńska, traktował ten problem ze zdroworozsądkowym dystansem. A one nie narzekają ani nie usiłują wmówić, że są z tego powodu szczęśliwe. Większość idzie za owczym pędem.

Reklama

Chudość stała się rodzajem poprawności obyczajowej, z której nie można się wyłamać. Kiedy w roku 2004 ukazała się w sklepach pierwsza "specjalna" kolekcja projektancka dla H&M, jej autor, Karl Lagerfeld dostał furii, że uszyto ją także w rozmiarze 44. Jego wysokości nie przeszłoby przez myśl, żeby ktoś "tak monstrualny" chciał modnie się ubierać.

Jest paradoksem naszych czasów, że ludzie są coraz grubsi, a modelki, które tworzą wizerunek mody, coraz chudsze. Firmy luksusowe nie mają w repertuarze rozmiaru 42. Przecież ich klienci są zamożni, a zamożny oznacza szczupły.

Oto kolejny paradoks: biedni są grubi, bogaci chudzi (słynne powiedzonko nowojorskie: "im mniejszy rozmiar, tym większy apartament"). Kiedy osoba tęższa wchodzi do sklepu z luksusowymi ubraniami, sprzedawczynie ją ignorują lub wręcz informują: "dla pani nic się nie znajdzie". Personel w tych sklepach wybierany jest także według kryterium wagi. Kandydatka powyżej rozmiaru 38 nie ma szans na zatrudnienie, choćby spełniała pozostałe wymagania. Chodzi o elitarny wizerunek firmy, a personel jest jego częścią.

W dyskryminacji celują Francuzi. Niemcy, Holendrzy, Szwedzi, Duńczycy są rozsądniejsi, może dlatego, że więksi. W USA najpopularniejszy rozmiar to 10, odpowiednik naszego 42. Do szefów sieciówek już jakiś czas temu dotarło, że na ubraniach w rozmiarze S nie zajadą daleko. W H&M jest odmłodzona linia H&M+, o większych pamiętają też KappAhl, Esprit, Jackpot, Cubus, Benetton. Za to ze wstrętem do osób tęższych nie kryje się modny w kręgach hipsterskich Abercrombie&Fitch, gdzie nie ma rozmiaru XL.

Tymczasem, gdy Francuskie Zjednoczenie Producentów Odzieży w roku 2003 zleciło badania morfologiczne obywateli, okazało się, że przez ostatnie 30 lat Francuzki przeszły od rozmiaru 38 do 40. Jedna trzecia kobiet twierdzi, że ma problem ze znalezieniem modnych ubrań we właściwym rozmiarze.

Nie to, żebym popierała otyłość (noszę rozmiar 40), ale propagowanie anorektycznego ideału piękna uważam za chore. Lecz uwaga: pod wpływem zmasowanej krytyki medialnej coś się w sprawie rozmiarów zaczyna dziać. I to w firmach luksusowych. Czy idąc za głosem badań, czy za głosem rozsądku, czy po prostu w trosce o biznes producenci droższych marek zaczęli zmieniać politykę.

U Isabel Marant, Chloé, Saint Laurenta można znaleźć już rozmiar 46, Gucci ma ubrania numer 48, Stella McCartney wprowadziła nawet rozmiar 50. Powiało optymizmem. Jednak nie dziwię się, że w tej sytuacji fetyszami mody stały się torby, buty i biżuteria. Jest z nimi o wiele mniej problemów niż z ubraniami.

Joanna Bojańczyk

Twój Styl 10/2013



Dowiedz się więcej na temat: Dorota Wellman | ubrania dla puszystych | moda XXL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje