Czterdzieści lat i dziecko
Niektóre kobiety decydują się na późne macierzyństwo świadomie, inne latami bezskutecznie starają się o dziecko. Jedno jest pewnie: dojrzałych matek z roku na rok będzie coraz więcej.
Katarzyna Skrzynecka, aktorka, piosenkarka, autorka tekstów, na spotkanie wpada spóźniona. – Pojechałam tylko na zakupy, zostawiłam samochód na parkingu w galerii handlowej, a ktoś wyjeżdżając, efektownie zarysował mi cały bok – opowiada. – Kartki nawet nie zostawił. I tłumacz tu sobie, kobieto, że nie wolno ci się denerwować.
Skrzynecka ma 40 lat i właśnie spodziewa się pierwszego dziecka. W beżowej obcisłej sukience podkreślającej już wyraźnie zarysowany brzuszek wygląda rewelacyjnie. Jej ciąża stała się gorącym tematem dla kolorowych gazet, szczególnie że równocześnie pojawiła się informacja, iż Katarzynie Skrzyneckiej nie zaproponowano prowadzenia następnej edycji „Tańca z gwiazdami”.
– Wcześniej opisywano moje starania o dziecko, kolejne poronienia. Nigdy tego oficjalnie nie potwierdzałam ani nie komentowałam. Tym bardziej przykro mi było widywać na okładkach tytuły: „Skrzynecka znów poroniła”, czytać stwierdzenia w rodzaju: „Bóg ją pokarał za to, że pozytywnie wypowiadała się o in vitro” albo „Postawiła w swoim życiu na karierę i pieniądze”.
Nic bardziej mylnego i krzywdzącego. Jej zdaniem rzeczywiście niektóre kobiety decydują się na późne macierzyństwo świadomie, bo najpierw chcą się na przykład rozwijać zawodowo, ale znacznie więcej jest takich, które nie znalazły wcześniej właściwego partnera czy długie lata bezskutecznie starały się zostać matkami. Ona sama ma za sobą trudne doświadczenia – rozwód z poprzednim mężem, z którym planowała spędzić życie, i wielokrotne próby zajścia w ciążę, gdy już była w nowym związku.
– Starałam się do swojej sytuacji podchodzić bez napięć – wyznaje Skrzynecka. – Nie mówiłam sobie: „Zaraz będzie za późno, moje koleżanki już dawno mają dzieci, jak ja im zazdroszczę”. Rodzice od dzieciństwa uczyli mnie, że wszystko ma swój czas, lecz życie zawsze może nas zaskoczyć, wywrócić nasze plany do góry nogami. Trzeba umieć przyjąć to z pokorą.
Agnieszka Wosińska, 43-letnia aktorka, mama 4-letniego Mateusza, uważa, że pytanie: „Dlaczego jeszcze nie masz dziecka?”, może wyrządzić dużą krzywdę. – Mnie na szczęście nie męczono o to zbyt często. To kwestia środowiska, w którym się obracam. Jest dużo aktorek, które rodzą po 35. roku życia. Wosińska długo o dziecku po prostu nie myślała. Dopiero w którymś momencie uświadomiła sobie, że chociaż ma 36 lat, wciąż żyje tak, jakby przed chwilą skończyła studia. I że być może powinna już inaczej.
– Ciąża zarówno dla mnie, jak i taty Mateusza była zupełnie nowym doświadczeniem. On też był trochę wolnym ptakiem, nie miał wcześniej dzieci. Myśleliśmy, że w poczekalni u lekarza będziemy wyjątkiem. Z ciekawością patrzyłam na dziewczyny w odmiennym stanie i okazało się, że tych w podobnym wieku do mojego jest całkiem sporo.
– Granica wieku, w którym kobieta decyduje się na dziecko, przesuwa się – mówi Anetta Karwacka, ginekolog, specjalista od leczenia niepłodności. – Dziś żadnego lekarza nie zdziwi 40-latka, która pragnie potomstwa. Jednak choć dojrzałych kobiet w ciąży będzie coraz więcej, musimy pamiętać, że natura jest nieubłagana. Z wiekiem matki rośnie ryzyko wystąpienia wad genetycznych u dziecka. Wśród 20-latek tylko jedna na półtora tysiąca urodzi chore, natomiast u 40-latek ryzyko wynosi już 1 do 100. Dlatego konieczna jest stała opieka medyczna.
Nie ma dziecka, nie ma miłości
– Kiedy zdecydowałam się na dziecko, w pierwszej kolejności zrobiłam wszystkie badania – opowiada Agnieszka Wosińska. – Chociaż bałam się, że mogę mieć problemy, zaszłam w ciążę szybko. Dbałam o siebie. Przestałam podróżować samolotami, odwoływałam wszystkie spektakle. Ten lęk przeszedł mi dopiero w drugim trymestrze.
48-letnia dziś Barbara Tomala, mama 9-letniego Michała i prawie 8-letniego Piotrusia, całą pierwszą ciążę przeleżała. Zwolnienie dostała po pierwszym USG, przez cztery miesiące brała leki podtrzymujące ciążę. Wspomina poranek, w którym czekała na telefon od męża. Z samego rana pojechał odebrać wyniki badań genetycznych. Przewracała się w łóżku z boku na bok, do głowy przychodziły jej najgorsze scenariusze. W końcu wiadomość: „Wszystko będzie dobrze. Będziemy mieli syna”. Popłakała się ze wzruszenia.
Już jako młoda dziewczyna marzyła o dzieciach. Wyszła za mąż, starała się o dziecko, ale wciąż nie zachodziła w ciążę. Pamięta przyjęcie u rodziny jej pierwszego męża, Austriaka. Była wtedy około trzydziestki. Wszystkie kuzynki przyjechały ze swoimi maluchami, w domu panował harmider: dzieci się śmiały, biegały po ogrodzie, przytulały do swoich mam. Barbara miała ochotę wstać i wyjść. Czuła się gorsza, wybrakowana.
Dwa lata później, już po rozwodzie, wróciła do Polski. „Jak w wieku 35 lat zacząć wszystko od początku?”, zastanawiała się. Była pewna, że dla niej jest już za późno na założenie rodziny. Przez kilka miesięcy skupiła się na pracy. Dostała posadę w dużej niemieckiej firmie, z asystentki awansowała na koordynatora do spraw architektury. W pracy poznała swojego drugiego męża Romana, architekta.
– Najpierw ze sobą mailowaliśmy, w końcu się umówiliśmy. Kiedy tylko go zobaczyłam, od razu wiedziałam, że to mężczyzna z gatunku tych, których rzadko się spotyka. Dobry, czuły, mądry. Półtora roku później, po dwóch poronieniach, udało jej się znów zajść w ciążę. – Czy się bałam? Tylko tego, że i tym razem coś się stanie. Czekałam na ten szczęśliwy moment kilkanaście lat.
Inaczej natomiast zareagowała na wiadomość o drugiej, już niespodziewanej ciąży. Test robiła na wakacjach, była wtedy z 9-miesięcznym Michałem i mamą w Kołobrzegu. „Jak ja dam radę? Mam 41 lat, jestem już stara, zmęczona”, panikowała. Mama ją pocieszała: „Głowa do góry, we wszystkim ci pomogę. To dobrze, że Michał będzie miał rodzeństwo”. Barbara kiwała tylko głową i z przerażeniem myślała o tym, jak to będzie.
Przepraszam, a co z cesarką?
Gdy półtora roku temu 41-letnia Anna Rybałtowska-Gańko dowiaduje się, że jest w ciąży, z właściwą sobie dokładnością dopytuje lekarkę o każdy szczegół. Od początku planuje cesarskie cięcie. „Przepraszam, pani doktor, mam swoje lata, boję się, że poród będzie trwał za długo i wystąpią komplikacje. Znam takie przypadki”, wyznaje szczerze. „Pani Aniu, proszę tyle nie planować, bo to i tak niewiele da”, uśmiecha się lekarka.
Anna chciałaby odpuścić, ale nie potrafi . Przez kilkanaście lat jej życie było zaplanowane co do godziny. Pracowała jako dyrektor PR w dużym banku. Elegancka, zadbana, uśmiechnięta pani od zadań specjalnych. Mężczyźni? Gdy miała dwadzieścia parę lat, rozstała się z dużo starszym partnerem. Tamten związek uświadomił jej jedno: że woli być sama, niż iść na kompromisy, które stoją w sprzeczności z jej pojmowaniem związku opartego na miłości i szacunku. Tak więc latami była albo singlem, albo w krótkich związkach.
Koleżankom z dziećmi nie zazdrościła. Doceniała to, co miała: wolność – puste mieszkanie, w którym mogła zamknąć się po ciężkim dniu, swoje pasje – fotografię, podróże, narciarstwo. Co prawda kiedy skończyła 35 lat, przyjaciółki pół żartem, pół serio proponowały: „Słuchaj, zrób sobie dziecko”. Ale ona wiedziała, że to nie zabawka, którą można odłożyć, gdy się znudzi. I że powinno mieć ojca. Czasem jednak dopadała ją myśl, że ma coraz mniej czasu na zostanie mamą.
Artykuł pochodzi z kategorii: Ciąża
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Witam Panie, wysłałam do Fundacji zajmującej się... więcej
Reklama
Wasze komentarze (206)
-
13.05 (12:03)Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 39 lat ostanie - trzecie w wieku 43 lat. Wszystkie porody silami natury, wszystkie ciąże bez powikłań, wszystkie dzieci donoszone i zdrowo się rozwijają. Wyglądam jak babcia to prawda, ale w środku, w duszy mam 30 lat. Czasami mam żal do swojego ciała, że starzeje się szybciej niż moja dusza. Na razie fizycznie daję radę. W nosie mam komentarze prostaczków. Patrzcie swojego nosa i problemów! I żeby było jasne! Na swoje badania prenatalne i opiekę położniczą (które są w ramach NFZ) pracowałam i odkładałam w ZUS przez 22 lata!
-
16.03 (20:18)~DorotaCo za prymitywne odpowiedzi! Zastanowmy sie lepiej ile procent kobiet rodzacych w pozniejszym wieku po prostu nie mialo mozliwosc zajsc w ciaze, znalazc odpowiedniego partnera. Najwazniejsze by dziecko bylo otoczone miloscia i zeby kazda matka i tato mogli jak najwiecej czasu spedzac z malenstwem!!! Wszystko ma swoje plusy i minusy!
Dokładnie to jest NAJWAŻNIEJSZE! Miłośc i opieka. -
-
16.03 (20:16)Esterę urodziłam gdy miałam 21lat. Po 5 latach urodziłam Natalię. Po następnych 3 urodził się Felek. Dwa tygodnie temu urodziłam Sarę. Mam 36 lat a czuję się na 20. To nieprawda, że matka po 40. jest zła, okropna i stara. Właśnie jest inna. Doświadczona, mądra i najbardziej podekscytowana najwspanialszym smakiem ze wszystkich. Smakiem macierzyństwa. Życzę wszyskim by poznali ten smak.
-
12.03 (09:47)~Monikaja urodzilam w wieku 21 i jestem szczesliwa i niewiem jak mozna byc taka stara 40latka i miec pierwsze dziecko masakra niektore kobiety to juz babciami sa i przynajmniej pomoga jak mama chce a nie takie stare puzniej to juz na nic sie nienadaja bo tu ja boli tu to tu sramto... porazki do 28 lat to najpuzniej powinno sie miec pierwsze dziecko a z ciebie taka matka ze nawet pisac nie potrafisz, i kto bedzie pomagal w lekcjach z ortografii jak mama zamiast sie uczyc to tylka dala??
-
12.03 (09:07)












Wasze galerie
Nasze podróżowanie
Dla kogoś może zwykły kwiat, dla mnie wyjątkowy bo od synka na dzień mamy
Zaczarowane wakacje
Podróż po Bałkanach
WAKACJE
Aktualne i z różnych lat
Sławomir Kalinowski - zdjęcie
Sławomir Kalinowski- wakacje