Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bałam się, że nie zdążę

Pierwsze dziecko po czterdziestce?! To żart! – uważały Mariola, Wanda, Marta i Grażyna, gdy były dwudziestolatkami. Ale właśnie tak się stało. Kariera, czekanie na miłość, choroba, podróże – do późnego macierzyństwa dochodziły różnymi drogami. Potem się bały: Czy dam radę? Czy dziecko urodzi się zdrowe? Jak będzie wyglądało moje życie? Niepotrzebnie. Znalazły w sobie pokłady miłości, siły, cierpliwości, o jakie się nie podejrzewały. Dziś mówią: Późne macierzyństwo smakuje wspaniale.

Park w Żyrardowie pod Warszawą. „Śliczne te pani wnuki!”, słyszy Mariola. Właśnie wyszła z córką i synem na spacer. Adaś ma pięć lat, Ola sześć. Mariola dobiega pięćdziesiątki. – Gdy pierwszy raz usłyszałam te słowa, zabolało – wyznaje.

Mariola. Nie jestem babcią, tylko matką

Reklama

Kilka razy wzięto ją za babcię własnych dzieci, zanim nauczyła się reagować naturalnie, bez wstydu: – „Jakie tam wnuki! Aż tak staro wyglądam? To moje dzieci”. Najczęściej ludzie, jąkając się, przepraszają – śmieje się Mariola i dodaje: – Liftingu nie przewiduję. Regularne badania, bieganie, warzywa na parze to moje sposoby na odmładzanie się dla dzieci. Chyba nie potrafiłabym ich kochać tak mocno, gdy byłam dwudziestolatką.

Dziesięć lat temu Mariola ma pieniądze, pracę w Warszawie, stanowisko w banku. I cztery siostry bez pieniędzy i kariery, za to z dziećmi. Gdy któregoś wieczoru wraca do pustego domu, przypomina sobie siebie sprzed lat. Ona i on właśnie kończą studia. Jadą na stypendium do Harvardu. Ona snuje plany: ślub, doktorat, dwoje dzieci. Najlepiej córka i syn. Ale wszystko bierze w łeb. On wiąże się z bogatą Brytyjką. Dziś już nieważne, co to było – miłość czy wyrachowanie.

Mariola chce zapomnieć. Zapomina w pracy. Świetnie zarabia. – W niecałe trzy lata spłaciłam kredyt na mieszkanie. Byłam w euforii. Moje siostry gnieździły się u teściów z malutkimi dziećmi – opowiada.

Sygnał z wnętrza

„Ciociu, kocham cię najbardziej na świecie!”, chrześniak tuli się do Marioli. To Kuba, synek najmłodszej siostry. – Wcześniej nie przeżywałam w ten sposób podobnych sytuacji. Tamtego dnia coś we mnie drgnęło. Nagle pojawiły się łzy w oczach. Poczułam się, jakbym miała syna – wspomina Mariola. Najdroższy rower, playstation, laptop – zaczyna rozpieszczać Kubę prezentami. Zakłada fundusz, co miesiąc wpłaca kilkaset złotych, „bo przecież Kuba pójdzie kiedyś na studia”.

Dzwoni siostra: „Przystopuj z prezentami. Kuba wypomina mi, że nie daję mu tak fajnych gadżetów jak ciocia Mariola. I nie dzwoń do niego co chwila. Nie zapominaj, że to ja jestem jego matką!”. Po tej rozmowie Mariola nie może zasnąć. Zbliża się do czterdziestki i postanawia: „muszę coś zrobić”.

– Na początek zmieniłam pracę. Na lepiej płatną – opowiada. Ale radość z nowego stanowiska nie trwała długo. I co, to już wszystko? Ten bank, ten gabinet, wysokie premie... Nocami analizuje przeszłość: „Gdzie popełniłam błąd?”. Może nie powinna być taka krytyczna wobec adoratorów? Może mąż nie musi być ideałem absolutnym?

Miłość na pogrzebie

„Tato mi zmarł. Mariola, pomożesz zorganizować pogrzeb?”, prosi ją koleżanka z pracy. – Zgodziłam się – wspomina Mariola. – Wyjęłam elegancką czarną suknię z szafy i poszłam na pogrzeb. Stojąc w kaplicy, nie wiedziała jeszcze, że właśnie zwrócił na nią uwagę sąsiad koleżanki. – To w ogóle nie był ktoś w moim typie. Żaden tam naukowiec, tylko budowlaniec – mówi Mariola z rozbawieniem. Do niedawna uważała, że facet bez doktoratu nie jest dla niej partnerem do rozmowy.

Ale on naprawdę był pod jej wrażeniem. Błagał koleżankę, by zaaranżowała spotkanie. Mariola idzie na nie z grzeczności. Na kolejne z nudów („lepsze to niż wieczór w pustym domu”). Już wie, że on przez lata opiekował się swoimi dziadkami, a teraz wozi chorego sąsiada na rehabilitację. I że chciałby mieć dzieci: „Żałuję, że życie potoczyło się inaczej...”. „Ciekawe – myśli Mariola. – Chyba oboje czujemy to samo”. Kilka miesięcy później on wyjmuje z pudełeczka pierścionek. Prosi ją o rękę. – „A jeśli powiem nie? – żartuje ona. – To będzie największa porażka mojego życia”, słyszy jego głos, w którym nie ma cienia ironii. Mariola prosi o kilka miesięcy. W końcu mówi sobie: „Nie odrzucę takiej miłości. I ostatniej szansy... na dzieci”.

Po miesiącu spotkań czuje, że sama się zakochuje. Ekscytują ją wspólne plany, które zaczynają snuć: ślub, dzieci. „Tylko czy jeszcze nie jest za późno?”, zastanawia się Mariola. Zanim ustalili datę wesela, okazało się, że jest w ciąży. Ginekolog potwierdził. Konieczne będą badania genetyczne. „Proszę zrozumieć, w pani wieku...”. – Nie słuchałam – mówi Mariola ze wzruszeniem. – Byłam pewna, że będzie zdrowe. Bóg dał ciążę, da też zdrowe dziecko, powtarzałam sobie w myślach. Ale z badań nie zrezygnowała. Modliła się do św. Judy Tadeusza i do św. Brygidy, patronów spraw beznadziejnych.

Po ośmiu tygodniach wiadomość: „Wynik prawidłowy. Będzie syn!”. Podczas usg miesiąc przed porodem jest zaskoczona, bo słyszy: – „Urodzi pani córkę. – Jak to?! – Ktoś musiał źle opisać wynik amniopunkcji” – tłumaczy lekarz. Rodzi się Ola. Mariola prosi o cesarkę, mówi: „Zapłacę, błagam. To moje pierwsze i ostatnie dziecko!”.

– Wpadłam w panikę, że Ola urodzi się podduszona, z porażeniem mózgowym – wspomina. „Poród będzie naturalny”, decyduje lekarz. Mariola krzyczy: „Sprowadźcie ordynatora!”. W końcu ma cesarkę. „Po takim zabiegu nie może pani zajść w ciążę przynajmniej przez dwa lata”, ostrzega lekarz. Ale pół roku po porodzie Mariola znów jest w ciąży. Świadomie. – Walczyłam z czasem. Poczułam, że moje marzenie: dwoje dzieci, może się spełnić. Mąż też chciał mieć jeszcze jedno dziecko. Tym razem Mariola odmówiła badań prenatalnych, „bo to ryzyko poronienia”.

– Zdrowe, chore, postanowiłam, że i tak urodzę – wyznaje. – I wszystko poszło dobrze. Dzięki dzieciom dostałam drugie życie. Teraz tylko one się liczą. Po macierzyńskim Mariola rzuciła pracę w banku. Koleżanki pukały się w czoło, gdy powiedziała, że zostanie nauczycielką. „A mnie zależy teraz na czasie dla dzieci, nie na pieniądzach”, tłumaczy. Właśnie robi studia podyplomowe na anglistyce. Za kilka miesięcy będzie mogła uczyć angielskiego w liceach całej Europy. Co jeszcze się zmieniło?

Skończyły się problemy z kręgosłupem, odkąd zaczęła z córką i synem jeździć na rolkach i rowerze. W szufladzie w kuchni Mariola trzyma artykuł wycięty z amerykańskiego pisma medycznego: „Dzieci urodzone przez czterdziestokilkuletnie matki w testach na inteligencję wypadają lepiej od rówieśników”. Adaś ma zdolności do języków, więc zaczęła uczyć go greki. Ola – słuch absolutny, kupili z mężem pianino. – „Tyle miejsca zajmuje w pokoju, zagracacie sobie mieszkanie – powiedziała im sąsiadka. – Prędzej wyrzucę wszystkie meble, ale pianino zostanie”, odpowiedziała.

Kilka dni temu fundusz, który założyła dla chrześniaka, przepisała na Olę. „Przepraszam cię, ale nie wiedziałam, że będę miała dzieci – wytłumaczyła siostrze. – No i nie wiem, ile będę żyła. Chciałabym je zabezpieczyć”. Pół rodziny się obraziło. Mariola się śmieje: – Chyba trochę mi zazdroszczą. Kobiety w mojej rodzinie zawsze się pocieszały: „Nie mamy kariery, wakacji na Krecie jak Mariola, ale mamy dzieci. Na starość nie zostaniemy same”. I teraz się okazało, że rzutem na taśmę zgarnęłam wszystko!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje