Zdejmuję zbroję i jestem kobietą
Nie planuje, dokąd za rok pojedzie na wakacje. Nie myśli, czy poprowadzi kolejny program, dostanie nagrodę. Od śmierci mamy wie, że jutra może nie być, więc żyje dziś. W tym dziś jest praca w telewizji, ukochany, fajny dom. Czyżby Anita Werner znalazła wreszcie złoty środek? Tak! Przyszedł czas, kiedy mówi: „Nie jestem doskonała". I czuje się z tym szczęśliwa!
Umawiamy się u Wedla. Za wcześnie, bo kawiarnia jest zamknięta. Ale to nie problem, bo Anita wita się z właścicielem i już dostajemy stolik. Chyba jest tu częstym gościem. Raczej nie ze względu na czekoladę, bo zamawia tylko wodę mineralną. Do karty nawet nie zagląda. Tłumaczy, że słodyczy nie lubi. Ma na sobie szafirową minisukienkę i niedbale zawiązane conversy.
Kiedy komplementuję jej figurę, tłumaczy, że to zasługa systematycznych ćwiczeń. Trzy razy w tygodniu po dwie godziny na siłowni. Trochę jej zazdroszczę, że znajduje na to czas, bo przecież w pracy też nie odpuszcza. Właśnie wydała książkę "Dama pik". Jej bohaterkami są wpływowe kobiety, z którymi rozmawiała w swoim autorskim programie. Mam ze sobą tę książkę i zadaję pytanie, które Anitę zaskakuje.
Twój Styl: Na okładce twoje wielkie zdjęcie. Co byś pomyślała o tej kobiecie, gdybyś jej nie znała?
Anita Werner: Nauczyłam się, że opinia na podstawie wyglądu nie zawsze jest trafna, a pierwsze wrażenie może mylić. Ale kiedyś napisano, że wieje ode mnie chłodem, i przez całe zawodowe życie ciągnie się za mną taka opinia. Dopiero gdy ktoś mnie poznaje, słyszę: Ojej, to pani naprawdę się uśmiecha?! To pani taka ciepła? Patrząc na dziewczynę z okładki, nie potrafiłabym powiedzieć, czy ona jest fajna, czy niefajna, atrakcyjna, nieatrakcyjna. Oceniam jej zawodowstwo, bo na okładce to ono się liczy. Fachowość mnie w ludziach pociąga i inspiruje. Urzeka, jeśli ktoś zna się na swojej robocie.
A lubisz tę dziewczynę?
- Nigdy nie miałam kłopotu z samoakceptacją. Oczywiście poza okresem dojrzewania, kiedy jak każda nastolatka musiałam przerobić różne „problemy”, na przykład że jestem wyższa niż wszyscy koledzy albo mam za duży nos. Ale w dorosłym życiu nie było momentu, kiedy nie lubiłam siebie, bo na przykład grałam nie fair. Może zaprocentowało konserwatywne wychowanie? Bo z domu wyniosłam zasady, których staram się trzymać. Próbuję być uczciwa.
Można przeżyć 33 lata, będąc fair w stosunku do wszystkich?
- Nikt tego nie potrafi, przecież każdy wybór ma swoje konsekwencje, nie uniknie się ich. Ale trzeba przyjąć je na klatę i umieć się zachować. Przyzwoicie.
Pamiętasz decyzję, która kosztowała cię wyjątkowo dużo?
- Ostatnio zdecydowałam, że wyprowadza się ode mnie tata. Przez dwa lata mieszkaliśmy razem. On jest po trzech udarach mózgu, bardzo mnie potrzebował. Nie wyobrażałam sobie, że nie zajmę się nim i oddam go do domu opieki. Wiedziałam, że sama będę pilnować rehabilitacji, leczenia. Ale nadszedł moment, gdy musiałam stanąć przed lustrem i powiedzieć: Werner, to pięknie, że zajmujesz się tatą, ale nie możesz się temu poświęcić. Pora pomyśleć o sobie, o tym, żeby twoje życie prywatne mogło się rozwijać w normalnych warunkach. A to nie są normalne warunki, kiedy dorosła kobieta mieszka z tatą.
- Otwartym tekstem powiedziałam: wspólny dom to droga donikąd. Na szczęście tata miał tego świadomość, nie było nieprzyjemnej rozmowy. Jednak to pociągnęło konsekwencje, które były dla niego przykre. Trzeba było podjąć decyzję o sprzedaży mieszkania w Łodzi, w którym tata się wychował. Przez lata było symbolem rodziny, a nagle trafiło do agencji nieruchomości. Skończyły się sentymenty. A tatę będę miała zawsze pod ręką, bo zamieszka w bloku obok.
Jak to jest mieszkać po latach pod jednym dachem z ojcem?
- Zabawnie. Nagle miałam kolejkę do łazienki, rano doprowadzało mnie to do szału. Oczywiście nie pytał, o której wrócę, z kim, co będę robić. Ale ponieważ jest bardzo towarzyski i rozmowny, to bez względu na porę, o której się zjawiłam, chciał mi opowiedzieć cały dzień. No i skomentować, że na wizji miałam piękną marynarkę i świetnie zrobione włosy. Przygotowywałam obiad, który wstawiałam do lodówki, żeby tata mógł go sobie odgrzać. To trochę taka troska i opieka jak w przypadku dzieci. Tylko że jest jedna brutalna różnica.
- Dzieci się rozwijają, rosną, dodają skrzydeł, a nasi coraz starsi, schorowani rodzice już nie. Trenowałam więc cierpliwość i wyrozumiałość. Choć czasem się wkurzałam, było miło, gdy w domu czekała bliska osoba, która się troszczyła. Tata ma niedowład ręki, ale za każdym razem, kiedy szedł do kuchni, pytał: Zrobić ci kawę? Może zjadłabyś czekoladkę, ciasteczko? Wspólne dwa lata uświadomiły mi, że najcenniejszą rzeczą, jaką można dać drugiej osobie, jest czas. Dobrze, że odbyliśmy kilka ważnych rozmów i potrafiliśmy ułożyć naszą relację na dorosłych zasadach.
A z mamą udało ci się to? Czy zostałaś dla niej małą Anitą?
- Zabrakło nam czasu. Kiedy byłam nastolatką, nasze relacje bywały trudne. Potem wyprowadziłam się z domu – to nie ułatwiało bliskości, a później mama zachorowała na raka. Razem walczyłyśmy o jej życie. Pamiętam ostatni moment, kiedy jeszcze było „normalnie”. Trzy lata temu pojechałyśmy we dwie do kliniki w Gliwicach. Spędziłyśmy coś, co Anglicy nazywają „quality time”, czyli czas najwyższej jakości. Kilka godzin w samochodzie, potem badania, po nich poszłyśmy na obiad do restauracji blisko rynku. Knajpa wyglądała jak wyjęta z epoki Gierka. Pamiętam dokładnie – to był 3 stycznia, więc jeszcze wisiały dekoracje sylwestrowe: kula i serpentyny.
- Zamówiłyśmy zupę pomidorową z ryżem, drugie danie, kompot. Było super, wiem od osób bliskich, że mama ten obiad też wspominała miło. Śmiała się. Trzy miesiące później umarła. Badanie wykazało, że po raku piersi ma przerzuty w mózgu, kościach, na wątrobie. Dobrze, że zostało mi choć to wspomnienie. Wcale nie musisz zjeść w drogiej knajpie halibuta w sosie selerowym, popić winem super i zapłacić trzy stówy, żeby taką sytuację zapamiętać na całe życie.
Jest coś takiego, czego nie zdążyłaś mamie powiedzieć. Gdybyś mogła przed nią usiąść, to...
- Żałuję, że mama mnie nie widzi, kiedy jestem szczęśliwa. Przykro mi, że nie będzie jej na moim ślubie, który mam nadzieję kiedyś nastąpi, i że nie weźmie na ręce moich dzieci. Mam nadzieję, że będę je miała.
Umiesz powiedzieć, co dali ci rodzice?
- Jestem córką taty, odkąd pamiętam, byłam z nim bardziej związana. Ale mój charakter w silny sposób ukształtowała mama. Wbijała zasady, których kiedyś miałam po dziurki, a teraz się cieszę, że je dostałam.
Mama mówiła: Anita, jesteś ładna?
- Nie, nigdy. Teraz tata mówi: Dzień dobry, Anitko, śliczna ty moja. Mama nie.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Nie znoszę większości reklam. Bywam jednak miło... więcej
Reklama
Wasze komentarze (52)
-
27.08.2011 (21:59)Te ich żałosne wywiadziki...nie jestem doskonała. No co Ty ?? Pewnie , że nie. Jesteś taka jak wszyscy...
-
07.08.2011 (14:31)~ruzsstiNa siłę promowana, tvnowska "gwiazda ekranu"... nie chcę brzydko pisać, ale z tym babochłopem to coś jest... pewnie wujek były SBek wypromował, jak 95 procent naszych "gwiazd szołbiznesu"... żenada, polska żenada...to musi być przykre żyć z takim obrazem świata
-
-
07.08.2011 (11:19)To dlaczego w pracy sie tak malo usmiechasz ? , moze to wina niewygodnego fotela ?
-
07.08.2011 (09:28)maślane spojrzenie; a tak w ogóle to prawdziwa BABA-CHŁOP; żadnej delikatności, łagodności kobiecej, no i ten głos.....sam testosteron
-
07.08.2011 (08:42)Super K O B I E T A!!Mądra,inteligentna,taktowna,piekna i...jeszcze możnaby wiele wyliczać.To jest O S O B O W O Ś Ć !!Kiedy Panią słucham,jestem dumny z profesjonalizmu,szerokiej wiedzy,poprawnego języka itego,specyficznego image.Pozdrawiam..













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia