Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wyjątkowy nerwik

Najbardziej rozpoznawalna artystka w polskim kabarecie. Na scenie zawsze w szpilkach i pończochach. Jej śmiech to już marka. Gdy piętnaście lat temu zamiast na casting do filmu poszła rozbawiać ludzi, nie sądziła, że czasem będzie to śmiech przez łzy.

Katarzyna Pakosińska opowiada nam o podwójnym życiu satyryka, o tym, że poza pracą bywa poważna, i dlaczego kiedyś podczas występu myślała o własnym testamencie.

Reklama

Katarzyna Pakosińska: Takie eleganckie pismo się mną zainteresowało? Bo co, Pakosińska kończy czterdzieści lat? Kobieta kobiecie to będzie wypominać?

Twój STYL: Nie wypominam ci wieku. Jestem ciekawa, jak sobie radzisz na zakręcie. Porozmawiajmy o życiowych wyborach. Na rozgrzewkę: kabaret, a nie aktorstwo. To była dobra decyzja?

- Poważne decyzje zawsze podejmowałam intuicyjnie. Tak było z kabaretem. W dniu, kiedy odbywała się pierwsza próba, miałam też wyznaczony casting w wytwórni filmowej na Chełmskiej. Na co się decydować? Posłuchałam mojego wewnętrznego głosu. Wybrałam kabaret. I dobrze zrobiłam. 

A przecież marzyłaś, żeby być gwiazdą kina, a nie komediantką.

- Nigdy nie żałowałam, że nie poszłam na studia aktorskie. Tam nie nauczysz się tego, co w kabarecie. To wymagająca forma i specyficzna szkoła kontaktu z ludźmi. Musisz zaliczyć remizy strażackie, domy kultury w miasteczkach, wystąpić na przyczepie od ciągnika, żeby to zrozumieć. Jesteś dużo bliżej publiczności. Koncentrujesz się na tekście, ale masz oczy dookoła głowy, łapiesz klimat, słuchasz widowni, na bieżąco reagujesz. Trzeba mieć refleks, podzielność uwagi. Aktorzy tak wchodzą w rolę, że czasem tracą kontakt z widzami. Dlatego wielu nie odnajduje się w kabarecie. Trzeba wykształcić w sobie wyjątkowy nerwik.

Można się w kabarecie rozwijać?

- Jasne. Dużo się nauczyłam przez te piętnaście lat. Technika, warsztat - raz. Ale przede wszystkim pozbyłam się wielu kompleksów. Przestałam zwracać uwagę na mankamenty, z powodu których - jak sądziłam - nie dostałam się do szkoły teatralnej: za duże zęby, za krótkie nogi, za duża głowa. No i byłam nieśmiała.

Podobno się jąkałaś.

- Zacinałam się ze wstydu. Zaczynałam na wysokiej nucie i nagle - puff - głos mi gasł. W kabarecie uwierzyłam w siebie. Że mogę być jedyna w swoim rodzaju, nie do podrobienia. A moja nieśmiałość w gruncie rzeczy bardzo się przydała. Od niej tylko krok do pokory, a ta jest potrzebna, kiedy wchodzisz między ludzi, zajmujesz się ich sprawami.

To na ogół proste historie. Życie dresiarza Badyla czy Halinki w papilotach różni się jednak od scenariuszy Kieślowskiego.

- W naszym kabarecie założyliśmy, że nie wolno nam patrzeć na to z góry. Pisząc skecz, nie nabijamy się z fanów seriali czy kibiców Legii. Zakładamy, że wszyscy mają swoje problemy, fascynacje, stresy. Ja mam pomóc je rozładować.

Co nie zmienia faktu, że kabaret jest rozrywką dla mas. Nie bolało cię to?

- Trochę... Miałam artystyczne marzenia, byłam przecież po liceum plastycznym. Dużo czytałam, kabaret znałam od strony tekstów Hemara, STS-u, Starszych Panów. Lubiłam myśleć o sobie: artystka frenetyczna, fruwająca. Na ziemię sprowadził mnie rok pracy na warszawskim uniwerku, kiedy biegałam z mopem jako woźna. Nie zdałam na polonistykę, potem przyjęto mnie od razu na drugi rok. Ale skrzydlata dusza wciąż się kołatała. A tu nagle kabaret - rubaszne śmiechy, różna publiczność... Co zrobić? Bardzo chciałam ochronić tę moją zwiewność. Stąd wysokie obcasy na scenie i ładne sukienki pod tandetnym fartuchem. Błyszczące kolczyki do barchanowego szlafroka. Puszczałam oko do widzów. Ale ich obchodziło coś innego. Ludzie, przychodząc na nasz występ chcą dostać produkt zabawny, jednak oczyszczony ze złośliwości. Z pointą, która nikogo nie dotknie. To jest, wbrew pozorom, ciężka praca. Satyrycy po zejściu ze sceny często mają tego dość. Jest opinia, że "na życie" są nudziarzami, i ja się z tym zgadzam.

Też prywatnie jesteś mrukiem? 

- Nie. Ale to złuda, że Pakosińska jest wesoła zawsze i wszędzie. Mój śmiech to efekt pracy. Jestem empatyczna, przejmuję emocje innych, obchodzą mnie wydarzenia dookoła. Coś się wali, a ja muszę wyjść przed publiczność, rozśmieszyć, wykrzesać energię. To wymaga ogromnej siły.

Zdarzyło ci się, że nie miałaś na scenie ochoty na śmiech, musiałaś udawać?

- Tak. Kilka razy było ciężko. Pamiętam dzień zamachu na WTC. To się działo tuż po moim ślubie, po weselu. Cudowny nastrój prysł, a ja musiałam wyjść i grać skecze, ludzie oczekiwali rozładowania napięcia. Byłam w pracy trochę jak lekarz. Kilka lat potem przeżyłam jeszcze większy stres. Wychodziłam na scenę tuż po powrocie z Gruzji, w której właśnie wybuchła wojna. A ja ją poczułam na własnej skórze. 

Optymizm zgasł?

- Kręciliśmy wtedy zdjęcia do mojego cyklu dokumentalnego "Tańcząca z Gruzją". Nie wiedziałam, co się dzieje, bo w wysokich górach komórki nie działały. Co wieczór wychodziłam na najwyższy punkt w okolicy i stojąc na palcach, łapałam zasięg, żeby porozmawiać z córką i odebrać sms -y. I nagle czytam, że szuka mnie polski MSZ. Nad głową latały samoloty, ale myślałam, że to jakieś ćwiczenia, byliśmy blisko granicy z Czeczenią. Samochody zostawiliśmy w dolinach, więc z gór zjeżdżaliśmy konno, przedzierając się przez zieloną granicę z Armenią. Zatrzymaliśmy się na posiłek tuż przy poligonie, który zbombardowano godzinę wcześniej, jeszcze dymił. Pierwszy raz w życiu naprawdę się bałam. Wracałam rządowym samolotem, kiedy już zamknięto przestrzeń powietrzną nad Gruzją. Kilka dni później stanęłam na scenie i czułam się jak kosmitka. 

Jako zawodowiec powinnaś włączyć sobie guzik: "profesjonalizm". Krystyna Janda zagrała w dniu śmierci swojego męża.

- Wystąpiłam, oczywiście. Ale myślami byłam z przyjaciółmi Gruzinami - wiedziałam, że zostawili mikrofony i kamery, wzięli karabiny i poszli walczyć. A ja się tu chichram i pląsam. To są chwile, gdy zadajesz sobie pytanie: co jest ważne? I wróciłam do Gruzji w ciągu tygodnia... Miałam też dramatyczny moment, kiedy stojąc na scenie, myślałam o... własnym testamencie. 

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Pakosińska | kabaret | aktorka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje