Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wakacyjna szkoła narkomanów

10 proc. polskich gimnazjalistów ma już za sobą pierwsze eksperymenty z narkotykami. Zanim rozpocznie się rok szkolny, będzie ich jeszcze więcej, bo wakacje to czas, który szczególnie sprzyja narkotykowej inicjacji. Tymczasem terapeuci ostrzegają: po narkotyki sięgają nawet... sześcioletnie dzieci! Co powinni wiedzieć rodzice, by uchronić swoje pociechy?

Izabela Grelowska, Styl.pl: Narkotyki są dostępne przez cały rok. Dlaczego w czasie wakacji zagrożenie jest większe?

Reklama

Wojciech Wanat, terapeuta uzależnień: - Młodzi ludzie mają w wakacje wiele wolności, niezależnie od tego, czy gdzieś wyjeżdżają, czy zostają w domu. Wakacje to czas przygody, pierwszych miłości, ale także właśnie eksperymentów z narkotykami.

Jakie sygnały powinny zaniepokoić rodziców?

- Warto zwrócić uwagę na wszelkie zmiany: zmianę tonu głosu podczas rozmowy telefonicznej, zmianę znajomych, zmianę wyglądu... Pojawienie się takiej zmiany to czas, kiedy warto otoczyć młodego człowieka opieką. Nie kontrolować, nie pouczać, ale właśnie dać wsparcie, wysłuchać. Niepokojącym sygnałem jest również wzrost wydatków lub - wręcz przeciwnie - pojawienie się pieniędzy z niewiadomego źródła.

- Te sygnały niekoniecznie oznaczają, że nasze dziecko bierze narkotyki, ale zawsze pokazują, że dziecko przeżywa trudny czas. Jeśli znajdujemy akcesoria związane z braniem narkotyków, sprawa jest oczywista. Takie akcesoria to na przykład małe woreczki strunowe służące do przechowywania narkotyków czy lufki służące do palenia marihuany. Jeśli dziecko je przypadkiem zostawia tak, abyśmy je znaleźli, oznacza to, że podświadomie woła o pomoc.

Rodzice często uważają, że ich dzieci są jeszcze za małe, że ich ten problem nie dotyczy. Słynna Christiane F. sięgnęła po narkotyki w wieku 12 lat. W jakim wieku dzieci mogą mieć pierwszy kontakt z narkotykami?

- W każdym. Najmłodszy pacjent, z którym się spotkałam, to 8-letni chłopiec uzależniony od butaprenu. Zaczął brać mając 6 lat. Miał olbrzymie wyrzuty sumienia, że w "klejenie się" wciągnął młodszego brata. To jednak przypadek ekstremalny.

- Zazwyczaj czas inicjacji to gimnazjum. Po przejściu do gimnazjum młodzi ludzie próbują smaku alkoholu, papierosów, a czasem także leków bądź marihuany. Jednak także przejście z gimnazjum do szkoły ponadgimnazjalnej to niebezpieczny czas.

- Nie ma szkół bezpiecznych od narkotyków. Według najnowszych badań ESPAD, młodzi ludzie jako miejsca, gdzie można kupić narkotyki, wymieniają kluby, dyskoteki i ... szkoły. Jednak najczęściej do inicjacji narkotykowej nie dochodzi na terenie szkoły tylko w klubie, parku lub na wyjeździe. Czasem również w domu. Wakacje to okres sprzyjający "pierwszym razom": pierwszego seksu, pierwszego alkoholu czy właśnie narkotyków.

Rodzice, którzy będą czytać ten wywiad, mogą poczuć się zaniepokojeni i mocno ograniczyć "wakacyjną wolność" swoich dzieci. Czy taka rygorystyczna kontrola jest dobrą metodą?

- Gdy zaczynamy kontrolować dziecko, zamykamy się na rozmowę z nim. Nie jesteśmy w stanie kontrolować go przez 24 godziny na dobę. My zwiększamy kontrolę, dziecko coraz bardziej nam się wymyka, ukrywa... Oczywiście, możemy zrobić dziecku testy, jednak nie pokażą one leków lub dopalaczy. Pozostaje też pytanie, co zrobimy z dodatnim wynikiem testu?

- Tymczasem jeśli od początku traktujemy nasze dziecko z szacunkiem - nie przemawiamy do niego tylko z nim rozmawiamy, co oznacza także, że go słuchamy, nie boimy się trudnych tematów, zapewniamy, że dziecko zawsze może na nas liczyć, że o wszystkim może na powiedzieć - to nasze dziecko jest bezpieczniejsze.


- Lepiej wychowywać do wolności. Pewny siebie, szczęśliwy, wolny człowiek, który podejmując wybory, myśli o ryzyku i jest gotowy ponosić konsekwencje, jest zdecydowanie mniej narażony na uzależnienie niż jego zalękniony, ukrywający problemy przed rodzicami rówieśnik. Jednym słowem, rygorystyczna kontrola jest drogą donikąd. Daje rodzicom pozory sprawczości, ale często budzi u młodych ludzi poczucie stłamszenia, chęć ucieczki. Jedna z moich pacjentek powiedziała: "Mama cały czas mnie kontrolowała i podejrzewała, że biorę narkotyki, więc jak miałam okazję, to spróbowałam".

Co mogą zrobić rodzice, by zmniejszyć ryzyko tego, że ich dzieci sięgną po narkotyki?

- Rozmawiać. Słuchać siebie, swoich obaw i mówić o nich dzieciom. Słuchać też dziecka. Ale także dać jasny komunikat dotyczący naszego stosunku do używek. I przede wszystkim zadbać o swoje życie, wrócić do dawno zapomnianego hobby, może rzucić palenie. Tylko szczęśliwi rodzice mogą wychować szczęśliwe, wolne od nałogów dzieci.

Co mogą zrobić rodzice, którzy odkryli, że ich dziecko ma już za sobą "inicjację narkotykową"?

- Nie panikować, ale też nie udawać, że nic się nie stało. Postarać się sprawdzić, czy to był jednorazowy eksperyment, czy dziecko już od jakiegoś czasu eksperymentuje, a może jest już uzależnione? Ważne jest, w jaki sposób się o tym dowiedzieliśmy. Czy dziecko samo przyszło i powiedziało nam, że na wyjeździe zapaliło marihuanę, a może dowiedzieliśmy się od wychowawcy, który je przyłapał?

- Na pewno warto porozmawiać szczerze z dzieckiem. Zapytać, czy to był pierwszy raz, czy eksperymentowało już wcześniej? Dlaczego to zrobiło? Jak się czuło pod wpływem i następnego dnia? Porozmawiać o korzyściach, jakie dał narkotyk... Jeśli to była pewność siebie, to zastanówcie się, jak można ją uzyskać inaczej. Jeśli to była wesołość, co zrobić, żeby być wesołym. Wreszcie, warto pokazać ryzyko związane z używaniem i straty po jednorazowym lub kilkurazowym używaniu.

- Jeśli będziemy mówić o uzależnieniu, dla młodego człowieka będzie to abstrakcja, to coś, co w jego mniemaniu na pewno go nie spotka. Natomiast warto tłumaczyć, że pod wpływem narkotyków zachowujemy się inaczej, że możemy zrobić coś głupiego, czego nie chcemy, że ktoś nam zrobi zdjęcie, które na zawsze zostanie w internecie, że może się wydarzyć wypadek, że może nas złapać policja, że mogą być z tego powodu kłopoty w szkole, że możemy mieć problem ze znalezieniem roboty na wakacje, bo wszyscy wszystko wiedzą, a narkotyki bardzo stygmatyzują itd.

- Dopytajmy się, jakie ryzyko widzi nasze dziecko. Zestawmy korzyści ze stratami. Nie bójmy się zapytać, co wybiera. Można też spisać kontrakt, w którym swoje zobowiązania ma nie tylko dziecko, ale również my. Jeśli razem go stworzymy, pytając młodego człowieka, czego od nas oczekuje, i określimy konsekwencje nieprzestrzegania kontraktu. Dziecko będzie się czuło bezpiecznie.

- Ważne, żeby ufać dziecku, że będzie przestrzegało kontraktu, ale też by nie być naiwnym. Warto też zastanowić się, co można powiedzieć, gdy kolega zaproponuje. Zresztą to samo można zrobić przed inicjacją narkotykową.

Christiane F. brała heroinę... Wiele osób uważa, że tzw. miękkie narkotyki są bezpieczne. Co pan jako terapeuta uzależnień myśli o takim podejściu?

- Nie ma bezpiecznych narkotyków.  Oczywiście, od heroiny można się uzależnić dużo szybciej niż od marihuany, jednak uzależnienie nie jest głównym problemem. Głównym problemem jest to, jak zmienia się człowiek już przy kilkurazowym używaniu. To także znacznie zwiększone ryzyko wypadków, niechciane ciąże czy konflikty z prawem.

- Poza tym osoba uzależniona od heroiny wie, że ma problem. Osoba uzależniona od marihuany ma wątpliwości, co do swego uzależnienia. Nawet, jeśli wynosiła rzeczy z domu, aby mieć na marihuanę, która jest, według niej, życiową pasją, a nie uzależnieniem, bo hodowla w domu nie szła; nawet jeśli wystawiła na sprzedaż w internecie organy, aby mieć na palenie - nie widzi swojego problemu, jako uzależnienia,  "bo od marihuany nie można się uzależnić".

Książka "My dzieci z dworca zoo" została napisana ku przestrodze, ale stała się książką kultową i u przynajmniej części nastolatków wzbudziła nie tyle strach, co fascynację, co jeszcze podkręcił film. Christiane na tym sporo zarobiła i nie przestała ćpać. Czy te książki są dla każdego? Czy nie wymagają od czytelnika pewnej dorosłości?

- Wielu narkomanów na początku swojej przygody z narkotykami lub jeszcze przed nią czytało "My dzieci z dworca zoo". Spotkałem też wiele osób, które po przeczytaniu zrezygnowało z jakichkolwiek eksperymentów. Szkoda, że książka ta nie jest lekturą, wtedy młody człowiek nie zostawałby sam z interpretacją.  Nie zazdroszczę Christiane zarobionych pieniędzy. Ta ekshibicjonistyczna spowiedź zdefiniowała Christiane jako narkomankę. Nie potrafiła ona rozpocząć nowego życia, którego nie znała.

- W tym roku ukazała się książka "Mimo wszystko", która nie pozostawia złudzeń. Happy endu nie ma. Uzależnienie to straszna choroba, która trzyma Christiane w swoich sidłach. Nawet dla ukochanego syna najsłynniejsza ćpunka świata nie potrafiła zrezygnować z nałogu.

Twoja inspiracja

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Wojciech wanat | narkomania | profilaktyka | Izabela Grelowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje