Przejdź na stronę główną Interia.pl

Uzależniona od sportu

Jest młoda, śliczna, ambitna, radosna i pełna energii. Robi w życiu to, na co naprawdę ma ochotę i nie zamierza z niczego rezygnować. Ciągle gra, studiuje i nałogowo uprawia sport.

Reklama

Joanna Jabłczyńska (27) gra w filmach i serialach. W jej życiu ważną rolę odgrywa także śpiew i sport. Umie cieszyć się życiem, ale też racjonalnie myśli o swojej przyszłości. Skończyła prawo i ambitnie zaczęła kolejne studia. Popularność zdobyła dzięki serialowi "Na Wspólnej", w którym (jako Marta Hoffer) występuje już od dziewięciu lat. Jednak w przeciwieństwie do swojej bohaterki na razie nie zamieni się w żonę i matkę.


W serialu "Na Wspólnej" pani bohaterka jest matką. Czy zamierza pani brać z niej przykład? 

Joanna Jabłczyńska: Myślę, że urodzenie dzieci i stworzenie kochającej się rodziny to cel mojego życia. I od wielu lat jestem tego samego zdania. Wiem, że w przyszłości będę mieć dzieci, ale na razie niczego więcej nie planuję. Powiedzmy sobie szczerze - tego nie da się do końca zaplanować. Po prostu przyjdzie na to odpowiedni czas...
Ale ma pani już 27 lat, niektórzy uważają, że to najwłaściwszy moment na tego typu decyzje!

- Od pewnego czasu rzeczywiście odczuwam pewną presję. Najbardziej aktywne są w tym media. Na szczęście moja rodzina mnie do niczego nie namawia. Oni również uważają, że nie powinnam się z tym spieszyć. To przecież szalenie ważna życiowa decyzja.
Czuję, że rodzice są dla pani wielkim wsparciem.

- Tak było zawsze. Naprawdę wiele im zawdzięczam. A właściwie wszystko, co do tej pory osiągnęłam! Bez ich wsparcia by mi się to nie udało. Nie zostałabym aktorką, gdyby nie oni. To właśnie tato woził mnie na wszystkie castingi. Zapisał mnie nawet do pierwszej agencji aktorskiej. A mama nie raz pożyczała zeszyty od moich koleżanek, abym nie miała żadnych zaległości w szkole. Czasami nawet odrabiała za mnie lekcje.
To oni podpowiedzieli pani, żeby wybrać się na studia prawnicze?

- Rodzice zawsze mi powtarzali, że najważniejsza w naszym życiu jest nauka i edukacja. Jak widać ich rady nie poszły na marne. Dorosłam, zaczęłam sama decydować o sobie i zarazem stawiałam sobie kolejne poprzeczki jak najwyżej. Dlatego też, kiedy myślałam o studiach, to w zasadzie brałam pod uwagę wyłącznie medycynę i prawo. Nie było to jednak jakieś moje wielkie powołanie, pasja czy chociażby rodzinna tradycja. Natomiast kiedy dostałam się do serialu "Na Wspólnej" to doszłam do wniosku, że po prostu powinnam wybrać coś bardziej humanistycznego. Chociaż wtedy czułam, że lepiej odnalazłabym się w medycynie.

- Niemniej jednak wybrałam prawo i teraz, z perspektywy czasu, bardzo się z tego powodu cieszę. Dopiero na studiach zaczęłam się nim naprawdę fascynować. Do tego stopnia, że obecnie jestem na aplikacji radcowskiej. Dodatkowo zaczęłam studia podyplomowe dla doradców inwestycyjnych i analityków papierów wartościowych.
Cały czas trzyma pani kilka srok za ogon. A może jednak warto byłoby się już na coś zdecydować?

- To chyba nie jest odpowiedni moment na tego typu decyzje. Jeszcze nie umiem tego zrobić. To naprawdę ciężki wybór. Zresztą te wszystkie rzeczy sprawiają mi ogromną przyjemność. Więc dlaczego miałabym z czegokolwiek rezygnować, skoro do tej pory udawało mi się to wszystko jakoś pogodzić?

-Dopóki daję radę i nie muszę podejmować tak trudnych decyzji, to nie zamierzam sama z siebie tego robić.

Ale jest pani wulkanem energii. Rozładowuje ją pani uprawiając różne sporty?

- Chodzi o uwalnianie endorfin. Staram się w życiu robić to, co naprawdę kocham. Teraz na przykład wyjeżdżam na zgrupowanie kolarskie. Uprawiam ten sport już piąty rok. Ostatnio postanowiłam bardziej profesjonalnie podejść do tego tematu. Nawet chociażby ze względu na własne bezpieczeństwo. Po prostu nie chcę zrobić krzywdy swojemu ciału.

- Niebawem, razem z grupą zawodowych kolarzy, wybieram się na dwa tygodnie do Hiszpanii. Będę tam pod ich okiem grzecznie i mądrze trenować. Wcześniej zachowywałam się trochę jak kamikadze. Bez systematycznych treningów i odpowiedniego przygotowania chciałam przejechać cały maraton. Udawało się, ale teraz podchodzę do tego z większą rozwagą.
Nie jest to zbyt ciężki sport dla kruchej kobiety? Ile kilometrów przejeżdża pani dziennie?

- Muszę przyznać, że jestem zwolenniczką tego typu wyzwań. Kiedyś, bardzo spontanicznie, zrobiłam nawet swoje własne zgrupowanie. Najzwyczajniej w świecie wzięłam rower i pojechałam do Alicante. Robiłam tam mniej więcej 100 km dziennie. W maratonach jeżdżę zazwyczaj około 60 km. Po prostu to uwielbiam! Ten sport skutecznie mnie uzależnił!
Alicja Dopierała

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Jabłczyńska | sport | Pasja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje