Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trudno nie wierzyć w nic - część II

Jestem takim człowiekiem, który naiwnie wierzy, że w ludziach zachodzą procesy, które prowadzą ich do dobra.

Dzisiaj masz dom, telewizor, samochód…

Reklama

Adam Nowak: Tak, ale są to dla mnie narzędzia cały czas. Ja mam też torbę…

A w tej "torbie" masz żonę, czwórkę dzieci i to już nie jest takie proste…

Adam Nowak: To taki trochę nie mój plan, ale… (śmiech) ja najlepiej się czuję z torbą. Nie dlatego, że jestem jakimś wędrowcem z plecakiem, tylko ja nie lubię inercji, ona mnie obciąża. Dlatego torba…

A propos torby, niedawno słuchałam w Twoim wykonaniu piosenki "W drodze" Młynarskiego. Sama prawda o życiu w drodze, właśnie gdzieś z tą torbą.

Adam Nowak: Ta piosenka jest mi bliska. Lubiłem ją w filmie, lubiłem Gołasa, który jechał w ciężarówce…

…w kaszkiecie, śpiewał i pogwizdywał.

Adam Nowak: To jest obrazek mojego dzieciństwa, i z filmu, i z życia, i z ulicy. Chociaż przyznaję, że kiedyś w ogóle nie dostrzegałem tego, co jest w tym tekście pod spodem. Co jest drugim dnem.

Ja dzięki Tobie to zobaczyłam - usłyszałam.

Adam Nowak: Jest tam trochę nieznośnego dla niektórych dydaktyzmu Młynarskiego, ale ten dydaktyzm przetrwa. On jest tak pomysłowo podany, że można się wychowywać z tymi piosenkami. To właśnie rodzaj patriotyzmu, który mi się podobał…

Że aż gęsiej skórki można dostać?

Adam Nowak: Tak, te piosenki są dojmującą satyrą, a jednocześnie poruszają swoją inteligencją, no i warsztatem.

A "Jesteśmy na wczasach" nie?

Adam Nowak: To jest perła.

Można na tym zbudować wiele opowieści literackich, filmowych i tych z życia.

Adam Nowak: To jest zrealizowane ze wszystkimi wymogami sztuki dziennikarskiej, elementami poetyckimi, metafizycznymi. Niezwykłym obrazkiem był teledysk do tego utworu. Od pierwszego momentu - jak zobaczyłem Tadeusza Plucińskiego - jednocześnie śmiech i tragedia. Dramat schematyzmu i zabawy.

Albo "Polska miłość", można ten tekst włożyć w każde realia. Z jednym wyjątkiem, teraz raczej nie ma schodów dla służby...

Adam Nowak: Ta piosenka ma już u nas trzecią wersję. To nie jest piosenka do oklasków. To jest bardzo smutny utwór.

I chyba każdy z nas mógłby w swoim życiorysie odnaleźć jego fragment.

Adam Nowak: W którymś z filmów do książki Marqueza jest zdanie, które wypowiada kobieta: "Byłam z mężem tyle lat i tragizm tego zdarzenia polega na tym, że ja nie wiem, czy to była miłość".

Chodzi o "Miłość w czasach zarazy"?

Adam Nowak: Dokładnie, więc u Młynarskiego jest jeszcze bardziej przewrotnie, na tej zasadzie, że on jest autorem piosenek, w których próbował opisać nieopisywalne. Każdy, kto jest uczciwy w swoim zawodzie, np. jeżeli chodzi o pisanie, musi dojść do momentu, w którym będzie chciał odpowiedzieć na pytanie: "Co to jest miłość?", i będzie chciał odpowiedzieć na pytanie: "Co to jest dobro?".

Jeżeli nie zna odpowiedzi?

Adam Nowak: Nikt jej nie pozna do końca. Gdy słucham rozmów z artystami czy je czytam, to trafia do mnie ta ich prostota widzenia życia. Oni mówią: "Nic nie jest ważniejsze od tego, żebyś kochał i był kochany". Ja na przykład składam ludziom życzenia: miłości, zdrowia, poczucia humoru. W takiej kolejności. Nie wolno jej odwrócić. Bo jak się ją odwróci, to znaczy, że się coś zaczyna chwiać.

Mówiliśmy o wolności, o worku na plecach, Ty sam byłbyś wymarzonym bohaterem literackim. Który na końcu musi zdekonstruować to, co sam skonstruował.

Adam Nowak: Ostatnio o tym myślałem, że przyjdzie moment dekonstrukcji.

Śpiewałeś kiedyś do kotleta?

Adam Nowak: Śpiewamy na imprezach zamkniętych, gramy w pubach. Ludzie zamiast kotleta kupują paluszki albo cokolwiek innego. To jest żywe granie. Gramy "Miasteczko Bełz" i "Oczy tej małej" i nagle okazuje się, że ludzie słuchają piosenek, rozmawiają z nami. Nie mam żadnych oporów przed tym…

Miałeś siedemnaście lat, Ty, inteligenckie dziecko, poszedłeś do zawodówki…

Adam Nowak: Rodzice zapisali mnie do liceum, ale ja nie chciałem iść do tej szkoły.

Znowu dla zasady?

Adam Nowak: Nie, ja wiedziałem, że w liceum nie można się uczyć, tylko trzeba je przeżyć. Potem się okazało, że tak dużo narozrabiałem, że już nie można było tego odwrócić. Zupełnie siebie nie widziałem jako osoby, która zgłębia świat naukowo, w sensie późniejszych studiów i zainteresowań. Wtedy nie spotkałem nikogo, kto umiałby mnie przekonać: "Słuchaj, warto się uczyć, uwierz, za dziesięć lat okaże się, że warto".

Mama też nie?

Adam Nowak: Nie, nie dali z ojcem rady, ja byłem tak uparty. Zresztą dziś wracają do mnie ta przekora i ten upór ze strony starszej córki.

Jak ma na imię?

Adam Nowak: Zofia.

A pozostałe dzieci?

Adam Nowak: Jan, Barbara, Stanisław.

Czyli tym razem "Noce i dnie" i "Kto ty jesteś? - Polak mały".

Adam Nowak: (śmiech) Ale to nie był patriotyczny wybór, tylko brzmieniowy.

Nie chciałeś się uczyć i nie chciałeś być na garnuszku u rodziców?

Adam Nowak: Nie, poszedłem do zawodówki, miałem dni praktyki w hotelu orbisowskim i tam dostawałem swoją uczniowską pensję.

Gdzie to było?

Adam Nowak: W Poznaniu. Za drobne usługi przy starszym kelnerze dostawaliśmy napiwki od gości. Zacząłem być niezależny od szesnastego roku życia.

Nie bałeś się, że usłyszysz jak w amerykańskich filmach: "Synu, jeśli nie zrobisz tego, co chcę, to cię wydziedziczę"…

Adam Nowak: To w ogóle nie wchodziło w rachubę, to była ta smycz, którą ja sam uciąłem. To było dla mnie złudzenie niezależności, jak dzisiaj na to patrzę. Taki wybór, taki charakter i moc przerobowa.

To Twoje kelnerowanie to czasy produktów czekoladopodobnych.

Adam Nowak: Jeszcze w tym 1980 i 1981 roku z kolegami kelnerami dotykaliśmy codziennie jakiegoś francuskiego koniaku.

A potem?

Adam Nowak: A potem zamiast whisky był produkt whiskopodobny. Starsi kelnerzy mówili: "Co ja mam zagranicznemu gościowi polecić? Whisky Zamkową?". To były dylematy kelnera w 1982 roku i nieuczciwość zawodowa.

Kiedy dziś siedzisz w restauracji, budzi się w Tobie coś z kelnera?

Adam Nowak: Zupełnie nie. Nauczyłem się trochę gotować. Ostatnio zrobiłem żurek na święta.

Chwalili?

Adam Nowak: Chwalili. Smakowało. Duży garnek, bo dużo gości było. Naleśniki robię grubości kartki papieru.

Często je robisz?

Adam Nowak: Chyba za często, bo młodsza córka ostatnio skomentowała: "Co, znowu naleśniki?".

Pytania, na które podobno nie lubisz odpowiadać, to te z gatunku: kiedy płakałeś ostatni raz?

Adam Nowak: No tak, bo to było przy takich trudnych sytuacjach małżeńskich, na początku naszego związku.

Czyli jak zapytam Cię o małżeństwo, nie odpowiesz mi, że związek to cud i miód.

Adam Nowak: Jeśli pielęgnowany, to w efekcie jest cudowny i wspaniały (śmiech).

Jak sobie poradziłeś z tym, że po wysokim C przychodzi proza życia?

Adam Nowak: To są sytuacje, które muszą dotknąć każdego, i nieprawdę mówią ci, którzy przekonują, że to ich nie dotyka. Przerabialiśmy z żoną właściwie wszystko to, co małżonkowie powinni przerobić. Słynne wzloty i upadki.

Słynne siedem lat?

Adam Nowak: Chyba nie. Dobrze moja żona to nazwała ostatnio. Coś przeskrobałem przed dziećmi i powiedziałem: "Przepraszam", a młodszy syn na to: "Ale ja pamiętam", a ona: "Pamiętać możesz, ale musisz wyrzucić z serca".

Łatwo przychodzi Ci wyrzucanie z serca?

Adam Nowak: Proporcje dotyczą każdego z osobna, nie wszyscy musimy czuć po równo. Jeden ma większy kłopot z zapominaniem, drugi z przeżywaniem, ja mam inne słabości niż moja żona. Ona wszystko, co złe, szybko przerabia i wyrzuca. A ja jestem takim człowiekiem, który naiwnie wierzy, że w ludziach zachodzą procesy, które prowadzą ich do dobra.

Jesteś autorem słów, że zdrada też jest darem od Boga.

Adam Nowak: Tak, ale jeżeli widzę, że ktoś popełnia ciągle te same błędy, to przestaję być chrześcijaninem. Nie jestem cierpliwy, a powinienem być.

Przeczytaj pierwszą część wywiadu

Przeczytaj trzecią część wywiadu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje