Przejdź na stronę główną Interia.pl

Trudno jest mi uwierzyć w życie pozagrobowe - część III

Łowienie ryb to poważna sprawa. Kiedy odreagowuję stres, nie chcę ludzi wokół siebie. Uwielbiam ciszę.

Denerwował się Pan, gdy syn nosił kolczyk w uchu?

Reklama

Zbigniew Religa: Nie, mnie to śmieszyło, bo wiedziałem, że kiedyś i tak sobie sam ten kolczyk wyjmie. Wychowywaliśmy nasze dzieci w pełnej wolności działania, oczywiście takiej, która była dla nich bezpieczna.

Czyli wierzyć i kontrolować?

Zbigniew Religa: Dokładnie tak. Szanowaliśmy decyzje dzieci. Na przykład gdy syn pytał, czy ma chodzić na religię, odpowiadaliśmy: "Rób, jak uważasz".

Chodził?

Zbigniew Religa: Nie.

Córka była ukochaną córeczką tatusia?

Zbigniew Religa: Tak.

Nie lubi Pan gości w domu?

Zbigniew Religa:Nie, bo z reguły przychodzą wieczorem…

A ile godzin Pan śpi?

Zbigniew Religa: Pięć, sześć na dobę. Chociaż czasami chętnie pospałbym dłużej.

A mimo to w soboty wstaje Pan o świcie i jedzie na ryby?

Zbigniew Religa: Ryby to dla mnie stan ekscytacji jak przy operacji.

Nie zabiera Pan ze sobą przyjaciół…

Zbigniew Religa: Łowienie ryb to poważna sprawa. Kiedy odreagowuję stres, nie chcę ludzi wokół siebie. Uwielbiam ciszę. Być jeszcze przed świtem na jeziorze. Dookoła tylko woda, prawie nie widzi się brzegu i nagle budzi się życie. Fantastyczny moment.

Naprawdę wierzy Pan w to, że kiedyś człowiek będzie nieśmiertelny?

Zbigniew Religa: Jestem pewien, że medycyna będzie kiedyś na tym etapie rozwoju i że będzie potrafiła zwalczyć proces starzenia… Nieśmiertelność jest możliwa.

Kiedy to miałoby nastąpić?

Zbigniew Religa: Nie wykluczyłbym, że to stanie się do końca tego wieku.

Jest coś, co chciałby Pan w życiu powtórzyć?

Zbigniew Religa: Złapać jeszcze raz 300-kilogramowego merlina.

Na wszystkie pytania, oprócz tych związanych z kobietami, odpowiada Pan jak bohater rodem z książek Hemingwaya…

Zbigniew Religa: Tak?

Tak. A czy ma Pan marzenia, które wybiegają poza stworzenie sztucznego serca?

Zbigniew Religa:To nie jest tajemnica. Chcę zbudować formację polityczną, która będzie miała wpływ na to, co dzieje się w Polsce.

A co z tymi, którzy mają chore serce?

Zbigniew Religa: Nie należę do chirurgów, którzy do końca życia, gdy zaczynają wysiadać fizycznie, gdy trzęsą im się ręce, pchają się do stołu operacyjnego. Uważam, że to jest ohydne. Mimo że nie trzęsą mi się jeszcze ręce, przyszedł taki czas, kiedy uznałem, że dla swoich pacjentów zrobiłem bardzo dużo i dziś chcę zrobić dla nich jeszcze więcej. Chociażby naprawić ochronę zdrowia, żebyśmy wreszcie funkcjonowali w mądrym systemie.

I to jest możliwe?

Zbigniew Religa: To jest w zasięgu ręki i to naprawdę jest ważniejsze od tego, czy zoperuję jeszcze piętnastu, dwudziestu czy dwustu chorych.

A jak to się ma do tego, że na rok chciałby Pan uciec od ludzi?

Zbigniew Religa: No cóż, na razie się nie da.

Rozumiem, że to jest jakaś antycypowana i bliżej nieokreślona szczęśliwość? Było Pana kiedyś stać na rzeczy szalone?

Zbigniew Religa: Tak, bo człowiek musi poszaleć.

Tak żeby nie zrobić krzywdy innym?

Zbigniew Religa: Dokładnie tak. Potrafiłem wsiąść rano do samolotu i polecieć na kolację do Nowego Jorku.

Jakaś konsultacja kardiologiczna?

Zbigniew Religa: Nie, aby uczcić jednego z polonusów…

A ja myślałam, że dla kobiety…

Zbigniew Religa:: Gdyby trzeba było, to dla kobiety też bym poleciał.

Czy jest coś, czego Pan w sobie nie lubi?

Zbigniew Religa: Jeśli mam być szczery, to bardzo się lubię i mam mało zarzutów wobec siebie samego.

To dobrze, bo według słów Oscara Wilde'a warto lubić siebie samego, bo to tak naprawdę jedyna gwarancja na romans do końca życia…

Zbigniew Religa: Coś w tym jest, bo jak oglądam się wstecz, to dochodzę do wniosku, że miałem poczciwe życie.

Przeczytaj pierwszą część wywiadu

Przeczytaj drugą część wywiadu

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje