To się tak da? Da się
Był Pan fanem Michaela Jacksona?
Maciej Stuhr:Nie miałem nigdy jego płyty, więc chyba nie.
Umie Pan tańczyć?
Maciej Stuhr:To jest moja pięta achillesowa. Lubię bardzo ruszać się do muzyki, ale nie znam technik tańca.
Żona lubi z Panem tańczyć?
Maciej Stuhr:Dawno nie tańczyliśmy, problem polega na tym, że my nie za bardzo lubimy wychodzić. Siedzimy w domu i tak nam dobrze.
Ale społeczeństwo domaga się widoku artysty.
Maciej Stuhr:Pewnie tak, choć ja się po prostu czuję skrępowany: robią mi zdjęcia, kiedy np. nie chcę, żeby mi robili. Jakbym chciał, tobym był w "Tańcu z gwiazdami".
Proponowano Panu udział?
Maciej Stuhr:Co edycja. A co z tym Michaelem?
Byłam wstrząśnięta nie tyle tym, co media sprzedawały w związku z jego śmiercią, ile tym, co opowiadały o nim jako artyście.
Maciej Stuhr:Tak jest w wielu dziedzinach. Płyta Piotra Anderszewskiego, wybitna płyta, dostaje w poczytnym tygodniku trzy gwiazdki. Niech sama recenzentka zagra w Carnegie Hall, niech zostanie tam zaproszona, to sam dam jej gwiazdkę.
Ale ona wtedy napisze, że Carnegie Hall już się nie liczy...
Maciej Stuhr:Tak to jest, komentatorzy Federera też mówią, że słabo mu idzie w tym secie.
Chociaż ja wolę Nadala.
Maciej Stuhr:Michael Jackson największą rolę dla mnie odegrał jako symbol i przestroga. Abstrahując od wszystkiego: od jego śpiewania, tańczenia, perypetii życiowych, to na jego przykładzie widać doskonale, że człowiek nie może być za bardzo kochany.
Mam inną puentę, bardziej banalną, że życie nie jest bajką i że zawsze kiedyś od niego dostaniesz kuksańca, jak nie z tej, to z innej strony.
Maciej Stuhr:Ale co druga dziewczynka chce być piosenkarką.
Ja nie chciałam.
Maciej Stuhr:Albo aktorką, albo prezenterką.
Też nie, a Pan kim chciał być?
Maciej Stuhr:Ja chciałem być aktorem. Myślę, że te marzenia są związane z odczuwaną przez dzieci bardzo silną potrzebą akceptacji. Z tym się wiąże takie złudne poczucie sławy, to American Dream - my będziemy gdzieś szli w górę, a wszyscy będą piszczeć na nasz widok.
Zaprzecza Pan sobie, przecież lubi Pan siedzieć w domu, więc nie będą piszczeć.
Maciej Stuhr:Ja nie mówię o sobie - może gdzieś tam w najwcześniejszych czasach to tak. Mówię o takim ogólnospołecznym odczuciu sławy - każdy by chciał, żeby go gdzieś niesiono na rękach. Załóżmy, że potem zaczyna się iść w tę stronę. W przedszkolu biją ci brawo, potem wygrasz konkurs recytatorski, następnie dostaniesz się do szkoły teatralnej, debiuty opolskie, złota płyta, później zdobędziesz Oscara, a na końcu zostaniesz Michaelem Jacksonem, czyli sprzedasz 50 milionów płyt i wszyscy będą cię kochać. Na przykładzie Michaela widać, że żaden człowiek tego nie wytrzyma.
Wtedy zamykasz się w czterech ścianach, żeby nie zwariować, ale niestety już jesteś wariatem.
Powiesz, że nikt cię nie rozumie, największe spełnienie staje się największym upadkiem. Jest w tym jakiś paradoks. Daje mi to często do myślenia. Jak myślę, że chciałbym może mieć bogatszą karierę, niż mam, to przypominam sobie Michaela Jacksona...
Wczoraj zobaczyłam po raz pierwszy "33 sceny z życia" Magdaleny Szumowskiej. Jest tam scena stypy.
Maciej Stuhr:Improwizowana zresztą, kręcona z ukrycia.
Czuł się Pan dobrze w tej scenie?
Maciej Stuhr:Robię tam rzeczy wstydliwe - gdyby nie było kamery, to czułbym się bardzo dobrze. Ale oglądając te sceny na ekranie, odczuwam zażenowanie. Scena była montowana z całonocnej imprezy, którą Szumowska postanowiła filmować. Ale co pani pomyślała dokładnie?...
PS. W trakcie sesji zdjęciowej Maciej Stuhr otrzymał informację, że został zakwalifikowany jako dawca.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (3)
-
18.06.2010 (13:10)
-
30.03.2010 (04:55)Qrczę, podziwiam Pana Macieja. Potrafi świetnie grać, ma wspaniały zawód, nie przewróciło mu się we łbie, ma rodzinę, zborny system wartości. Nigdy nie słyszałam o żadnej żenującej wpadce ani wyrecytowanej głupocie, no nieprawdpodobne w dzisiejszych czasach i dzisiejszych idolach!
-
-
11.12.2009 (15:26)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia