To się tak da? Da się
Chodziłem do szkoły muzycznej i tam prawie wszyscy byli w takim muzycznym harcerstwie. Szczep "Słowiki".
Maciej Stuhr: Na powtórnym pobraniu krwi straciłem przytomność, walnąłem głową w ziemię.
Małgorzata Domagalik: Ze strachu?
Maciej Stuhr:Nie wiem, nie patrzyłem, aż nagle zobaczyłem całą strzykawkę z krwią. A potem miałem najgorsze pięć sekund w życiu. Ocknąłem się, a nade mną dwie obce kobiety, pomieszczenie, którego nie znam. Nie mogłem żadnego elementu dopasować do rzeczywistości.
Boi się Pan?
Maciej Stuhr:Teoretycznie nie.
Gdyby się udało i byłby Pan dawcą, właściwie już jest Pan dawcą...
Maciej Stuhr:Poczekajmy do przyszłego tygodnia. Wiadomo, że ten szpik musi się jeszcze przyjąć.
Żyjemy w świecie, w którym gdy Kowalski odda szpik, to nikogo to nie obchodzi, ale jak zrobi to Stuhr i się uda, to włączamy myślenie: to może i ja pójdę. Czy często daje Pan w życiu słowo honoru?
Maciej Stuhr:Staram się być człowiekiem, od którego nie trzeba aż takich deklaracji wymagać, ale jedną taką sytuację pamiętam.
Wybierając akurat Pana do zwiastuna akcji "Życzenie Agaty", stacja TVN24 nie miała pojęcia, my zresztą też nie, że będzie Pan dawcą. Pan sam dowiedział się o tym ostatniego dnia wakacji. Jakie to uczucie?
Maciej Stuhr:Cała moja przygoda z akcją "Życzenie Agaty" miała kilka etapów. Od czasu do czasu jesteśmy zapraszani do wspierania różnych akcji. Raz to jest sprawa komercyjna, raz nie. Życie nas tego nauczyło, że ktoś nam mydli oczy, że coś będzie charytatywnie, a naprawdę to sam coś z tego ma.
Jak to zweryfikować?
Maciej Stuhr:Gdy zadzwonił telefon od państwa w tej sprawie, to nazwisko Agaty Mróz-Olszewskiej wszelkie podejrzenia rozwiało. Powiem szczerze, że ta moja pierwsza zgoda, to było takie: "OK, wesprę tę akcję". Ale jak przyjechałem do fundacji, jak zaczęli brać tę krew...
...to jeszcze Pan nie patrzył...
Maciej Stuhr:...to pomyślałem: "Kurczę, a co będzie, jak ten telefon kiedyś zadzwoni?". Wtedy sądziłem: "Może się skończy na tym jednym przedpołudniu".
Jestem szlachetny, ale już po sprawie?
Maciej Stuhr:Najpierw był strach, ale po paru godzinach czy na drugi dzień pomyślałem: "Kurczę, chciałbym, żeby ten telefon zadzwonił". Maciej Stuhr:Zdałem sobie sprawę, że to może być coś niesamowitego. Z tego jednak, co mi mówiono, prawdopodobieństwo, że zadzwonią, było dość małe.
Pamięta Pan jakie?
Maciej Stuhr:(śmiech) Abstrakcyjne. Jakież było moje zdumienie, kiedy parę dni temu zadzwonili...
Siedzi więc Pan na wakacjach, blue sky, piękna woda...
Maciej Stuhr:Trochę się przestraszyłem, oczywiście, ale z drugiej strony nie miałem żadnych wątpliwości, że trzeba to zrobić. Po pierwsze, jeszcze nie jestem całkiem pewien tego potwierdzenia, po drugie, chodzi o to, żeby to faktycznie jakoś zadziałało. Wtedy pewnie na człowieka spadną te uczucia wyższe.
Biorcą jest dziecko...
Maciej Stuhr:Tak, dziewczynka, dokładnie w wieku mojej córki.
Konsultował się Pan z najbliższymi?
Maciej Stuhr:Z żoną pogadaliśmy na ten temat, ale to była krótka piłka. W sumie po to się przecież zapisałem, mimo całej propagandy.
Nie ma tu propagandy.
Maciej Stuhr:W sensie nagłośnienia mojej osoby w tej akcji.
Czuje Pan akceptację młodych ludzi?
Maciej Stuhr:Czuję życzliwość.
Jest Pan dla nich prawdziwy, autentyczny?
Maciej Stuhr:Bardzo bym chciał.
Fajny facet, a nie żaden pozer...
Maciej Stuhr:Mam nadzieję, że tak jest. Wszystko, co robimy w życiu, i te największe spektakle, i komedie, i wygłupy kabaretowe, ale też nasze potknięcia, gorsze role, nieudane filmy - to wszystko buduje nasz kapitał, który czasem się powiększa, czasem pomniejsza. Niekiedy możemy ten kapitał wykorzystywać do innych celów. Ja mogę za duże pieniądze użyczyć go dobremu austriackiemu bankowi.
Jak Marcello Mastroianni, który mawiał, że reklamę robi wtedy, gdy potrzebuje kolejnego basenu...
Maciej Stuhr:Tak, ale muszę to ważyć na szali. Podejrzewam, że mój kapitał w związku z tym, że wziąłem udział w reklamie banku, może u niektórych stopniał, ale jeżeli za chwilę pojawię się w innym banku, to...
A chce Pan?
Maciej Stuhr:Nie chcę, nawet nie mogę. (śmiech) A nie daj Boże w reklamie proszku do prania, to wtedy ten kapitał będzie już zagrożony. Podejrzewam, że jest jakaś granica, do której można wypłacać z tego banku, jak już trzymamy się tej nomenklatury. Zaczynam się więc wybierać, bo tego jest naprawdę sporo. Pomagam w fundacji Mimo Wszystko Ani Dymnej i w stowarzyszeniu Unicorn, w którym moja mama się udziela.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (3)
-
18.06.2010 (13:10)
-
30.03.2010 (04:55)Qrczę, podziwiam Pana Macieja. Potrafi świetnie grać, ma wspaniały zawód, nie przewróciło mu się we łbie, ma rodzinę, zborny system wartości. Nigdy nie słyszałam o żadnej żenującej wpadce ani wyrecytowanej głupocie, no nieprawdpodobne w dzisiejszych czasach i dzisiejszych idolach!
-
-
11.12.2009 (15:26)












Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza