Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ta miłość uczyniła mnie świadomą swej kobiecości

Życie prywatne i zawodowe układa jej się wspaniale. Znalazła wielką miłość, swoje miejsce na ziemi. I wydaje kolejny singiel.

Od dziecka była ambitna i wytrwale dążyła do celu. Nie zawsze było to łatwe, ale nigdy się nie poddała. I dzięki temu jest teraz cenioną piosenkarką. A grono jej fanów powiększa się z dnia na dzień. Ale Anna Wyszkoni (32) wie, że praca to nie wszystko. Niedawno zaczęła życie na nowo. Zakochała się, kupiła dom i założyła rodzinę. I wreszcie jest naprawdę szczęśliwa!

Reklama

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym...

Anna Wyszkoni: - Mam nadzieję, że to nie jest żadna aluzja? (śmiech)

Nic z tych rzeczy! Pytam, ponieważ zastanawiam się czy artysta wie kiedy nadchodzi taki moment?

- Wydaje mi się, że tak. Pojawia się on, kiedy czujemy się znudzeni swoją pracą. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała przekonać się o tym na własnej skórze. To szalenie ważne, by emocje związane z występami na żywo nigdy nie opadały. Cieszę się, że cały czas odczuwam takie fajne motylki w brzuchu.

Po prostu jest pani stworzona do występowania na scenie!

- Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie siebie w innym miejscu. Zawsze marzyłam o tym, by śpiewać. Kocham to robić.

I właśnie dlatego ukazał się pani najnowszy singiel.

- To szalenie ważny moment dla każdego artysty. Jestem podekscytowana całą płytą. A teraz faktycznie nie mogę doczekać się premiery singla. Uwielbiam tę piosenkę i mam nadzieję, że ludzie pokochają ją tak samo jak ja.

Proszę zdradzić skąd czerpie pani inspiracje?

- Najczęściej z własnego doświadczenia. Z każdym rokiem dojrzewam jako kobieta i artystka. Poza tym od wydania ostatniej płyty naprawdę wiele zmieniło się w moim życiu...

Urodziła pani córeczkę, kupiła dom, a także założyła prawdziwą rodzinę...

- ... i życie nabrało zupełnie innego sensu. Ale myślę, że zrozumieją to tylko osoby, które przeżyły coś podobnego. Ciężko jest mi w tej chwili opisać moją radość. Jest to coś niezwykłego. Czuję, że znalazłam swoje miejsce na ziemi, stworzyłam dom, o jakim marzyłam i spotkałam wielką miłość.

Jednym słowem: jest pani spełnioną kobietą?! D

- zięki tym wszystkim przeżyciom stałam się kobietą świadomą swojej kobiecości.

To znaczy, że wcześniej nią pani nie była?

- Może ciężko to sobie wyobrazić, ale nie. Zmieniło się to w momencie, w którym poznałam mojego obecnego partnera. Ta miłość po prostu mnie uskrzydliła. Wcześniej nie miałam tyle szczęścia jeżeli chodzi o relacje damsko-męskie. Mam bardzo nieprzyjemne doświadczenia z nimi związane.

To czy w takim razie nie obawiała się pani fali negatywnych komentarzy po tym jak związała się z własnym menadżerem, Maciejem Durczakiem?

- Nie widziałam w tym nic złego. Uważam, że wspólna praca bardzo sprzyja naszemu związkowi. Po pierwsze mamy bliźniaczą pasję. Potrafimy godzinami rozmawiać o muzyce. Z wielką radością planujemy nasze kolejne muzyczne kroki. A każda nowa płyta jest naszym wspólnym dzieckiem. To niezwykłe, prawda? Poza tym wspólnie wyjeżdżamy w trasę koncertową. Powiem szczerze, że już nie wyobrażam sobie życia z kimś, kto nie potrafiłby zrozumieć mojej pracy.

Spędzacie ze sobą 24 godziny na dobę. Dla niektórych jest to nie do pomyślenia!

- Faktycznie, jesteśmy cały czas razem. Ale moim zdaniem to tylko nas do siebie zbliża, a nie oddala. To fantastyczne, że schodząc ze sceny mogę śmiało podzielić się moimi wrażeniami z Maciejem. A najważniejsze jest to, że on je rozumie i czuje je dokładnie tak samo jak ja.

Mówiąc o ukochanym promienieje pani szczęściem. To wspaniałe! Narodziny córki Poli musiały być zatem tylko dopełnieniem miłości.

- Oczywiście! Ale z drugiej strony proszę nie zapominać, że to szalenie duża odpowiedzialność. Wychowanie dzieci to najtrudniejsze zadanie jakie spotyka nas w życiu. Jednak zawsze staraliśmy się dawać z siebie wszystko. I mam nadzieję, że nam się to udało.

Pani 11-letni syn Tobiasz jest chyba najlepszym tego przykładem...

- Rzeczywiście, to wspaniały chłopak. Wiele zmienił w moim życiu i to na lepsze. Cieszę się, że go mam. Chociaż... z perspektywy czasu zdaję sobie sprawę również z tego, że pojawił się na tym świecie za wcześnie. Miałam wtedy przecież zaledwie 21 lat.

Widocznie tak miało być. Nie wierzy pani w przeznaczenie?

- Wierzę, że wszystko ma swój czas i określone miejsce. Każdy z nas ma na tym świecie coś do zrobienia. Wydaje mi się, że nigdy nie znajdujemy się w jakimś miejscu przypadkiem. W końcu nic nie dzieje się bez przyczyny.

Zawsze wychodziła pani z takiego założenia?

- Do takiego myślenia się dojrzewa. To długi proces.

Proszę mi zdradzić jaki kontakt ma Tobiasz z Polą?

- Na początku było im bardzo trudno. W momencie, w którym Pola przyszła na świat, pojawiła się wielka zazdrość i niepewność. Tobiasz nie za bardzo wiedział jak bawić się ze swoją młodszą siostrą. Nie miał pojęcia jak się do niej odnosić. Ale w tej chwili jest zupełnie inaczej. Pola jest już świadomą i radosną dziewczynką. I powiem szczerze, że mają ze sobą świetny kontakt.

Pewnie chciałaby pani, żeby zostało tak na zawsze...

- Mam taką nadzieję. Wierzę, że w przyszłości Tobiasz i Pola będą dla siebie wielkim wsparciem w każdej sytuacji. Rodzeństwo to prawdziwy skarb, a wiem to z własnego doświadczenia. Mam starszego brata, na którego zawsze mogę liczyć. Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Wiem, że w najtrudniejszych chwilach mogłabym do niego przyjść i zawsze otrzymałabym pomoc. A przyznam, że taka świadomość jest po prostu bezcenna.

Alicja Dopierała


Dowiedz się więcej na temat: Ania Wyszkoni | macierzyństwo | Łzy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje