Słodko-ostra
Śpi trzy godziny na dobę, od zawsze jest na diecie, nie może żyć bez mężczyzny i... gotowania. Kiedy 17 lat temu otwierała w Warszawie Fukiera, nie przypuszczała, że będzie to ulubione miejsce smakoszy. Dziś ma kilkanaście restauracji i wciąż duży apetyt na życie.
Dla jednych królowa nadmiaru, dla innych wzór do naśladowania. Jedno jest pewne, Magda Gessler nikogo nie pozostawia obojętnym. Bo tak jak dobry rosół, nigdy nie jest letnia!
Twój STYL: Ilu masz już przyjaciół na Facebooku?
Magda Gessler: Prawie 40 tysięcy w ciągu zaledwie sześciu miesięcy!
A tych prawdziwych ilu jest?
- Ależ ja mam poczucie, że oni są prawdziwi, nie wirtualni.
Prawdziwi?! Obcy ludzie wypisują na twojej "tablicy": "Pani Magdo, proszę podać przepis na ciasto krówkowe!" albo "Śniło mi się, że była Pani u mnie w domu". Przecież oni sobie uroili, że jesteś ich koleżanką, bo widzieli cię w telewizji!
- I dali mi poczucie, że się przyjaźnię z całą ludzkością (śmiech). Myślę, że trochę przegapiłam ten czas w dzieciństwie, gdy buduje się przyjaźnie na całe życie. Miałam trzy lata, gdy wyjechałam z rodzicami z Polski, mieszkaliśmy w Sofii. Językiem, w którym zaczęłam mówić, był bułgarski, nie polski. Potem wciąż zmieniałam domy, kraje...
Kto ma najlepsze loki w showbiznesie? Zagłosuj!
Twój ojciec, Mirosław Ikonowicz, był korespondentem?
- Tak, PAP-u. Moimi pierwszymi koleżankami były Jugosłowianki, Bułgarki i Czeszki. Stworzyłyśmy słowiańskie "esperanto" - nikt nas nie rozumiał. Raz wybrałyśmy się na wycieczkę do Ambasady Polskiej w Sofii. To było około pięciu kilometrów od domu. Ustawiłam dzieci dwójkami, było nas szesnaścioro. Szukali nas wszyscy, nawet służby bezpieczeństwa! Potem każda z przyjaciółek pojechała w inną stronę - ja na Kubę, bo tam zaczął pracować tata. Buszowałam po opustoszałych domach Kubańczyków. Do dziś pamiętam zapach gardenii z ich ogrodów. I kubański balet, do którego mnie przyjęto.
- Skończyło się tym, że w klubie Tropicana jako 14-latka zaczęłam "zawodowo" tańczyć ze sztucznym biustem z waty. I tak przez dwa lata. Tęskniłam za Warszawą, gdy tylko mogłam, uciekałam do dziadków. Potem była matura w Polsce i znowu wyjazd z rodzicami - do Hiszpanii. Dostałam się na malarstwo do Akademii San Fernando w Madrycie. Mam poczucie, że wszędzie byłam trochę inna, za granicą - Polką, a w Polsce zbyt kolorowa w szarych komunistycznych czasach.
Outsiderka, która po "Kuchennych rewolucjach" stała się taką fajną "naszą", dla "wszystkich"?
- Rzeczywiście, świat wokół mnie przeszedł cudowną transformację! Ale zdarzają się też wyjątki. Raz spotkałam się nawet z agresją. W Żywcu Zbyszek, właściciel restauracji Horolna, rzucił mi na stół udziec barani (nie upieczony, ale na wpół surowy, na wpół spalony), krzycząc: "Ty lubisz dużo jeść!". W pomieszczeniu, które było przeznaczone tylko dla mnie i ekipy Kuchennych rewolucji, zamontował ukryte kamery, by nas podglądać. No, ale to incydent. Jeden. Na każdym kroku spotyka mnie coś niesłychanego. Całe lata, gdy dzwoniłam po taksówkę, słyszałam to okropne, postkomunistyczne: "Gdzie podstawić?!".
- A teraz? Miła pani natychmiast wysyła mi samochód z klimatyzacją. Wczoraj w całych Łomiankach, gdzie mieszkam, wyłączyli światło z powodu awarii. Zadzwoniłam do elektrowni: "Dobry wieczór, tu Magda Gessler. Chciałabym wyjechać samochodem po dzieci, a brama jest elektryczna". W ciągu kwadransa na ulicy włączono światło na dźwięk mojego imienia i nazwiska.
- Popularność robi na mnie ogromne wrażenie. Jestem zdziwiona i trochę się boję. Unikam bezosobowych bankietów, trochę zamykam się w domu. Mam teraz tak mało czasu, że starcza go tylko dla najbliższych przyjaciół i rodziny. Jednak tak naprawdę lubię, gdy ludzie machają na ulicy, pozdrawiają mnie. Myślę: "Jaki piękny świat!".
To aż tak cieszy?
- Odkąd pamiętam, bardzo chciałam być lubiana, akceptowana. Tym bardziej że w domu czułam się tą "mniej mądrą" siostrą.
Twoim bratem jest Piotr Ikonowicz, były poseł SLD. Jakoś nie wygląda, żeby się z tobą ścigał, bo ze swoimi lewicowymi poglądami jest zaprzeczeniem twojego stylu życia. Wtedy, w dzieciństwie, rywalizowaliście?
- Nie! Nie lubię rywalizacji. "Kazano" mi rywalizować. Ojciec pytał np. o stolicę jakiegoś państwa, nazwiska znanych naukowców. Dziś mam fenomenalną pamięć, prawie niczego nie notuję, choć prowadzę kilkanaście restauracji. A wtedy - w dzieciństwie - zwykle wychodziłam na gapę. Bardzo mnie to bolało.
W ogóle cię nie chwalili?! Nie wierzę.
- Chwalili, ale równie często ganili. Byłam oceniana w zależności od pogody i humoru. Raz mama mówiła: "Świetnie wyglądasz!" albo "Ależ ta twoja koleżanka fantastyczna!", a nazajutrz ta sama koleżanka była zła, a ja byłam kiepska.
Buntowałaś się?
- Nie. Byłam z tych grzecznych dziewczynek - niepijących, niepalących. Choć w szkole sprawiałam pewne problemy. Moja była nauczycielka do dziś wspomina, jak wszystkie dzieci wyprowadziłam z klasy w czasie radiowego przemówienia Gierka. I nie chciałam się uczyć matematyki. Rodzice szantażowali: "Jeśli dostaniesz dwóję, nie pojedziesz na narty z chłopakiem". Dostałam dwóję i nie pojechałam. Choć byłam już pełnoletnia!
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (109)
-
23.05.2011 (11:24)
-
20.05.2011 (10:32)
-
-
07.05.2011 (21:54)Uwielbiam Panią Magdę, za Jej piękno, urok, kobiecą magię, spontaniczność oraz podziwiam za talent i pracowitość.
Zasmuciły mnie zawistne komentarze. Cenię krytykę, ale konstruktywną, a te złośliwości świadczą wyłącznie o chorej duszy piszących je. -
06.05.2011 (19:59)~BorysBardzo lubię panią Gessler za to co robi. Zastanowiła mnie tylko jej receptura na pastę Alfredo: przecież jak świat-światem w tym przepisie wykorzystuje się jedynie Parmigiano Reggiano! Tym czasem pani Magda szukała aż czterech serów? To chyba było Quattro Fromaggi.
Sam potrafię dobrze gotować i co najważniejsze - lubię to robić. Ale mam zawsze jedną zasadę. Jeśli modyfikuję przepis na swój sposób (co się często zdarza z różnych powodów) NIGDY nie posługuję się nazwą, która jest zarezerwowana dla okreslonej kompozycji. Wyjątkiem są potrawy takie jak Paella czy Pasta Carbonara - które nie mają jedynego, okreslonego składu a są przyrządzane w zależności od regionu na różne sposoby.urzekla mnie Twoja historia... -
30.04.2011 (15:52)~Norbert Alissa to takie radzieckie imię... Może u ruskich ta pani mogłaby się podobać.~mmarek ian
Chyba w radomiu , bo Radomsko to pisze się z wielkiej litery , jak tak tam poszłaś i sprÓbowałaś , to dobrze . Ale zamiast włóczyć się na bani po restauracjach , lepiej naucz się pisowni i ortografii .
Jak tak tam gotują , jak piszą , to ja dziękuję , inni pewnie też .
Pamietajcie o adresie !!!! i niech was Bóg ochroni przed takimi restauracjami .~Alissamieszkam w radomsku i znalazłal ulotke o restauraci:Arkadia. A ta m Nowosc!!!!!!!!!!!!!!!karczek według przepisu Magdy Gesler to poszłam sprubowałam i efekt super!!! Radomsko, ul . Al. Jana Pawła 2go zapraszamw Radomsku nie w Radomiu ja też dostałam ulotkę Arkadii a tak w ogóle to ja mieszkam bardzo blisko jej i dostaje tysiąc takich ulotek i z właśnie z tą nowością, chociaż nie próbowała...ale wierzę na słowo ;)














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia