Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przyciągam szczęście

Znów się mówi o Renacie Przemyk. Przeprowadziła w swoim życiu kilka rewolucji. Zmieniła glany na szpilki, miasto na wieś i po latach izolowania się od ludzi zaczęła prowadzić „dom otwarty”.

Nadal sama wychowuje adoptowaną córkę. Ale jak mówi, jest świetnie, bo wreszcie polubiła świat. A świat jej się rewanżuje. Nowa płyta Renaty właśnie zdobyła status „złotej”.

Reklama

Spotykamy się w barze w Wieliczce. Niedaleko wsi, w której teraz mieszka. W czasie rozmowy ciągle dzwoni jej telefon. Powód? Odjazd, jej dziesiąta płyta trafiła na listy przebojów. Trudno uwierzyć, że gdy powstawała ta muzyka, ona walczyła z chorobą. I że groziła jej utrata głosu. Ale dziś jest już spokojna. Koncerty ma zaplanowane do końca roku. I wreszcie czuje się silna. Przestała być gniewną kontestatorką. Wywiad zaczyna od uśmiechu.

Twój Styl: Mój obraz Renaty Przemyk z przeszłości to glany, czarny sweter, poważny wyraz twarzy. A pani przychodzi na wywiad w szpilkach, kolorowej chuście. Skąd taka zmiana?

Renata Przemyk: Ja nie widzę u siebie żadnej radykalnej zmiany, może dlatego, że łagodnieję stopniowo, od lat. Już na płycie "Unikat" z 2006 roku śpiewałam bardziej nastrojowo. W tamtym czasie zapuściłam też włosy. Dziś jestem „etno” – na scenie i poza nią, bo to styl, który dodaje młodości. Etniczne dźwięki wplatam w swoją muzykę, na koncertach gram na bębnach, noszę krótkie sukienki, czasem glany, a czasem obcasy. A jeśli chodzi o te szpilki... do ich noszenia namówiła mnie moja siedmioletnia córka. Jest bardzo dziewczęca i ubolewa, że sama nie może ich jeszcze nosić. W sklepach namawia mnie: „mamo, kup obcasy, jak dorosnę, będą moje”.

Wysokie obcasy to pani nowy styl?

Renata Przemyk: Nie do końca, ale dzięki nim rozsmakowuję się w kobiecości. W liceum byłam pod takim wrażeniem filmów z Bruce’em Lee, że zapisałam się na karate. Ćwiczyłam ostro i na kilkanaście lat pozbawiłam się możliwości chodzenia na wysokich obcasach – miałam zwichrowane stawy skokowe. Te ciężkie buty, które nosiłam na scenie, były tak naprawdę butami ortopedycznymi. Prawdę mówiąc, nie za bardzo też mogłam sobie pozwolić na inne. Zresztą nie pragnęłam wtedy pantofelków, kultowe były martensy, brat przywoził mi je z targu w Rembertowie pod Warszawą.

Czyli opinia, że była pani buntowniczką, to trochę mit?

Renata Przemyk: Nie. Buntowałam się naprawdę. Tyle że mój bunt był raczej wewnętrzny. W młodości dość szybko postanowiłam, że będę żyła inaczej niż moi rodzice. Wychowałam się w bardzo tradycyjnej rodzinie, z wyraźnym podziałem na zajęcia męskie i kobiece. Tę tradycję pielęgnowała głównie babcia, która z nami mieszkała. Mama pracowała w fabryce włókienniczej. Po drugiej zmianie zajmowała się domem, szyła dla nas ubrania. Tata był zawodowym kierowcą, potem instruktorem jazdy. Typowy facet, samochodziarz. Stereotypowy podział ról.

A Pani? Pamięta pani siebie z dzieciństwa?

Renata Przemyk: Pamiętam, że w przedszkolu byłam bardzo ekspansywna, śmiała, aktywna. Lubiłam recytować, występować przed innymi. Śpiewałam na akademiach. Wychowawczyni, pani Halinka, prosiła rodziców, żeby wysłali mnie do szkoły muzycznej, ale dla nich było to niepotrzebne komplikowanie życia. Szkoła na drugim końcu Bielska, kto będzie odprowadzał dziecko, przecież wszyscy pracują, babcia też. Rodzice uważali, że w życiu najważniejsza jest mała stabilizacja. Mieszkaliśmy w maleńkim mieszkaniu, pokój dzieliłam z braćmi, każde z nas walczyło o odrobinę spokoju, więc ich obawy były uzasadnione. Poza tym muzyka nie była dla nich poważnym zajęciem.

Skończyła pani liceum ekonomiczne, to też pomysł rodziców?

Renata Przemyk: Tak. Byłam twórczym dzieckiem. Chodziłam na rytmikę i tańce do domu kultury. Myślałam o liceum plastycznym, ale rodzice uważali to wszystko za fanaberię. Nikt nie zachęcał mnie do zdobywania świata. Twierdzili, że po „ekonomiku” szybko znajdę etat w jakimś biurze, wyjdę za mąż i tak będzie dla mnie najlepiej. Na szczęście na tyle dobrze zdałam egzaminy wstępne, że trafiłam do klasy z rozszerzonym językiem polskim.

Rozwinęła pani skrzydła?

Renata Przemyk: Nie. Okres dojrzewania odgrodził mnie od świata. Nastolatką byłam nieśmiałą. Zamknięta w sobie, nie umiałam nawiązywać kontaktów z innymi. Gdy miałam 16 lat, dorabiałam, roznosząc mleko, za pierwsze zarobione pieniądze kupiłam sobie gitarę, ale nie było gdzie na niej grać. Jak zaczynałam śpiewać w domu, słyszałam od brata: „nie drzyj się!”. Coraz więcej czasu spędzałam więc poza domem. Trafiłam do zespołu oazowego. Komponowałam z kolegami muzykę do wierszy księdza Twardowskiego, układaliśmy religijne teksty do kawałków Phila Collinsa. Ale gdy kupiliśmy sobie gitary elektryczne i wzmacniacze, proboszcz nas wyrzucił. Do dziś pamiętam, że ten kościół miał niesamowitą akustykę. Kiedy pierwszy raz w nim zaśpiewałam i usłyszałam potęgę swojego głosu, poczułam, że mam coś więcej niż inni.

I wtedy postanowiła pani wyjechać z Bielska?

Renata Przemyk: Kiełkowała we mnie myśl o studiach – dla rodziców wcale nie było oczywiste, że będę studiować. Marzyłam też o podróżach. Ale chęć poznawania świata była równie silna, jak strach przed nim.

Oswajała pani lęki stopniowo?

Renata Przemyk: Zaczęłam być odważniejsza, gdy dostałam się do zespołu Rewizja. Wtedy już ubierałam się na czarno. Nosiłam kurtki parki – to wymagało dużej odwagi, bo skazywało na ostracyzm. Sąsiedzi myśleli, że jestem w sekcie, babcia mówiła, że w tych szmatach nikt mnie nie zechce. A we mnie narastał bunt. Tylko dwie koleżanki z mojej klasy wybierały się na studia, reszta chciała szybko mieć męża. Bardziej wiedziałam, czego nie chcę, niż o co mi chodzi – nie wyobrażałam sobie tego, że osiądę w Bielsku, wyjdę za mąż i zgnuśnieję na etacie.

Nie wiem, jak fascynujący musiałby być ten mąż, żeby zadośćuczynić mi za całą resztę – porzucone marzenia. Na szczęście nie trafił się nikt, dla kogo bym oszalała. Zacisnęłam więc zęby i ruszyłam w świat. Jeden z nauczycieli, pan Siuda „od maszynoznawstwa”, widział mój zapał i strach. Pojechał ze mną do Sosnowca, gdzie był wydział slawistyki i pomógł mi złożyć dokumenty.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje