Panie Janie, rano wstań
Do niedawna birbant i podrywacz. Wieczorkowski z tą, z tamtą, na imprezie, na rauszu. Niegrzeczny. A potem fanki przeżyły wstrząs.
Dwukrotnie: najpierw Janek został ojcem, potem się ożenił. Ustatkował? Dorósł? Czy to do niego pasuje? Kiedy mu przejdzie? Gdzie się podział wieczny chłopiec? Janek się śmieje: czasy się zmieniły. Koniec zabawy.
Twój STYL: Wyspałeś się?
Jan Wieczorkowski: - Tak. Mały już daje pospać. O czym będziemy gadać?
Ostatnio wybrałeś rodzinę. Może o ważnych wyborach?
- Dawaj.
Zapamiętałam twoje nazwisko gdy zrezygnowałeś z roli w "Klanie". To był czas hossy telenoweli, a ty podziękowałeś. Bo?
- To jest akurat proste. Miałem 26 lat i zdałem sobie sprawę, że stanąłem w miejscu. Że to, co robię w "Klanie", jest artystycznie słabe. Żadne.
Ale daje popularność i pieniądze.
- Jasne. Dla chłopaka, który przyjechał z Rabki, to było kuszące. Miałem pracę od razu po szkole, na ulicy ludzie zaczynali mnie rozpoznawać. Gdy porównywałem zarobki moje i rodziców – mogło zaszumieć w głowie.
Zaszumiało?
- Tak. Dobrze, że wtedy nie było jeszcze tylu paparazzich i kolorowych pism. Pewnie niejednej głupoty musiałbym się wstydzić.
To co było w tej pracy niefajne?- Na studiach miałem taki plan: będę cenionym aktorem, będę grał bardzo dobre role. Kiedyś zagadnął mnie kolega: „Ty, Janek, jak byłeś w szkole aktorskiej, też ci się zdawało, że jesteś najzdolniejszy?”. Jasne. Wielu z nas tak miało. Wierzyłem, że zawojuję świat. A tu serial codziennie o siedemnastej – robota jak w urzędzie.
- Miałem kumpli w awangardowych środowiskach filmowych, oni klepali mnie czasem po plecach: „Janek, ten cały Klan to obciach, ale ty jesteś OK”. Myślałem: jak jestem OK, to ktoś mnie zauważy i weźmie do czegoś lepszego. Jakoś nie brał, czyli mi wyszło, że popełniam zawodowe samobójstwo, strzelam sobie w kolano. Rozejrzałem się dookoła – gdzie ci najlepsi, z którymi miałem pracować?
Nie cenisz kolegów z tasiemca, który dawał ci chleb?
- Powiem ci szczerze, bo tak myślę i dziś: w takich produkcjach są zatrudniani ludzie tani, więc mniej zdolni. Kropka. A ja chciałem się rozwijać. Odszedłem sześć lat temu i to była najlepsza decyzja w moim zawodowym życiu. Od razu poczułem się lepiej.
Miałeś przygotowany plan B?
- Nie. Sam zwolniłem się z pracy, nie miałem żadnej odprawy, wielkich oszczędności i było jasne, że teraz konsekwentnie nie mogę wziąć byle czego, bo byłbym głupi. A dotąd nie odmawiałem. Myślałem chwilami: może za późno odszedłem, może już siedzę w szufladzie? Ale na szczęście nie było za późno. Przyszła pierwsza dobra rola, potem następna. Dobrze zrobiłem. Zresztą u mnie w rodzinie powszechnie się uważa, że radykalne zmiany są w życiu potrzebne.
Gdzie leży twoja granica obciachu? Poprowadziłbyś festiwal albo wystąpił w tanecznym show?
- No nie. To nie moja bajka. Nie potrafię tego dobrze robić, są od tego inni, zawodowcy. Kiedy pytasz o granicę obciachu, odpowiadam: staram się nie robić tego, czego mógłbym się wstydzić.
Pilnie uczyłeś się zawodu?
- Starałem się być pokorny. Wiesz, dookoła same autorytety, wielkie nazwiska. Liczyłem się z autorytetami. Taki był dla mnie np. świętej pamięci profesor Zapasiewicz – uczył tego, co jest mi najbliższe w aktorstwie – budowania postaci na zasadzie antagonizmów.
Czyli?
- Grania ludzi innych niż ja sam. O innej wrażliwości, charakterze, którzy inaczej mówią, poruszają się. Jak kiedyś DiCaprio oszukał świat swoją rolą w "Co gryzie Gilberta Grape’a".
Kiedy postanowiłeś, że zostaniesz aktorem?
- Mniej więcej kiedy skończyłem 15 lat. Na ścianie w pokoju miałem plakaty z Johnem Waynem, potem Harrisonem Fordem, a jeszcze potem chciałem być jak Michael J. Fox w "Powrocie do przyszłości". Później przyszedł czas na Brando, Deana, Clifta, De Niro, Pacino. Z rodaków: Roman Wilhelmi, Janusz Gajos i Jan Frycz.
A czego chcieli dla ciebie rodzice? Nie przekonywali, że aktorstwo to niepoważny zawód?
- Nie, nie sprzeciwiali się mojemu pomysłowi. Kiedy im powiedziałem, że zamierzam zdawać do Akademii Teatralnej, usłyszałem: „Próbuj, synu”.
Gdybyś się nie dostał, co byś dzisiaj robił?
- Sprzątałbym biura w wytwórni Paramount albo Warner Bros., a wieczorami surfował na Venice Beach. I podróżował.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (30)
-
09.04.2011 (10:19)Pan Wieczorkowski -marny aktorzyna, fanki? Chyba ciężkie RANKI po imprezach ,no i jak dla mnie drugi po Szycu i tego typu pasztetach scenicznych robiacy marny szum wokół siebie - i ten głupi uśmiech
-
06.04.2011 (12:24)A w czym on tak sie rozwiną?? dalej jest aktorem serialowym czy to Klan czy Fala Zbrodni czy teraz Hotel 52 przeciez to jeden i ten sam poziom
-
-
05.04.2011 (15:45)
-
05.04.2011 (14:32)
-
05.04.2011 (14:05)[quote user=~Ja-Tola]OK, z tego wielkiego wrazenia jakie na mnie Janek zrobiles-zapomnialam napisac tej najwazniejszej rzeczy: ja mam moc czytania pomiedzy liniami i moge spoko (czy to jest poprawne terazniejsze okreslenie?) powiedziec ze Twoj maly syneczek jest w dobrych rekach.
P.S.
Co jest z tymi jadowitymi komentami??
Widac ze ludzie maja osobiste problemy ktore chca wyladowac na innych - panowie i panie - zazdrosc i niezyczliwosc sa bardzo brzydkimi cechami charakteru - pokazuja Was w calej Waszej zmierzlej okazalosci - fe..fe..fe..
Prosze rowniez pamietac ze karma pracuje bez wzgledu na to czy w nia wierzycie czy nie OK? ( to znaczy: O Kej?)
Tola ( nie mieszac z innymi podpisami "ja")
jak masz dobrą karmę to jesteś najedzona jak karma jest do kitu chodzisz głodna.To proste i działa w obydwu kierunkach.













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia