Przejdź na stronę główną Interia.pl

Oriana Fallaci: Samotna prowokatorka

Podczas wywiadu z Chomeinim zdjęła czador. Prezydenta Wietnamu Południowego zapytała, jak bardzo jest skorumpowany. Bali się jej przywódcy mocarstw, choć obecność na liście jej rozmówców nobilitowała. Kogo pomściła swoją pracą? Dlaczego trafiła do kliniki psychiatrycznej? Czemu rzucała kochanków? O Orianie Fallaci mówi autorka jej biografii.

W pani książce zaskoczyła mnie historia o tym, jak Fallaci pojechała do USA zrobić wywiad z Marilyn Monroe. Nie była umówiona i wtedy jeszcze słabo znała angielski...

Reklama

Cristina de Stefano: - ...co nie przeszkodziło jej czatować przez kilka dni na najbardziej nieuchwytną wtedy gwiazdę Hollywood w miejscach, gdzie miała nadzieję ją spotkać. Fallaci wybrała się m.in. na premierę spektaklu, w którym grała przyjaciółka Monroe. Po przedstawieniu tak zawzięcie przeszukiwała garderoby, licząc na spotkanie z aktorką, że zamknięto ją w pustym teatrze. Przeczesywała też restauracje i kluby, w których lubiła bywać Marilyn, ciągnąc z sobą wszędzie wynajętą tłumaczkę na wypadek, gdyby udało jej się spotkać gwiazdę. Wywiadu nie zrobiła, ale ten epizod dobrze oddaje to, że gdy miała cel, nie przejmowała się trudnościami.

Mnie zaskoczyło to, że Fallaci w ogóle wybrała Monroe na rozmówczynię. Interesowała ją przecież wojna i politycy.

- Zanim się w tym wyspecjalizowała, pisała właśnie o gwiazdach show-biznesu, o czym mało kto dziś pamięta. To były lata 50., epoka świetności włoskiego kina. W Rzymie amerykańskie aktorki romansowały z włoskimi arystokratami, a Oriana tropiła ich romanse. Czy ją to bawiło? Wątpię. Dorastała podczas wojny, jej ojciec był zaangażowany w ruch oporu, chodziła z nim do lasu na spotkania z partyzantami. To wszystko sprawiło, że już jako nastolatka interesowała się polityką. Gdy została dziennikarką, chciała o niej pisać, ale w tamtych czasach polityka była zarezerwowana wyłącznie dla mężczyzn.

Jak przebiła szklany sufit?

- W 1956 roku, gdy na Węgrzech wybuchło powstanie przeciw komunistom, poprosiła szefa, żeby ją tam wysłał. Zgodził się, bo nalegała. Choć liczył, że jako zachodnia dziennikarka nie dostanie węgierskiej wizy. Był zaskoczony, gdy się dowiedział, że przedostała się przez granicę nielegalnie. Przypadkiem przyłączyła się do konwoju Czerwonego Krzyża i dotarła z nim do trudno dostępnych miejsc. Opisała potem nie tylko historie węgierskich powstańców, ale i obozowiska sowieckich najeźdźców. Po powrocie oświadczyła w redakcji, że ma dość zajmowania się miłostkami aktorek. Jednak jej teksty o życiu gwiazd podnosiły sprzedaż gazety, więc znów wysłano ją do Hollywood. Zawodową niezależność zdobyła dopiero podczas wojny w Wietnamie. Tam też znalazła się na własne żądanie w 1967 roku.

Jako korespondentka wojenna miała małe doświadczenie. Dlaczego właśnie jej teksty z Wietnamu były komentowane w świecie?

- Bo porywała się na rzeczy, które innym wydawały się niemożliwe. Namówiła np. pilota jednego z bombowców, by wziął ją na prawdziwą akcję bojową. Lecieli pod ostrzałem nieprzyjaciela. W samolocie usiadła tuż obok żołnierza, który zrzucał bomby z napalmem. Napisała potem: "Czułam się, jakbym to ja je zrzucała". Kiedy indziej uparła się, że zrobi wywiad ze słynnym generałem Wietkongu Võ Nguyênem, co wydawało się niemożliwe - nie udzielał wywiadów dziennikarzom z Zachodu. Dotarła do niego, przyłączając się jakimś cudem do delegacji kobiet komunistek z Kuby i Rosji, z którymi miał się spotkać. To wszystko sprawiło, że po powrocie z Wietnamu Fallaci była już dziennikarką o międzynarodowej sławie. Wywalczyła sobie na froncie to, czego nie udało się jej osiągnąć zza biurka w redakcji - pozycję czołowej reporterki. Mogła decydować, o czym będzie pisać. I z kim będzie rozmawiać.

Zaczęła od wysokiego c. Jednym z jej pierwszych rozmówców był Jasir Arafat, przywódca Organizacji Wyzwolenia Palestyny, który w zasadzie też nie rozmawiał z zachodnimi dziennikarzami. Jak do niego dotarła?

- Ryzykując życie, przedarła się do jednej z tajnych baz Palestyńczyków. Opowiedziała im, kim jest, że jej ojciec walczył z faszystami tak jak oni teraz z Izraelem, że rozumie, o co walczą. Zjednała ich sobie na tyle, że załatwili jej spotkanie z Arafatem. Ta rozmowa i wywiad z Võ Nguyênem sprawiły, że gdy niedługo potem chciała się spotkać z Henrym Kissingerem (sekretarz stanu USA za czasów prezydenta Nixona - red.), ten zgodził się natychmiast.

Czemu po latach powiedział: "Spotkanie z Fallaci to najgłupsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu"?

- Oriana uśpiła jego czujność. Gdy zapytała go, na czym polega fenomen jego wielkiej popularności, odpowiedział, że uważa siebie za uosobienie amerykańskiego mitu o samotnym kowboju, który zawsze w pojedynkę podejmuje odważne decyzje. Te słowa przysporzyły Kissingerowi problemów. Prezydent Nixon poczuł się urażony. (śmiech)

Znakiem rozpoznawczym Fallaci były prowokacje. Prezydenta Wietnamu Południowego Nguyêna Văn Thiêu wprawiła w osłupienie pytaniem: "Jak bardzo jest pan skorumpowany?".

- A przy Chomeinim zdarła z głowy czador, który kazano jej włożyć! Wyszedł wtedy z pokoju. A ona oświadczyła, że nie opuści pomieszczenia, dopóki wywiad nie zostanie dokończony. Nikt nie chciał wyprowadzić jej siłą, więc przesiedziała tam kilka godzin sama. Wyszła dopiero, gdy syn Chomeiniego przysiągł na Koran, że jego ojciec spotka się z nią nazajutrz i dokończą rozmowę. Podobno ich drugie spotkanie zaczęło się od tego, że Chomeini roześmiał się na jej widok. Nigdy wcześniej nie spotkał tak stanowczej kobiety. Gdy cesarz Etiopii Hajle Sellasje zażądał, by na spotkanie z nim przyszła w sukni, kazała mu przekazać, że przyjdzie "albo w spodniach, albo naga", bo w pracy zawsze nosiła spodnie. I przyszła w spodniach.

Wobec wszystkich rozmówców była tak bezceremonialna?

- Miała słabość do kobiet polityków. Jej wywiady z Indirą Gandhi czy Goldą Meir są bardziej stonowane niż te z politykami mężczyznami. Wielu nie wspominało jej najlepiej. Spotkanie Fallaci z Lechem Wałęsą było pełne napięć, ale i tak przebiegło w lepszej atmosferze niż jej wywiad z Williamem Colbym, szefem CIA, z którym po prostu zaczęła się kłócić już na wstępie. Była tak świetnie przygotowana, że w pewnej chwili aroganckiemu Colby’emu zabrakło argumentów i rozwścieczony zamilkł. Mogła sobie na wiele pozwolić, bo była dziennikarką totalną. Całą prywatność podporządkowała pracy.

Jednak nie od razu miała pomysł, żeby zostać dziennikarką. Najpierw studiowała medycynę. Dlaczego zmieniła zdanie?

- Fallaci była pierwszą kobietą w rodzinie, która w ogóle poszła na studia. Medycyna wydawała się jej prestiżowa. Lecz studia były drogie i od początku wiedziała, że będzie musiała zarabiać na nie sama. A że najlepiej prosperującą osobą w jej dalszej rodzinie był wuj Bruno Fallaci, znany wówczas we Florencji dziennikarz, uznała, że też dorobi pisaniem.

Wuj pomógł jej zaistnieć?

- Nie poprosiła go o protekcję, tylko jako zupełna amatorka poszła do redakcji florenckiego dziennika "Il Mattino" i po prostu poprosiła, by dano jej szansę. Gdy redaktor, z którym rozmawiała, dowiedział się, że jest bratanicą "tego" Fallaciego, przyjął ją na staż. I od razu przydzielił temat. Nie miała pojęcia o dziennikarstwie. Ale poszła tam, gdzie ją wysłał.

Uwodziła i porzucała kochanków bez problemu. To zaprowadziło ją do psychiatryka. Czytaj na następnej stronie!

Dowiedz się więcej na temat: Oriana Fallaci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje