Przejdź na stronę główną Interia.pl

Niepokonana

Od 33 lat na szczycie polskiego popu. Cztery miliony sprzedanych płyt. I to wszystko bez skandalu i plotkarskich czasopism. Bez jurorowania w popularnych programach i bez... przyjaciół w show-biznesie. Podobno bajecznie bogata. Podobno ma samolot i osobistego kucharza. Na pewno ciągle występuje w małych miasteczkach, choć z łatwością zapełnia Sale Kongresowa. Kim jest Beata Kozidrak?

Robi, co chce, i nie boi się krytyki. Dla jednych jest królową kiczu stawianą na równi z Ich Troje. Dla innych gwiazdą na miarę Céline Dion. Ma najwyższą stawkę za koncerty w Polsce. Trudno podważyć jej sukces. 33 lata na scenie bez kryzysów i okresów zapomnienia. Niemal od początku jest jak w bajce.

Reklama

Na festiwalu w Opolu śpiewa z BAJM-em, zespołem założonym razem z bratem Jarkiem. Jest 1978 rok, Beata ma 18 lat i zajmuje drugie miejsce w Koncercie Debiutów. Gigantyczny sukces jak na dziewczynę, która dotąd występowała w lokalnych przeglądach. Od tego czasu sprzedała prawie cztery miliony płyt, choć nie poddaje się modom ani trendom. Dobrze brzmi w ostrzejszych piosenkach jak "Józek, nie daruję ci tej nocy" czy "Co mi, Panie, dasz?" Ale jej znak firmowy to ballady „płynące z serca” – jak mówi. "Szklanka wody" czy "Dwa serca, dwa smutki" irytują banalnym tekstem. Ale są też tacy, dla których jej utwory są po prostu ważne.

Beatę rozśmieszają komentarze, że gra dla mało wybrednej publiczności. To znaczy dla kogo? Przecież wszyscy na wypełnionej widowni mają serca. Dostaje owacje na stojąco w Piszu, Żywcu, Warszawie, Londynie i Nowym Jorku. Zawsze daje z siebie wszystko – nieważne, czy występuje w miasteczku, czy wielkiej sali koncertowej.

W sieci wygrywa rankingi na najlepszą wokalistkę, ale i najgorzej ubraną artystkę. Znany stylista podsumowuje wizerunek gwiazdy: „Każdy kraj ma swoją Dolly Parton”.

Chwila rozmowy z Beatą i wiem, że nikogo nie udaje. Zaprasza mnie do domu córki Kasi pod Warszawą. „Kawy? Ale tu umiem robić tylko plujkę”, wspina się na krzesło, żeby wyjąć filiżanki. W szortach odkrywających zgrabne nogi i japonkach wygląda młodziej niż na scenie. Uśmiechem maskuje ziewanie.

Dziś Beata z mężem wstali o czwartej rano. Na dywanie zabawiali wnuka. Córka wyjechała na koncert Ozzy’ego Osbourne’a, więc zostali z „jej cudem” – mówi o półtorarocznym Sebastianie. Rockandrollowa na scenie, w domu zwyczajna. Wyciszona. Skąd ten spokój? Bo w skali od jednego do dziesięciu jest spełniona na sto. „Porozmawiajmy też o smutkach. Problemach. Kryzysach. Mam tu listę trudnych pytań”. Włączam dyktafon.

Możemy się umówić, że będziesz nieskromna? I szczera?

Beata Kozidrak: Obiecuję, że będę sobą (śmiech).

Jedna miłość od 30 lat, udana rodzina, kariera – z poprzednich wywiadów wynika, że w twoim życiu nie było wpadek. Nie wierzę.

- Jestem szczęśliwa i nic na to nie poradzę. Mam się skarżyć? Chce mi się śpiewać. Chce mi się kochać. I – nieskromnie – wiem, ile znaczę. Dla siebie. I dla innych ludzi.

Widziałam w telewizji kobietę. Opowiadała, że chciała popełnić samobójstwo, ale pomyślała: „Jeśli teraz w radiu puszczą Plamę na ścianie, to będzie znak: nie mogę połknąć tabletek”. Jak w telenoweli…

- Pamiętam. Tak jakby mnie zawołała.

Albo to o Szklance wody: „Mam problem z alkoholem, ale dzięki temu kawałkowi z nim zerwę”. Nie męczy cię tak wielka odpowiedzialność?

- Fajnie, że to więcej niż piosenka – że porusza, że ludziom chce się krzyczeć albo płakać. Występy to też terapia dla mnie. Pamiętam, jak na koncercie po śmierci taty spanikowałam, że nie dam rady zaśpiewać jego ulubionej piosenki Dwa serca, dwa smutki. „Wybaczcie, jeśli nie skończę i się rozpłaczę”, powiedziałam, a na widowni zapaliło się tysiąc płomyków i zapadła cisza. Nie czułam się sama.

„Ona jedna nie potrzebuje skandalu w tym kraju. I tak na koncerty sprzedają się bilety. Beata może stać na scenie, a publiczność śpiewa za nią”, napisano o tobie w serwisie internetowym. Jak to się robi? Zdobyć widownię to sztuka. Ale jak ją utrzymać 33 lata?

- „Nic nie rób, tylko wyjdź i śpiewaj – powiedział mi kiedyś Andrzej. – Ja się zajmę resztą”. Praca jest moją pasją i to się nie zmieniło od lat. Publiczność pewnie to czuje.

Dlaczego odmawiasz duetów?

- Gdy schrzanię piosenkę, chcę mieć pretensje tylko do siebie. Nie umiałabym poprawiać innego artysty, dyskutować, jak powinien śpiewać.

Kto jest konkurencją?

- Szanuję Kayah.

Zaryzykuję, że macie nieco inną publiczność.

- Nie wiem, myślę, że na koncerty i BAJM-u, i Kayah przychodzą ludzie w poszukiwaniu emocji.

Granice obciachu w zawodzie?

- Playback. Uznaję tylko żywą muzykę. Choćby w remizie strażackiej. Zaczarować kilka tysięcy ludzi to wyzwanie. Podejrzewam, że śpiewając z playbacku, przeraźliwie bym się nudziła.

Czytaj dalej.

Dowiedz się więcej na temat: Beata Kozidrak | Bajm

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje