Nie karmić cukierkami
Jedna - od zawsze gwiazda. Nawet gdy jeszcze nie była sławną pisarką. Druga - indywidualistka, zły policjant. Obie piękne, twarde, pewne siebie. Jak się dogadać? Czy w świętym związku matka-córka można grzeszyć ostrym słowem, niepokorą, chłodem? Można. Ale już po wojnie. To ich najlepszy okres we wspólnym życiu. Jeszcze się tak nie kochały. Jeszcze nigdy nie udzieliły tak szczerego wywiadu. Katarzyna Grochola i Dorota Szelągowska.
Matka i córka. Dotąd osobne, teraz wspólniczki - autorki książki "Makatka". Dorota Szelągowska, dziennikarka, scenarzystka, projektuje wnętrza, dla telewizji DOMO robi program o współczesnym designie. Od dziewięciu lat w związku z Adamem Sztabą, ma dziesięcioletniego syna Antka. "Makatka" to jej książkowy debiut.
Katarzyna Grochola: najmodniejsza polska pisarka. Wcześniej - salowa, konsultantka w biurze matrymonialnym, pomocnik cukiernika, dziennikarka. Budowniczy swojego domu w Milanówku. Przygotowując książkę w duecie, miesiąc po miesiącu pisały felietony na ten sam temat. Zaczynają i kończą we wrześniu - to miesiąc urodzin Doroty. Wspomnienia i fakty ze wspólnego życia, które każda zapamiętała inaczej.
Gdy spotykam się z Katarzyną, od razu zwracam uwagę na intrygujący żakiet-pelerynę. Katarzyna informuje, że kosztował dużo, ale Dorocie się nie podoba, a jej owszem i będzie go nosić, choćby nie wiem co. Z córką rozmawiamy w małej knajpce na Saskiej Kępie. Jest po wizycie u fryzjera, radykalnie zmieniła kolor na blond. Tłumaczy, że chce się odróżnić od dziewczyny z plakatów promujących książkę. Nie potrzebuje popularności.
Ale "Makatka" powstać musiała. Dlaczego? Co komu dała? Jaka matka i córka ją napisały? To będzie oddzielna wspólna rozmowa o najtrudniejszym związku, jaki stworzyła natura.
Ja i ona
Katarzyna Grochola: - Zawsze chciałam mieć córkę. Nie miałam planu, żeby być samotną bezdzietną kobietą. Albo najpierw robić karierę, a potem urodzić dziecko. Fantastycznie wspominam poród w Libii - ojciec Doroty był tam dyplomatą. Wcale nieprzykre uczucie, kiedy pierwszy raz pomyślałam: teraz już nigdy nie będzie tak samo.
- Moje życie właściwie straciło ciągłość. Przestałam chodzić po górach, zaczęłam się bać wychodzenia na balkon na 10 piętrze - bo teraz nic nie powinno mi się stać. Macierzyństwo zmienia rzeczywistość, wszystko staje się "bardziej". To nie znaczy łatwiej. Nam łatwo nie było przez lata. Dziś jesteśmy tak blisko, jak chyba jeszcze nigdy.
Dorota Szelągowska: - Mama potrafi tak pięknie mówić na każdy temat - również naszej relacji, ale to wcale nie są łatwe stosunki. Kilka lat temu przeczytałam kolejną rozmowę z nią i powiedziałam: "Ja bym bardzo chciała mieć taką mamę, jaką jesteś w wywiadach i felietonach". Choć muszę przyznać, że ostatnio osiągnęłyśmy względną równowagę - jest dobrze, blisko, ale nie za blisko. Nauka obsługi mojej matki to ciężka praca. Bo Grocholi jest kilka.
KG: - Dorota mówi, że mam wiele osobowości. Rzeczywiście, w różnych momentach jestem różna - umiem kląć, złoszczę się, gniewam albo jestem ciepła, miła i serdeczna. Mogę się czasem zachowywać jak siedemnastolatka, ale to nie znaczy, że jestem zdziecinniałą staruszką. Zapewniam: moja osobowość jest spójna, tylko może ja po prostu jestem jak komplet uzupełniających się puzzli?
DS: - Gdy udzielam wywiadu razem z nią, mimowolnie wchodzę w jej rzeczywistość. Czasem się wkurzam, bo dla mnie ważne są fakty, nie lubię "odpływać", a ona wiele rzeczy opowiada tak, jak jej akurat wygodnie. Dałabym się za nią pokroić, nie jestem koszmarną córeczką, która chce kontrolować i cenzurować matkę, ale czuję sprzeciw, jeśli z wywiadu wychodzi nam cukierek. Mam nadzieję, że teraz...
Nie zasłodzimy prawdy
KG: - Byłam niełatwą matką. Tym bardziej, że chciałam być inna niż moja mama. Ona stanowczo pilnowała zasad. Brat i ja punktualnie o 20 leżeliśmy w łóżkach - nawet jeśli to był środek lata i nasi koledzy szaleli na podwórku. W związku z tym moja córka nie podlegała takiemu rygorowi. Ale byłam konsekwentnie niekonsekwentna. Raz Dorotka mogła być w domu o 10, kiedy indziej kazałam jej wracać o 7. Raz mogła oglądać ze mną telewizję do nocy, innym razem wrzeszczałam: proszę natychmiast do łóżka! Dziś myślę, że dziecko, które nie rozumie zasad, może się czuć niekochane.
DS: - Być może momentami czułam się mało kochana, ale z drugiej strony naprawdę miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Dziś uważam, że to nawet nielogiczne, biorąc pod uwagę, jak wiele złych rzeczy działo się w naszym życiu w tamtym okresie. Ale miałam też zwariowaną mamę, z którą można się było powygłupiać, tarzać z psami, łowić raki. Choć nie wymyślała zabaw codziennie.
- Miała na głowie dom, zarabianie pieniędzy. Dużo zajmowali się mną dziadkowie, szczególnie babcia. Prowadzała mnie do kościoła, śpiewałam w chórku, byłam w bielankach, w harcerstwie. Działy się fenomenalne rzeczy, ale nie o wszystkie dbała mama. Ona była gwiazdą, jeszcze zanim zaczęła pisać książki. Chciała mieć czas dla znajomych, błyszczeć. Teraz to rozumiem, ale wtedy musiałam czuć się jak dodatek do niej.
- Bycie córką pięknej, młodej, inteligentnej kobiety nie jest proste dla dziewczynki. Podświadomie musiałam walczyć o swoją pozycję. Przygotowywałam dla niej i jej znajomych przedstawienia, siedziałam nad wymyślnymi deserami. Bardzo chciałam zaistnieć w "jej świecie", skupić uwagę na sobie. Myślę, że stąd moja ciągła potrzeba rywalizacji.
- Szybko stałam się samodzielna - w wieku siedmiu lat umiałam upiec kurczaka, jako ośmiolatka sama podróżowałam autobusem. Nie czułam się jednak odstawiona na bok, bo mama dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Ale wkurzałam się, kiedy przyjaciółki mi jej zazdrościły. Rosłam w poczuciu, że ona potrafi dla obcych być dużo fajniejsza niż dla mnie. To było najtrudniejsze.
KG: - Odeszłam od ojca Dorotki, kiedy ona była malutka. To nie jest rzecz, która wzmacnia więź między matką a córką. Coś bardzo ważnego jej zabrałam, pozbawiłam obecności taty, która jej się należała. Potrzeba rekompensaty? Nie, raczej stały ciężar, że tego nie da się naprawić. Dlatego dzisiaj największą radość sprawia mi to, że moja córka mówi: "Miałam szczęśliwe dzieciństwo".
DS: - Wiele rzeczy rozumiem dopiero teraz. Mój 10-letni syn nie ma kontaktu z biologicznym ojcem i też czuję się za to winna. Od dziewięciu lat jestem w związku z Adamem. On dla Antka jest tatą, który wychowuje i bardzo kocha. Psycholog stwierdził, że syn nie czuje braku ojca, bo... go ma. Ale i tak mam wyrzut sumienia i wiem, jakie to cholernie trudne. Dzięki temu umiem spojrzeć na decyzje matki z innej perspektywy.
- Kiedy odeszła od mojego taty, miała niewiele ponad 20 lat, zakochała się, odkochała, chciała jeszcze "pożyć". Dopiero jako dorosła osoba zrozumiałam, że moja matka wtedy dorosła nie była.
KG: - Pępowinę, która nas łączyła, odcinałyśmy obydwie. I nie bez bólu. Dorota wyprowadziła się z domu, gdy miała 18 lat. Płaciłam za jej szkoły, ale ona chciała być samodzielna. Buntowała się. Ja wrzeszczałam: Nie wolno ci!, a ona: A właśnie że będę! Płakałam nocami i gryzłam palce do krwi, ale znosiłam jej bunt. Musiała to przejść, żeby dorosnąć.
- Wynajęła mieszkanie w Warszawie, po czym wróciła w ciąży i znowu przez chwilę była córeczką mamusi. A ja? Kiedy po czterdziestce inne mamy kończą zawodową karierę, ja ją zaczynałam. Nie zajmowałam się wnuczkiem, jak to robią polskie babcie. Byłam pochłonięta swoim życiem, a Dorota niewiele mówiła mi o swoim. Bywałam u niej raz w miesiącu, ona u mnie jeszcze rzadziej. Miałyśmy okresy, kiedy żyłyśmy...
Bardzo razem i bardzo osobno
KG: - Myślę, że najbardziej razem byłyśmy w najtrudniejszym okresie naszego życia, czyli w trakcie mojego drugiego małżeństwa. Dorota była w podstawówce. Mogła czuć, że jestem nie z nią, ale obok. Naprawdę to wtedy najbardziej odczuwałam naszą więź. Chciałam chronić córkę i mam wrażenie, że ją ochroniłam. Nie miałam szansy posadzić jej z boku w bezpiecznym ciepłym kącie. Przeszła ostrą szkołę, bo w tym związku działo się źle i to dotykało nas obie.
Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu Twój STYL!
Agnieszka Litorowicz-Siegert
Twój STYL 08/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (6)
-
27.07.2011 (02:06)I matka i corka - piekne sa obie i z taka szczeroscia opowiadaja o sobie, ze az zazdroszcze. Moje stosunki z corka sa zerowe dlatego chciwie czytam wszystko zeby moc poprawic swoje relacje z moim dzieckiem.
-
23.07.2011 (15:41)~wwwmamJestem niezmiernie poruszona tym ze zycie prywatne Pani Grocholi eksponuje sie w tak poczytnym przez kobiety czasopismnie. Jej zycie jest bardzo pokrecone i nie zasluguje na wielka uwage. Z jej opowiadan wynika ze jest nie zrownowazona emocjonalnie, popelnila w zyciu wiele bledow i nie udalo jej sie stwozyc prawdziwego domu czyli bezpiecznej i milej rodziny z ktorej wychodza dzieci pelne ciepla i energi do zycia w rodzinie.Jej dorobek nie jest wspolmierny do jej wlasnego zyciorysu i uwazam ze jest to nie godne uwagi.
A ty o święta z najświętszych,nigdy,przenigdy nie popełniłaś żadnego błędu!? nawet najmniejszego?
"Życie spedzone na popełnianiu błędów jest nie tylko bardziej godne czci,ale i pożyteczniejsze od życia spędzonego na nieróbstwie." G.B.SHAW. -
-
16.07.2011 (12:58)Twós Styl spóźnia się z tymi wywiadami. W każdej gazecie był z tymi paniami wywiad, przeczytałam wszystkie. Bez sensu pisac o czymś co juz gdzieś było. Jeszcze za takie pieniadze
-
14.07.2011 (01:15)Jestem niezmiernie poruszona tym ze zycie prywatne Pani Grocholi eksponuje sie w tak poczytnym przez kobiety czasopismnie. Jej zycie jest bardzo pokrecone i nie zasluguje na wielka uwage. Z jej opowiadan wynika ze jest nie zrownowazona emocjonalnie, popelnila w zyciu wiele bledow i nie udalo jej sie stwozyc prawdziwego domu czyli bezpiecznej i milej rodziny z ktorej wychodza dzieci pelne ciepla i energi do zycia w rodzinie.Jej dorobek nie jest wspolmierny do jej wlasnego zyciorysu i uwazam ze jest to nie godne uwagi.
-
13.07.2011 (10:34)














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia