Nie daliby mi spokoju
W sporcie osiągnęła już wszystko. Ale Justyna Kowalczyk prosi, żeby nie zapominać o tym, że nie jest maszyną do wygrywania, tylko zwyczajną dziewczyną, która też ma gorsze dni, lubi ładne ubrania i marzy o miłości.
Najtrudniejsze było ustalenie terminu tej rozmowy i sesji z Justyną Kowalczyk, która 320 dni w roku spędza poza granicami kraju. Kiedy dowiedziałam się, że właśnie jest w swoim rodzinnym domu w Kasinie Wielkiej, próbowałam się do niej dodzwonić. Bez powodzenia. Czasami jej telefon włączał się i przez chwilę słyszałam przyśpieszony oddech mistrzyni.
Gdy w końcu udało mi się z nią połączyć, tłumaczyła: „Trenowałam. Przepraszam, tutaj często nie ma zasięgu, ale będę w Warszawie, tak jak obiecałam”. W umówiony dzień przyleciała z Krakowa pierwszym samolotem. Kilkanaście minut po siódmej rano spotkałyśmy się przed studiem fotograficznym. Justyna w dżinsach, bluzie i włosach związanych w koński ogon wyglądała jak nastolatka.
PANI: Ależ ty jesteś drobna!
Justyna Kowalczyk: Często to słyszę. Czasem ktoś na ulicy głośno się zastanawia: „Nie, to chyba nie jest ta Kowalczyk, ona jest za chuda”. Zdarzyło się już, że miałam sesję dla jakiegoś pisma, wcześniej rozmawiałam ze stylistami i tłumaczyłam im, że jestem szczupła, ale kiedy przyszłam na zdjęcia, to wszystkie przygotowane ubrania były w rozmiarze 40 albo 42. A ja jak każdy sportowiec jestem umięśniona, ale nie mam wielkich ramion czy ud.
I na dodatek możesz bezkarnie jeść wszystko, co chcesz, bo i tak to spalisz.
- Kiedy mam trzy treningi dziennie, to potrzebuję około sześciu tysięcy kalorii.
Nie to co Adam Małysz, który musiał uważać na każdy kęs.
- Skoki i biegi to zupełnie inne dyscypliny. Mają ze sobą tyle wspólnego, że startuje się na śniegu. W zasadzie mogę jeść wszystko, na co mam ochotę, chociaż w czasie startów muszę się wystrzegać niektórych niezdrowych rzeczy, np. frytek czy schabowego, bo one źle się trawią. Sama potrafię zadbać o swoją dietę, w końcu jestem absolwentką akademii wychowania fizycznego.
Małysz w marcu tego roku zakończył karierę sportową i od tej pory wszystkie nasze nadzieje na zwycięstwo będą pokładane w tobie.
- Mam tego świadomość, ale na szczęście są też inni zdolni młodzi sportowcy, więc liczę, że któryś z nich zdejmie ze mnie choć trochę tego ciężaru.
Czujesz presję, że musisz wygrywać?
- Tak, przypomina mi o tym dwudziestu dziennikarzy, którzy stale jeżdżą za mną na zawody.
Jak sobie z tym radzisz?
- Nie wiem, czy sobie z tym radzę. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafię, i nie robię sobie wyrzutów, jeśli coś się nie uda. Każdy ma prawo do słabości. Nie możemy być zawsze najlepsi.
Masz takie momenty, kiedy myślisz: „Rzucam sport”?
- Bez przesady. Jeśli trzy razy z rzędu wygrałam Puchar Świata, to przecież nie mogę myśleć, że się nie nadaję. Co w takim razie robi tam pozostałe 70 zawodniczek? Wszystkie dziewczyny z czołówki są bardzo mocne.
Co więc decyduje, że tylko jedna z was wygrywa?
- To, że któregoś pięknego sierpniowego poranka jedni śpią lub idą się opalać, a inni biegają, mimo że ich wszystko boli. Czyli wytrwałość. Cecha charakteru, która nie pozwala spocząć na laurach. Ludzie próbują dopisywać do tego różne filozofie, a to nic z tych rzeczy. Wstajesz rano i robisz, co do ciebie należy. I tak dzień po dniu. W domu nauczyłam się, że tylko ciężka praca daje efekty.
- Pochodzę ze wsi, rodzice – tak jak wszyscy w okolicy – mieli kawałek ziemi. Mama była nauczycielką polskiego w mojej podstawówce, a tata przez lata kierował schroniskiem górskim na Śnieżnicy, ale po „normalnej” pracy zajmowali się uprawą, a ja i moje starsze rodzeństwo już od małego im pomagaliśmy. Każda para rąk była potrzebna. U nas w górach nie wszędzie można dojechać maszynami, dlatego w polu wiele rzeczy robi się ręcznie. Żniwa, wykopki… Był jeszcze ogródek z warzywami mamy, w nim zawsze było coś do roboty. Wiosną to, latem tamto…
Wyjeżdżałaś na wakacje?
- Nie, lato to przecież najgorętszy okres dla rolników. Może więc pomysł ze sportem wziął się też stąd, że jako nastolatka bardzo chciałam gdzieś pojechać? Ale teraz najbardziej lubię wracać.
Ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś biegać na nartach?
- Piętnaście. Byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej.
Podobno na początku bieganie niespecjalnie cię interesowało?
- To prawda, zaczęłam przez przypadek. Ale zawsze lubiłam się ruszać. Biegi płaskie, przełajowe, koszykówka, piłka ręczna. W podstawówce często jeździłam na różne zawody sportowe. Właściwie wszystkie wygrywałam. To oczywiście mnie cieszyło, ale jakoś nie było pomysłu, co z tym dalej zrobić. Potem trafiłam do Stanisława Mrowcy, trenera w klubie Maraton w Mszanie Dolnej, który prowadził grupę biegających dziewczynek. Długo przekonywał moją mamę, żeby mnie zapisała na narty. Bo ona nie bardzo chciała się zgodzić.
Dlaczego?
- Wiedziała, że uprawianie sportów zimowych wiąże się z odmrożeniami, a to nie jest nic miłego. Ale przede wszystkim chciała, żebym poszła na studia prawnicze, to było jej marzenie, którego sama z powodów rodzinno-finansowych nie mogła zrealizować. Wiele wskazywało, że prawo będzie moją przyszłością - lubiłam historię, no i języka w buzi nigdy mi nie brakowało.
Dobrze się uczyłaś?
- Nie pamiętam, żebym na półrocze czy koniec roku miała ocenę dobrą. Dostawałam tylko bardzo dobre. Zanim zaczęłam brać udział w olimpiadach sportowych, startowałam w tych z języka polskiego i też je wygrywałam. Rodzice pilnowali, żebym dużo czasu poświęcała na naukę. Miałam wysoko zawieszoną poprzeczkę, bo moje starsze rodzeństwo to bardzo zdolni ludzie, wygrywali różne konkursy.
Jesteś najmłodsza?
- Tak, mam dwie starsze siostry, jedną o dziewięć lat, drugą o cztery, i brata, który jest starszy jedenaście lat. Najstarsza siostra jest nauczycielką, a druga i brat zostali lekarzami. Tomek ma już trójkę dzieci, Ilona (średnia siostra) jest mamą dwójki. Zarówno moje siostry, jak i brat byli utalentowani sportowo, ale nikt tego nie wykorzystał. Chociaż Ilona w pewnym momencie była nawet wicemistrzynią Polski młodziczek w biegach narciarskich, jednak zdecydowała, że ważniejsza jest nauka. I to był mądry wybór.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej
Reklama
Wasze komentarze (159)
-
12.01 (23:55)
-
12.01 (23:38)~IRZIKZarabiasz miliony więc pracuj odpowiednio na nie.Każdy ma pracę i za jej wykonanie dostaje pieniądze, nie rozumiem tego komentarza?! Przecież J.Kowalczyk odwala kawał ciężkiej pracy. Na siłowni dźwiga nawet do 3 razy więcej od mężczyzn! Zamiast się czepiać, lepiej jest Jej kibicować! Co nas obchodzi forsa, która nie należy do nas a na którą ciężko sobie zapracowała?! Szok, co ludzi potrafi irytować... Czyżby zazdrość, zawiść???
-
-
12.01 (23:13)Jest niesamowita, jeden z niewielu powodów by chwalić się, że Polska to nasz naród, bo Ona go reprezentuje. Życzę zdrowia i szczęścia w każdej dziedzinie życia!
-
12.01 (20:40)
-
12.01 (17:58)W ostatnia sobote i niedziele nie mialem dostepu do zadnych informacji. W poniedzialek dopadlem do komputera i szukalem informacji o wynikach w TdS. Poplakalem sie z radosci. Dziekuje !!!












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia