Nie chcę grać pustych dziewczynek
Seksowna chrypka, duże usta i ponętna figura sprawiają, że Hollywood widziałoby ją w rolach kobiet pięknych, ale raczej próżnych.
Scarlett Johansson buntuje się przeciwko takiemu wizerunkowi. Chętniej bierze role w filmach akcji albo w melodramatach, tak jak najnowszy "Kupiliśmy zoo". I bez kompleksów zabiera się do reżyserii. Żegnaj, laleczko, witaj, Mrs. Johansson!
Zaledwie 27 lat i długa lista aktorskich sukcesów. Jako nastolatka pojawiła się w "Zaklinaczu koni". Na szczyty wspięła się w "Między słowami" i jako "Dziewczyna z perłą". Potem była muzą Allena, który obsadził ją aż w trzech filmach. Teraz Scarlett zaskakuje wizerunkiem dziewczyny... sprzątającej w zoo. Nowy film Camerona Crowe’a (autora m.in. "Jerry Maguire", "Vanilla Sky" i "U progu sławy") jest nieprawdopodobną, chociaż opartą na faktach historią dziennikarza Benjamina Meego, który kupił zoo w angielskim Dartmoor. Dziś mieszka tam ze swoją rodziną i dwiema setkami zwierząt. Przeżycia opisał w książce, która ukazała się w 20 krajach i stała się podstawą scenariusza. Scarlett Johansson gra pracownicę zoo, Kelly Foster, w której zakochuje się główny bohater - w tej roli Matt Damon.
Terminowałaś w zoo?Scarlett Johansson: Dostaliśmy ogólne wskazówki: nie zbliżać się do tygrysów z dużą kanapką z salami, nie podchodzić do lwa w bluzce w biało-czarne paski (śmiech). A na poważnie: przed rozpoczęciem zdjęć miałam okazję obserwować szkolenia trenerów i opiekunów dzikich zwierząt. Podglądałam, jak zachowują się w zoo podczas karmienia czy sprzątania. Ciężka praca, wymaga siły i wytrzymałości psychicznej. Zauważyłam też, że wielu opiekunów i trenerów nie ma partnerów, dzieci. Całkowicie oddani zwierzętom. Tak jak Kelly Foster...
Lubisz zwierzęta?
- Tak. Odkąd pamiętam, zawsze jakieś miałam. Gady, koty, psy, nawet konie. To brzmi dość surrealistycznie, ale na planie czułam się naprawdę dobrze w otoczeniu zebr, lwów i tygrysów. Oczywiście podchodziłam do nich z ostrożnością, z szacunkiem. Z tego, co widziałam, większość ludzi z ekipy była tak samo jak ja oszołomiona dostojnością tych zwierząt.
Jesteś na takim etapie, że możesz przebierać w propozycjach. Co - prócz obcowania z tygrysami - zaciekawiło cię w "Kupiliśmy zoo?"
- Przede wszystkim bardzo chciałam zagrać u Camerona Crowe’a. Już jako 15-latka starałam się o rolę Penny Lane w filmie "U progu sławy", która w końcu przypadła Kate Hudson. A gdy teraz wreszcie się udało i rzuciłam się na scenariusz, wydało mi się, że postać Kelly została ledwie zarysowana, a cała historia mało wiarygodna. Uwierzyłam w to przedsięwzięcie dopiero wtedy, kiedy z Cameronem znaleźliśmy klucz do postaci: dla Kelly praca ze zwierzętami jest ucieczką od życia.
Zagrałaś postać mniej "glamour" niż zazwyczaj. Jak się z tym czułaś?- Ludzie widują mnie w seksownych stylizacjach na okładkach pism albo na plakatach reklamujących perfumy Dolce & Gabbana. I automatycznie odnoszą to do mojej pracy. Przy "... zoo" wszyscy powtarzają, że nigdy wcześniej nie zagrałam takiej roli. Mówią to w sposób delikatny, ale może chcą mi po prostu zasugerować, że brzydko wyglądam? (śmiech). Na planie spędzałam mniej czasu w przyczepie na makijażu niż Matt Damon. I byłam z tego dumna! A w ogóle jeśliby się dokładniej przyjrzeć moim rolom, tych eleganckich i zmysłowych kobiet wcale nie jest aż tak wiele. Może w "Czarnej Dalii" miałam wizerunek bardziej femme fatale niż zazwyczaj. A we "Wszystko gra" i w "Vicky Christina Barcelona" nie byłam nawet seksowna. Grałam kobiety bardzo pewne siebie i dlatego wydawały się atrakcyjne. Kelly z "... zoo" wcale nie jest typem chłopczycy. Jest praktyczna. Codziennie czyści wybiegi dla zwierząt, uprząta odchody, a trudno robić coś takiego w makijażu, mini i na szpilkach.
- Kto by nie lubił ubrać się w ładną, wybraną przez stylistę sukienkę? I jeszcze dać się umalować i uczesać. Potem jednak idę do domu, zmywam makijaż, zdejmuję sukienkę i znowu jestem sobą. Mieszkam w Nowym Jorku i wydaje mi się, że mam nowojorski styl. Uwielbiam dobrze skrojone i uszyte ubrania, ale niekoniecznie takie, które akurat są modne. A podczas premier filmowych, kiedy muszę pojawić się na czerwonym dywanie, wybieram styl starego Hollywood. Efektowny, ale nieprzesadzony.
Jaki jest twój partner z "... zoo", Matt Damon?
- Pomocny, szlachetny, dobrze wychowany! Mamy podobny staż aktorski, więc nasze obserwacje na temat branży są zaskakująco zbieżne. Doskonale się dogadywaliśmy, często bez słów. Pamiętam też trudniejsze chwile. Na planie okazało się, że on się boi węży. Kątem oka widziałam strużkę potu ściekającą mu po policzku, gdy mieliśmy za zadanie opanować kilkanaście gadów, które uciekły z niedomkniętego kosza.
Podobno na planie relaksowała was muzyka?
- Z Cameronem Crowe’em tworzyliśmy dla siebie składanki płytowe, a on potem puszczał jedną z nich. Nie tylko podczas zdjęć, ale przed nimi i po nich. Przynosił też płyty Neila Younga, Pearl Jam i Boba Dylana, Iron & Wine, Bon Iver, islandzkiego zespołu Sigur Rós. Zresztą Jonsi, lider grupy, skomponował muzykę do filmu na prośbę Camerona. Słuchałam też dużo Nicka Cave’a. Wcześniej nie pracowałam w ten sposób, ale podobało mi się!
Gdybyś nie grała w filmach, to....
- Nie wyobrażam sobie, żeby uczestniczyć w aktorskim wyścigu szczurów aż do śmierci. Chcę reżyserować. Marzę o tym, odkąd skończyłam 12 lat. Mam już doświadczenie: zrobiłam krótki metraż "These Vagabond Shoes". Pracuję teraz nad adaptacją pierwszej powieści Trumana Capote’a "Letnia przeprawa". Jestem właśnie w trakcie pisania scenariusza. Jeśli wszystko się uda, czyli zdobędziemy pieniądze, zacznę zdjęcia jeszcze w tym roku.
Nie czujesz się doceniana jako aktorka?
- Odkąd dwa lata temu zagrałam w sztuce teatralnej Arthura Millera "Widok z mostu", każda z proponowanych ról wydaje mi się mniej ciekawa. Z wiekiem szukam postaci, które są bardziej dojrzałe, doświadczyły już pewnych rzeczy. Nie chcę grać ról pustych ślicznych dziewczynek, choć wiele osób by mnie chętnie w tym widziało. Wolę brać udział w przedsięwzięciach, które podnoszą mi adrenalinę, wymagają wysiłku i fizycznego, i psychicznego.
W "Kupiliśmy zoo" pada takie zdanie: "Czasem, żeby zdarzyło się coś wspaniałego, potrzebujemy jedynie 20 sekund szalonej odwagi". Czy to można odnieść do twojego życia?
- Wydaje mi się, że jestem w stanie ryzykować bez względu na konsekwencje. Jako dziecko chodziłam na przesłuchania i castingi bez strachu. To, że jestem w tym miejscu mojej kariery, postrzegam jako efekt moich 20 sekund odwagi, które trwają już 20 lat (śmiech). Co chwila ląduję w abstrakcyjnych sytuacjach. Na planie filmowym robię rzeczy, o jakich zwykle nie mam pojęcia. Szybki bieg do palącej się wioski czy wysadzenie budynku, a nawet płacz na zawołanie. Powtarzam sobie, że gdy kamery są włączone, potrafię zrobić wszystko. Wmawiam, że jestem odważna. Czasami to działa. Jeśli nie, bywam sobą rozczarowana.
Jak zmieniłaś się przez ostatnie dziesięć lat?- Na pewno stałam się bardziej świadoma. Zamiast wypierać fakt, że bywam niecierpliwa, akceptuję tę cechę i staram się nad nią panować. Nauczyłam się też, że mogę się zanurzyć całkowicie w swoich rolach, ale potem pójść do domu jako Scarlett Johansson. Wypracowanie takiego mechanizmu trwało bardzo długo.
Jesteś szczęśliwa?
- Nie potrafię opowiadać takich rzeczy osobom, których nie znam. Wydaje mi się jednak, że względnie tak. Moje życie nie składa się tylko z wywiadów i sesji. Gdy nie pracuję, spotykam się z przyjaciółmi, wyprowadzam psa na spacer, chodzę do kina i na koncerty. I w tych momentach jestem szczęśliwa.
Za kilka miesięcy w USA wybory prezydenckie. Będziesz znowu wspierała Baracka Obamę?
- Zamierzam zachęcić jak najwięcej osób do wzięcia udziału w wyborach. Oczywiście nie będę mówić, na kogo mają głosować. Ale nawet jeśli tylko nakłonię kogoś do zarejestrowania się, to już będzie sukces. Właśnie w takich chwilach warto wykorzystywać status osoby publicznej. Bo tak na co dzień bycie osobą znaną to najdziwniejsza rzecz w pracy aktora. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek była w stanie się do tego przyzwyczaić.
Czy zatem kariera w Hollywood jest warta utraty anonimowości?
- Znam wielu utalentowanych aktorów, którzy są bez pracy, więc byłabym głupia, narzekając na to, co mam.
Rozmawiała Joanna Ozdobińska
Twój STYL 3/2012
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
Reklama
Wasze komentarze (36)
-
22.02 (15:11)piękna i naprawdę niezła aktorka, a obecnie mało takich. Jej uroda nie wpisuje sie jakoś w kanony piękna, a i tak ma w sobie to coś. Poza tym wzbudza sympatię :).
-
22.02 (12:27)~kpod najmlodszych jak grala w filmach straszyla swoim wygladem i nic sie nie zmienilo!musi miec niezle (plecy)!!!Zdecydowanie lepsze niż Ty.
-
-
22.02 (12:00)od najmlodszych jak grala w filmach straszyla swoim wygladem i nic sie nie zmienilo!musi miec niezle (plecy)!!!
-
21.02 (18:10)
-
21.02 (15:55)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia