Nic na siłę
Jesteś za to wdzięczny rodzicom?
- Tak. Miałem fantastyczny, spokojny dom. Dziś myślę, że może nawet zbyt spokojny - rodzice nigdy nie kłócili się, nie podnosili na siebie głosu. Mama jest świątynią spokoju, bardzo ciepła i chyba nie ma nikogo, kto by jej nie lubił. Ojciec był mocny, myślę, że chciałem być taki jak on. Zawsze był bardzo oddany temu, co robi. Nigdy nie miałem poczucia, że coś zrobił po łebkach, na pokaz. Nigdy też nie próbował nikogo oszukać. Miał w sobie wielką uczciwość.
Rodzice pewnie nie byli zachwyceni, gdy oznajmiłeś, że zostaniesz aktorem? W świecie show-biznesu zasady raczej nie ułatwiają życia.
- Mój wybór był dla rodziców przede wszystkim zaskoczeniem. Dla mnie zresztą też. To była raczej abstrakcyjna myśl niż plan na życie. Pierwszy raz poszedłem na spektakl w Warszawie, kiedy składałem papiery do szkoły teatralnej. Przez długi czas miałem być górnikiem. Górnictwo było pewną oczywistością. Tam, gdzie mieszkałem, wszyscy pracowali w górnictwie. Mój ojciec również. Przez długi czas trudno było sobie wyobrazić, że mógłbym robić w życiu co innego.
Ale chyba miałem jakąś potrzebę ekspresji, która sprawiła, że pomyślałem o aktorstwie, bo nigdy za dobrze nie rysowałem, nigdy nie udało mi się zagrać dobrze na żadnym instrumencie...
No, ale tak łatwo chyba nie było? Nie od razu stałeś się popularny...
- Ale też nigdy nie byłem bez pracy. Kiedy telefon nie dzwonił, zajmowałem się innymi rzeczami. Skończyłem reżyserię, pracowałem w telewizji.
Poszedłeś na reżyserię, bo nie miałeś propozycji aktorskich?
- O reżyserii myślałem znacznie wcześniej. Wtedy, żeby studiować reżyserię teatralną, trzeba było mieć skończone jakieś inne studia. Do pomysłu wróciłem, gdy byłem w Teatrze Studyjnym w Łodzi. Właśnie wróciłem z wojska... To był marny czas dla aktorów ten rok '89.
Byłeś w wojsku? Myślałam, że artystów nie biorą.
- Była zasada, że absolwentów szkół teatralnych nie biorą. Ale gdy ja kończyłem szkołę w '87 roku, zmieniono zasady i na rok poszedłem w kamasze. Byłem wściekły i głęboko nieszczęśliwy. Ale jak dziś patrzę z perspektywy na tę moją ścieżkę, to się cieszę, że nie była taka prosta: kończę szkołę, idę do teatru, gram małą rolę, potem drugą, potem jakąś większą, potem może coś się zdarzy...
Twoje życie jest pełne nieoczekiwanych zwrotów. Bo nawet ta reżyseria okazała się "na chwilę"...
- Tak naprawdę skończyło się na kilku spektaklach. Potem poczułem, że rzeczywistość nie rezonuje ze mną na tyle, żeby dalej reżyserować, żeby to było łatwe, żeby przychodziło samo, niemal bez wysiłku. A ja nie lubię w życiu niczego robić na siłę. Na szczęście ta reżyseria przydała się, gdy zacząłem pracować w PR. Przez trzy lata robiłem "eventy" dla różnych firm - od kosmetycznych po samochodowe. Pisałem scenariusze imprez i reżyserowałem je. Później pracowałem też w telewizji, reżyserowałem pierwszy w Polsce telewizyjny talk-show Wieczór z Alicją. Może gdyby nie to, że nagle zacząłem dużo grać, poważnie zająłbym się reżyserią.
Trochę chałturzyłeś, aż tu nagle rola w "Długu" wprowadziła cię do pierwszej ligi aktorskiej. Sukces przewrócił ci w głowie?
- Trochę przewrócił. Stałem się "głośniejszy" (śmiech).
Życie zmieniło się w wielką balangę?
- Balangowałem również wcześniej. Pamiętam lata przed "Długiem" jako czas wielkiej zabawy. Potem już miałem mniej czasu. A dziś mogę się spodziewać, że gdy jestem na jakiejś oficjalnej imprezie, następnego dnia moje zdjęcia gdzieś się ukażą.
Na tych zdjęciach czasem towarzyszą ci kobiety. Dajesz się uwodzić? Co kobieta musi mieć, żeby cię zafascynować?
- Nie wiem. Ufam w wyjątkowość. W coś, co nie ma wyraźnego wzoru. Może się okazać, że moje wyobrażenia nie są ważne. Bo to chyba chodzi o "rezonowanie".
A od jakich kobiet uciekasz?
- Od zachłannych. Na uczucie, na czas, na uwagę i na życie. W ogóle zachłanność nie jest cechą miłą.
A potrafiłbyś walczyć o kobietę, gdybyś poczuł, że ją tracisz?
- Chyba o nic nigdy tak strasznie nie zabiegałem. Ani o kobietę, ani o rolę. Nigdy o nic bardzo nie walczyłem. A jeśli nawet, to i tak bezskutecznie. Kiedy ktoś odchodzi, chyba nie ma sensu go zatrzymywać. Gdy kończy się miłość, takie zabiegi wywołują chyba tylko irytację. Jeśli czuję, że coś nie rezonuje, nie zabiegam. Odpuszczam. Nie robię niczego na siłę. Nie trwonię emocji.
Beata Biały
Twój STYL 04/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Dowiedz się, co los przygotował dla osób spod Twego... więcej
Reklama
Wasze komentarze (39)
-
25.04.2010 (11:03)Rzeczywiście, wywiadzik taki sobie. Chyba wysłąli do Chyry jakieś poczatkujace dziewczątko zeby się wykazało. No i wyszło ple ple. Twoj Styl zniża loty
-
25.04.2010 (01:06)po dlugu znienawidzony nastepnie zobaczylam z nim sztuke nie pamietam tytulu ale graly tylko 2 osoby on i chyba Maja Ostaszewska od tej pory uwielbiam Chyre a zycie prywatne to jego sprawa zreszta wszyscy najwieksi artysci maja podobne problemy (alkohol ,dragi) slabosci ktore zabijaja najwiekszych.
-
-
25.04.2010 (00:01)Dlaczego zawsze musi znalezc sie jakis niedowartosciowany czlowiek rodem z ziemi polskiej, mieszkajacy na ziemi francuskiej, ktory zamiast cieszyc sie sukcesem rodzimego aktora , na tej wlasnie ziemi francuskiej, bardziej przejmuje sie tym czy Francuzi znaja tegoz ze wlasnie aktora i nadodatek kojazy go z zagubionymi daleko od domu...lub jak kto woli...zagubionymi.. bo daleko od domu,
Ja panu Chyrze poprostu serdecznie gratuluje, bo wysilek jezykowy ogromny , a Francuzi do najsympatyczniejszych nienaleza. -
24.04.2010 (23:45)nie wiem co to za aktor, nigdy go nie widzialem, ale wydaje mi sie ze wali kompletna popeline
-
24.04.2010 (23:22)a ty wiesz z autopsji, siedzisz gdzies w kafejce internetowej i za uzbierane pieniadze do kubka starasz sie czlowiekowi dokopac za to ze chce i wykorzystuje swoj dar .wez sie do roboty i uwierz w swoje sily a nie ludzi gownem obrzucasz bo poszedles na latwizne i zapomniales po co zyjesz .noze kiedys uslyszymy o tobie a wtedy powiem : dobra robota czlowieku jestes powodem do dumy .
udanego wieczoru .pozdrawiam .
edi
~Duzo Polakow co zdobywali Paryzskonczylo w metrze albo na lawce w parku. Czasami jeszcze, w niedziele, spotkac ich mozna na murku przed Kosciolem Polskim.Zaloze sie, ze Paryzanin uslyszawszy Chyra tylko sie zdziwi, co od niego chcemy, bo o tym typie nic nie slyszal.












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia