Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nazwisko już mi nie przeszkadza

Ten film musiał być świetny. Bo powiedzieliby, że Xawery nie dorasta do ojca. Było tym trudniej, że "Wojna polsko-ruska" Doroty Masłowskiej wydawała się nie do sfilmowania. Udało się.

Superrecenzje. Pełne kina. Xawery Żuławski jednym krokiem wyszedł z cienia Andrzeja. Uparty, niezależny, dojrzały. Nam opowiada o dzieciństwie we Francji, miłości w Polsce i o tym, dlaczego warto się buntować.

Reklama

Na wywiad przyjechał na rolkach. Czarna koszula, czarne spodnie. Trudno mu wejść w słowo. Towarzyski, emocjonalny. Na planie zamiast tłumaczyć, co chce od aktora, "gra" przykładową scenkę. Borys Szyc, który wystąpił w jego "Wojnie polsko-ruskiej", mówi, że Żuławski ma talent aktorski. Kiedy się wygłupiali, kazał zapamiętywać Szycowi miny. Potem na planie wołał: "pijany góral" i wszystko było jasne.

Czytał Pan wcześniej książkę Doroty Masłowskiej? Szczerze!

Xawery Żuławski: Sięgnąłem po nią, gdy zdobyła Nike. No, nie będę kłamał, że przeczytałem jednym tchem. Przeszedłem może przez pięćdziesiąt stron, żeby móc gadać o powieści ze znajomymi. Rok temu, gdy byłem na planie Pitbulla, zadzwonił telefon. Producent Jacek Samojłowicz spytał, czy nie chciałbym zekranizować Wojny... Rany, poczułem się, jakby to był początek hollywoodzkiej bajki. Kiedy ochłonąłem, zabrałem się do książki na poważnie. Przeczytałem pięć razy. Poprosiłem Dorotę o wersję elektroniczną. Zacząłem dekonstruować fabułę na potrzeby kina.

Bohaterowie filmu są przerysowani, ich sposób zachowania, wygląd, charakter. To mi coś przypomina...

Xawery Żuławski: Film jest bardzo komiksowy, bo jako chłopak byłem zafascynowany kulturą komiksu. Do dziś potrafię wydać ostatnie pieniądze na jakieś świetne wydanie. W jaki sposób przekłada się to na Wojnę...? Kamera "wywala" sceny kawa na ławę, jak na rysunku. Również scenografia temu służy. Postanowiłem, że tam, gdzie oglądamy akcję oczami autorki i słyszymy jej monolog, świat będzie w kolorach biało- czerwonych. Tak akcentuję polskie widzenie rzeczywistości, bo przecież książka jest o polskości.

Takiej jak ją postrzegali Gombrowicz i Witkacy... O Masłowskiej mówi się, że pisze w podobny sposób.

Xawery Żuławski: Dorocie blisko do twórczości dwudziestolecia międzywojennego, czyli polskiego abstrakcjonizmu. W specyficzny, odrealniony sposób opowiada o tym, co Polakom się we łbach międli.

A co się międli?

Xawery Żuławski: Romantyzm pomieszany z chamstwem, współczesność z przeszłością. Lęki i obsesje historyczne. Do tego język, który pisarka stworzyła na potrzeby literatury. Sam jestem ciekaw, czy możliwe będzie przetłumaczenie go na angielski. Mam obawy. Pamiętam, jak usiłowałem przełożyć humor z Rejsu mojej dawnej dziewczynie, która była Francuzką. Dla niej ten komizm był niezrozumiały. Za to ja z polskimi kolegami zarykujemy się do łez.

Wojnę polsko-ruską "robi" Borys Szyc, który gra Silnego, głównego bohatera. Przez cały film prawie nie znika z ekranu. Czy trudno jest wejść z aktorem w tak intensywny bliski kontakt?

Xawery Żuławski: Z Borysem to łatwe. Na niego chce się patrzeć. Potrafi pokazać buraczaną przaśność i chamstwo, ale podszyte wrażliwością, która jest częścią jego osobowości. Silnego po prostu się lubi. Łysy gość w dresie zaczyna rozśmieszać, wzruszać, współczujemy mu i podążamy za nim w głąb opowieści.

A aktorki też grają nie jak w polskim kinie. W filmie polskim, proszę pana, to nic się nie dzieje. Dialogi niedobre... W ogóle brak akcji jest. Aktor patrzy w prawo... Potem w lewo... Prosto... I nic, jak mówili w Rejsie.

Xawery Żuławski: Roma Gąsiorowska, która gra wielką miłość Silnego, była najbardziej szaloną aktorką na castingu. To taka dziewczyna żyła. Ma w sobie agresję i bezkompromisowość. Sonia Bohosiewicz... uff, to jest aktorski potwór. Chwilę pogadaliśmy i od razu wyczuła, o co mi chodzi. Anna Prus zagrała panienkę z prowincji, która nie zje śniadania bez wysłuchania Radia Maryja.

W filmie występuje też Pana partnerka Maja Strzelecka, zwana Manią.

Xawery Żuławski: Gra gotycką dziewicę, która fascynuje bohatera. Mania prywatnie jest żywiołowa, uśmiechnięta, natomiast jej bohaterka jest statyczna. Więc nasz stały tekst na planie brzmiał: "Ruszyłaś brwiami! - Nie ruszyłam! - Ruszyłaś, widzieliśmy! - Daj spokój, Żurek (to moja ksywka), nie ruszyłam!".

Trudno jest pracować z żoną?

Xawery Żuławski: Nie wyobrażam sobie innego wariantu. Jesteśmy razem osiem lat. Podczas mojego reżyserskiego debiutu poczęliśmy nie tylko film, ale i naszego syna Kaja. Drugi film i proszę, sześć dni temu urodziła się córka.

Precyzyjna robota.

Xawery Żuławski: Raczej miłe zrządzenie losu. Wspólnie dzielimy życie i pracę. Nie do przyjęcia byłaby sytuacja, kiedy znikam na kilka miesięcy, bo robię film, a Mania siedzi w domu z dziećmi.

A jak się poznaliście?

Xawery Żuławski: Mania występowała w kapelach, ja chodziłem i chodzę na wiele koncertów. Pewnego dnia zobaczyłem na scenie zjawiskową dziewczynę. Śpiewała mocnego punk rocka dziecinnym głosem. Po występie straciłem ją z oczu, nawet nie wiedziałem, jak się nazywa.

Jak ją Pan odszukał?

Xawery Żuławski: Po sześciu latach od tamtego koncertu napisałem scenariusz debiutanckiego filmu Chaos. Wymyśliłem, że główną bohaterką będzie punkówa o imieniu Mania. Zaczęły się poszukiwania aktorki, która ją zagra. Poszedłem na koncert do Stodoły i w tłumie ponownie zobaczyłem tamtą dziewczynę. Nie podszedłem jednak. Zacząłem podpytywać: "Chłopaki, na pewno znacie fantastyczną laskę: kolorowe dredy, punkówa o ślicznej dziecięcej twarzy". Wtedy asystent powiedział: "To jest Mania! Myślałem, że na jej podstawie pisałeś scenariusz. - Człowieku, dlaczego mi o niej nie powiedziałeś! Zaproś ją do nas". Pracowaliśmy przez miesiąc i zakochaliśmy się w sobie.

Maja, czyli Mania, jest aktorką?

Xawery Żuławski: Skończyła grafikę komputerową na ASP. Oprócz tego, że sprawdziła się w obu moich filmach, w ostatnim jest współautorką efektów specjalnych i zaprojektowała wszystkie plakaty. Mania prowadzi również sklep internetowy Luka Bandita. Projektuje i sprzedaje ciuchy dla niegrzecznych dziewczynek. No i jest świetną mamą.

A Pan jakim jest ojcem?

Xawery Żuławski: Sami z Mańką zgotowaliśmy ten los, więc z godnością go znosimy (śmiech). Dzieci wspaniale odpłacają za miłość i troskę. Dają poczucie sensu. Gdy sześć dni temu przyszła na świat nasza córka, byliśmy przygotowani na sajgon w domu. A urodził się aniołek, który tylko je i śpi. Kaj bardzo polubił siostrzyczkę. Chyba poczuł się starszym kolesiem. Przy takim berbeciu szybciej dojrzewa.

Pan dojrzewał we Francji. Wyjechał Pan z Polski jako dwunastolatek, wrócił po czterech latach. Dlaczego opuścił Pan kraj?

Xawery Żuławski:To był czas stanu wojennego i bojkotu aktorskiego. Mama (Małgorzata Braunek - przypis redakcji) przestała grać. Rodzice zdecydowali, że powinienem pojechać do ojca i dorastać w wolnym kraju. Ale jak się już tam znalazłem, nie mogłem swobodnie odwiedzać Polski. Tęskniłem na granicy fizycznego bólu. Z drugiej strony byłem nastolatkiem, interesowała mnie rockandrollowa, punkowa muzyka, chodzenie na koncerty, picie piwa, spotykanie się ze znajomymi. Było w tym trochę anarchizowania i trochę wygłupu.

Od razu odnalazł się Pan w Paryżu? Nie było barier, na przykład językowych?

Xawery Żuławski: Zacząłem od nauki języka w międzynarodowej szkole, ale po dwóch latach mogłem pójść do normalnej, francuskiej. W środy, która jest we Francji dniem wolnym od zajęć, jeździłem do polskiej szkoły i nadrabiałem program. Było mi masakrycznie ciężko. Ojciec radził, żebym sobie darował dodatkowe zajęcia, ale ja się uparłem. Choć nie wyglądało, że komuna odpuści, kombinowałem: po powrocie nie chcę, by cofnięto mnie do niższej klasy.

Jakim ojcem był Andrzej Żuławski?

Xawery Żuławski: Pełną gębą! Wymagał, uczył i nie lubił sprzeciwu. Dla mnie to nie były łatwe relacje. Na początku zwyczajnie się bałem, bo nie znałem ojca. Nie pamiętałem go z okresu, kiedy mieszkał z mamą, a potem zawsze był daleko.

Andrzej Żuławski ma opinię trudnego człowieka. A poza tym jest intelektualistą, erudytą. Nie za dużo jak dla nastolatka, którym Pan wtedy był?

Xawery Żuławski: Ojciec nie oczekiwał ode mnie partnerstwa, choć boleśnie obnażał moje niedostatki i ujawniał, jak mało jeszcze wiem. To był jego sposób na pobudzenie ambicji i mobilizację do samodzielnego myślenia. Teraz, gdy mam już cztery dychy, nasze stosunki się zmieniły. Nie ma skrajnych emocji. Swoje potyczki z tatą przeżywają młodsi przyrodni bracia. Ojciec już taki jest - wychodzi z założenia, że to, co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Anna Stefopulos

Przeczytaj drugą część wywiadu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje