Przejdź na stronę główną Interia.pl

Najważniejsza jest pasja

Bezlitośnie piętnuje wszelkie niedociągnięcia prowadzących hotele, zajazdy oraz pensjonaty. Nam opowiedziała o specyfice pracy na planie programu i zdradziła, co dotychczas było dla niej największym hotelowym horrorem.

Conrad Hilton, założyciel sieci hoteli, podobno powiedział kiedyś, że "W hotelu gość powinien się czuć lepiej niż we własnym domu..." Patrząc na pensjonaty, zajazdy i hotele, które wizytuje pani w programie, chyba kiepsko z tą naszą legendarną polską gościnnością?

Reklama

- Z naszą gościnnością wcale nie jest źle. Gorzej jest z podejściem biznesowym niektórych osób prowadzących hotele i pensjonaty. Rzeczywiście, gość powinien czuć się wyjątkowo dobrze i komfortowo w miejscu, w którym decyduje się mieszkać przez krótki czas.

Jaki jest, pani zdaniem, największy problem w rozkręceniu i utrzymaniu takiego biznesu? Ktoś ma pieniądze, czas, a jednak coś nie działa! Może my, Polacy, nie mamy żyłki do hotelarstwa?

- Mamy, bo w Polsce jest mnóstwo wyjątkowych hoteli. Największym problemem jest utrzymanie pasji, jaka powinna towarzyszyć prowadzeniu takiego miejsca. Zresztą wiele osób wychodzi z błędnego założenia, że należy przyciągnąć gościa, ale już nie trzeba starać się, by go zachęcić do powrotu. Takie jednorazowe strzały wcale nie są dobre, bo wiele opinii na temat hotelu roznosi się pocztą pantoflową.

Najgorszy hotelowy horror, jaki przeżyła pani do tej pory w czasie realizacji programu?

- Trudno wybrać. Hotele, które odwiedzam w programie, dalekie są od ideału. W trakcie nagrywania jednego z odcinków zatrzasnęłam się w kabinie prysznicowej i bardzo długo starałam się otworzyć drzwi. Na szczęście udało mi się wyjść. Prawdziwym horrorem są również brudne łazienki i pościel.

Zastanawia się pani czasem, jak wyglądają domy właścicieli hoteli, które zmieniacie?

- Oczywiście, że tak, bo przez sześć sezonów prowadziłam "Perfekcyjną Panią Domu", więc to jest naturalne. Wiem jednak, że hotel, w którym jest bałagan, wcale nie oznacza tego, że jego właściciel w domu ma dokładnie tak samo, jak w miejscu pracy.

A nad tym, że ktoś dopuszcza do zaniedbania miejsca, w które włożył czasem dorobek życia?

- Na to, że hotele są bardzo zaniedbane, wpływa wiele czynników. Zadłużenie, problemy rodzinne i zdrowotne, utrata pasji. Nie patrzę na moich uczestników z niezrozumieniem, mogli się gdzieś w życiu pogubić. Ja oraz moi eksperci pomagamy im wyjść na prostą.

Rozmawiałyśmy przed poprzednią edycją "Perfekcyjnej Pani Domu" i powiedziała pani, że to,jak prezentuje się nasz dom, to trochę obraz naszych emocji i sytuacji rodzinnej. Z hotelami, pani zdaniem, jest podobnie?

- Zdecydowanie. W jednym z odcinków "Piekielnego hotelu" uczestniczkę zostawił mąż. To sprawiło, że przestała normalnie funkcjonować, bo nie pogodziła się ze stratą. Dodatkowo została sama z ogromnym kredytem, którego nie była w stanie spłacać. Bardzo często hotele prowadzone są przez całe rodziny. Istnieje duże ryzyko, że kłopoty w rodzinie mogą przełożyć się na funkcjonowanie biznesu. Trzeba wówczas postawić granicę między życiem prywatnym a zawodowym. Jednak to niezwykle ciężkie zadanie, umieć oddzielić te dwa światy.

Trudno jest namówić właścicieli na proponowane zmiany?

- Czasami bywają uparci, ale wiedzą, że program jest dla nich ostatnią deską ratunku. Zazwyczaj moja wizyta jest dla nich szokiem i kubłem zimnej wody. Przez lata hotel prowadzony jest źle, a przez to podstawowe błędy przestają być widoczne. W "Piekielnym hotelu" jestem po to, by wyłapać wszystkie potknięcia i pokazać, jak ich nie powtarzać.

Zdarzyło się pani w czasie prywatnego wyjazdu spakować walizki i zmienić hotel, bo trafiła pani do "hotelowego piekła"?

- Nie miałam takiej sytuacji. Może dlatego, że wybierając hotel, zawsze staram się sprawdzić miejsce, do którego jadę. Jest cała masa portali internetowych, na których goście mogą opisać swoje wrażenia z pobytu. Mało tego! Goście zamieszczają zdjęcia pokoi, które czasem na stronie internetowej hotelu wyglądają przepięknie, a w rzeczywistości nie mają nic wspólnego z zamieszczoną fotografią.

Niektórzy ludzie przed opuszczeniem hotelu sprzątają, bo nie chcą, żeby ktoś pomyślał, że są bałaganiarzami - składają ręczniki i ścielą łóżko! Perfekcyjnej Pani Domu się to zdarza?

- Zawsze zostawiam pokój w należytym porządku. Wychodzę z założenia, że powinniśmy traktować pokój hotelowy jako nasz tymczasowy dom, a jak już wszyscy zdążyli się zorientować, staram się nie bałaganić. Moje podejście to nic innego, jak oszczędzanie czasu. Później nie trzeba niczego nerwowo sprzątać (śmiech).

Panuje przekonanie, że jeśli coś nie kosztuje dużo, to nie powinniśmy się po tym wiele spodziewać... To tak działa w przypadku hotelu? Tani, czyli obskurny?

- Absolutnie nie! Tani hotel nie oznacza, że mieszkają w nim karaluchy, pająki, na ścianach jest grzyb, a pościel była prana kilka lat temu. Często tani hotel może mieć znacznie przyjemniejszy wystrój i atmosferę, niż miejsca, w których za jedną noc trzeba zapłacić krocie.

Jak w takim razie z maleńkiego hoteliku zrobić hotel marzeń?

- Zasady są podobne jak w przypadku dużych hoteli. Liczy się dbałość o każdy, nawet najmniejszy szczegół, który tylko z pozoru może wydawać się nam bez większego znaczenia. No i oczywiście wspomniana już przeze mnie pasja w prowadzeniu hotelu!

Realizacja programu to długa i wyczerpująca praca. Domyślam się, że po długim pobycie w trasie, nawet i dziesięciogwiazdkowe hotele (gdyby takie istniały) nie są w stanie wygrać z własnym domem i łóżkiem...

- Dom jest miejscem, w którym czuję się najlepiej: odpoczywam, relaksuję się i ładuję baterię. Praca nad "Piekielnym hotelem" zajmuje mi bardzo dużo czasu, bo aż cztery dni z tygodnia. Działam od wczesnego rana do późnej nocy, ponieważ nawet gdy kamery są wyłączone, dalej pracuję nad tym, żeby wyprowadzić hotel z tarapatów. A wracając do pytania, nic nie jest w stanie wygrać z moim domem, bo mój dom to mój... azyl!

Rozmawiała Ewelina Kopic

15/2015 Tele Tydzień

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje