Szkoda że jej czasy w II programie TV @ nie wróca!!!???!
Miłość odwzajemniona
De Niro czymś Panią zaskoczył?
Nina Terentiew: Z samolotu wysiadł w otoczeniu kumpli, miał zwyczajną kurtkę i kaszkiet. Z tłumu dziennikarzy większość go nie rozpoznała. A gdy usiadł na murku przed łódzką Filmówką i jadł hot doga, studenci mijali go, nie mając pojęcia, że to jeden z największych aktorów świata. A jemu właśnie o to chodziło.
A ma Pani jakąś przyjaciółkę z branży? Czy bliskie relacje są w ogóle możliwe w show-biznesie?
Nina Terentiew: Moje telewizyjne przyjaźnie w ciągu ostatnich 20 lat przeszły dwie duże próby. Kilkanaście lat temu miałam ciężki wypadek samochodowy. Leżałam trzy miesiące w szpitalu, mogłam nigdy nie wrócić do telewizji. Przyjaciele, na których liczyłam, zapadli się pod ziemię. Za to kilka osób, o których myślałam, że są interesowne i koniunkturalne, siedziało przy moim łóżku i trzymało mnie za rękę. Potem zabierali mnie wózkiem na spacer po parku. Pomyślałam wtedy, że zupełnie nie umiem poznać się na ludziach...
Druga próba to Pani odejście z Dwójki?
Nina Terentiew: Tak. Zanim dostałam propozycję z Polsatu, trzy miesiące byłam pierwszy raz w życiu bezrobotna. Czułam się jak balon, który dryfuje po niebie spuszczony ze sznurka. Wcześniej wszystko miałam zorganizowane. Co 15 minut spotkanie, co pół godziny decyzja, wieczorem premiera, bankiet. Nagle to się skończyło. Nie było sztabu ludzi do dyspozycji, służbowego samochodu. I znów ci, o których myślałam, że zadzwonią i pocieszą, nie pojawili się.
Ale za to znaleźli się inni i znowu westchnęłam, że nie znam się na ludziach. Najbardziej wzruszyła mnie moja przyjaciółka z Mazur. Zadzwoniła: „Wiesz, że cię bardzo kochamy. Może przyjedziesz do nas trochę się wypłakać?”. Powiedziałam, że nie chce mi się płakać, choć nie było mi łatwo. Potem poleciałam na wakacje. Kiedy się już opaliłam, postanowiłam, że założę agencję medialną. Zdążyłam ją zarejestrować...
I wtedy zadzwonił telefon?
Nina Terentiew: Tak. Właściciel pierwszej w Polsce stacji komercyjnej, Polsatu, Zygmunt Solorz-Żak zaproponował mi stanowisko swojego doradcy programowego. I tak wolny rynek mnie zweryfikował.
A co udało się Pani prywatnie przez te ostatnie 20 lat?
Nina Terentiew: Mój syn Hubert z nastolatka stał się dorosłym, żonatym, samodzielnym mężczyzną. Cieszę się, że udało mi się go namówić, by został prawnikiem. Jestem dumna, że razem z kolegą przepłynął malutką mazurską łódką Bałtyk. Obaj dostali za ten wyczyn Nagrodę im. Conrada. A dziś mają wspólną kancelarię. I myślę, że prawo stało się dla niego tym, czym dla mnie telewizja.
A zanim poszedł za Pani radą, kim chciał być?
Nina Terentiew: Człowiekiem telewizji, oczywiście.
Nie obawiała się Pani, że unieszczęśliwi go tym prawem?
Nina Terentiew: Wiedziałam, że sam znajdzie swoją drogę, niezależnie od moich rad. Mój syn jest bardzo samodzielny. Nie zniósłby nad sobą stu szefów. Myślę, że w TV nie byłby szczęśliwy.
Pani czasem była?
Nina Terentiew: Moja miłość do telewizji była odwzajemniona. I choć żałuję, że za mało czasu spędziłam z synem i nie przeczytałam mu na dobranoc tych wszystkich książek, które chciałam, to jednak byłam szczęśliwa. Telewizja jest dla ludzi o mocnych nerwach, a w pewnych okolicznościach kobiety są silniejsze od mężczyzn.
Jako szefowa dała Pani widzom Ich Troje. A co z misją?
Nina Terentiew: Fani zespołu, już bez mojego udziału, kupili pięć milionów płyt i rokrocznie w plebiscytach przyznawali temu właśnie zespołowi Superjedynki na festiwalu w Opolu. Ale wprowadziłam też do telewizji Muńka Staszczyka, Maćka Maleńczuka, czy Piwnicę pod Baranami. Jestem również matką chrzestną serialu M jak miłość. Zarzucono mi, że to „telenowela dla kucharek”. „W Polsce nie ma tylu milionów kucharek. Ktoś jeszcze musi to oglądać”, odpowiedziałam. Łzy wywołane przez M jak miłość cenię tak samo jak łzy wzruszenia profesora uniwersytetu na filmach Bergmana.
To jednak trochę dziwnie brzmi w ustach absolwentki polonistyki, która robiła felietony dla Pegaza.
Nina Terentiew: Gdy zaczynałam pracę w telewizji, wyobrażałam sobie, że będę robić piękne, wysublimowane filmy o artystach. I robiłam je. A dziś myślę, że nie mam prawa oceniać wszystkiego wyłącznie z pozycji „warszawki”.
A gdyby Pani miała swoją prywatną telewizję i w dodatku nie musiała się martwić o oglądalność i zyski?
Nina Terentiew: Robiłabym w niej tylko akcje społeczne. Pamiętam, jak 18 lat temu pierwszy raz przyszedł do mnie Jurek Owsiak. Powiedział, że chce robić Wielką Orkiestrę. I przekonał mnie, choć mówił „siema”, „róbta, co chceta” i nosił czerwone okulary.
Czyli jednak misja?
Nina Terentiew: No, wychodzi na to, że jednak tak.
Agnieszka Sztyler
TS 03/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Nadal oczy mam jak wielkie piec zlotych. Skonczylam... więcej
Reklama
Wasze komentarze (26)
-
14.03.2010 (18:29)...i szkoda, że nie wróci. Uwielbiałam jej wyspę bezludną, i inne jej programy. Teraz w dwójce nuda - pozostał po niej seriał "M - jak -m miłość " uwielbiam go - dobże że jest matką chrzesną.
Szkoda że jej czasy w II programie TV @ nie wróca!!!???! -
25.02.2010 (03:08)uwielbialam wyspe bezludna , uwielbialam zwierzenia kontrolowane.
Zawsze w tych programach byli fajni ludzie. szkodsa, ze juz tych programow nie ma. ;(( -
-
14.02.2010 (02:54)jesli to co przeczytałem jest prawdą to chylę głowę,jeśli nie to niech głowa poleci,dziwne prawda ,a ile zamieszania wywoła,bo tak naprawdę to w tej tv to nie ludzie ,to zaprogramowane kukły,sami to widzicie ,ale jak pokażą wam kulisy to dopiero heca ,prawda:):):)
-
14.02.2010 (01:59)Taka jak ta nasza telewizja, w której niby gwiazdy zarabiają miliony i wciskają kit typu "płać abonament a będzie jeszcze lepiej". Takich "gwiazd"jest bardzo dużo. Nawet panowie z redakcji sportowej mają się czym pochwalić z filozofem Szaranowiczem na czele i z jego młodszymi kolegami fircykami. Za nasze pieniądze balują na naszych oczach.Nie wspomnę już o megagwiazdach naszych durnych seriali. Żenada!!!!!! Precz z TVP!!!!
-
14.02.2010 (00:33)Są młodzi ludzie , wykształceni , kreatywni , chcący wprowadzić światowy poziom , chociażby prawdziwych , z ogromnym talentem artystów , czy to sceny muzycznej chociażby...ale jest poważna przeszkoda , ta pani , trzyma się kurczowo tego stołka , obstawiona doradczyniami typu Młyna...tworzą miernotę i tandetę i programy dla szarych mas . Kto to będzie oglądał , to wiadomo :/













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia