Natasha Henstridge grała w 'Gatunku'.
Milady Milla
Jest sprytniejsza i inteligentniejsza niż większość hollywoodzkich aktorek - uprzedza w przeddzień wywiadu znajoma stylistka, która pracowała z aktorką.
– Ma kalifornijski luz i wschodnioeuropejską determinację. I zna patent na długowieczność w show-biznesie. Oto Milla Jovovich, Milady w nowych "Trzech muszkieterach".
Twój STYL: Dobrze się czułaś w falbankach z epoki?
Milla Jovovich: W jednej scenie Muszkieterów miałam szybko przebiec korytarzem. Przebiegłam, obejrzałam nagranie i... załamałam się: wyglądałam jak bela materiału albo futbolista przebrany za księżniczkę. Poprosiłam o przerwę i ćwiczyłam tak długo, aż wreszcie Milady mogła pomknąć lekko i zwiewnie jak Królewna Śnieżka. Ale falbanki to pół biedy, najgorszy jest gorset! Po kilku godzinach w takim stroju jesteś ledwo żywa, nawet jeśli się nie ruszasz. A ja przecież miałam sceny kaskaderskie. (Milla wykrzykuje „U-ha!” i robi efektowny wykop, nie zdejmując przy tym eleganckich szpilek Pollini). Zawsze staram się grać takie sceny sama, bez dublerów, bo wiem, że widzowie to cenią.
- W "Trzech muszkieterach" Milady musiała walczyć z dziesięcioma strażnikami naraz! W ciężkiej sukni, z masą halek pod spodem. Jeszcze po powrocie do domu, w swoich ubraniach, czułam się... ściśnięta. A na planie, ja i inne dziewczyny w gorsetach, dostawałyśmy tylko koktajle typu smoothie, bo strój nie pozwalał na zjedzenie normalnego obiadu. Oczywiście przed lunchem garderobiane nas rozsznurowywały, ale i tak nie jadłyśmy, bo jak tu się potem zasznurować? (śmiech). Miałyśmy też problem z krzesłami. W tak obfitych sukniach po prostu nie da się usiąść na zwykłym pojedynczym krzesełku.
Milady to nie tylko dama w gorsecie, to też zręczny polityk. I potrójny agent!
- Dla mnie najciekawszą cechą tej postaci jest... śmiech. Na początku historii, kiedy moja bohaterka jest jeszcze niewinna i zaprzyjaźniona z muszkieterami, śmieje się kumpelsko, serdecznie, z głębi serca. Nigdy potem ta radość już nie wraca. Bo Milady przez większość filmu knuje. Głównie z kardynałem Richelieu, czyli Christophem Waltzem, którego uważam za aktora wybitnego. Hollywood chętnie zatrudnia go do grania czarnych charakterów, ponieważ jest Austriakiem i mówi z akcentem... (śmiech).
Ale twoja Milady de Winter też jest czarnym charakterem...
- Owszem, oszukuje i kradnie, ale przecież ci wszyscy mężczyźni wokół niej robią to samo! Uważam, że Dumas stworzył jedną z najbardziej nowoczesnych kobiet w literaturze. Singielka, niewiarygodnie sprytna, inteligentna. Łatwo odnajduje się w każdym towarzystwie. Trzeba być bardzo silną i mądrą, żeby sobie tak radzić w męskim świecie. A pamiętajmy, że to był XVII wiek, czasy, kiedy kobieta, która pyskowała mężowi, mogła być za karę odesłana do klasztoru.
"Muszkieterowie" to twój kolejny film wyreżyserowany przez męża, Paula W.S. Andersona. Jaka to taka frajda pracować z małżonkiem?
- Poznaliśmy się w 2002 roku, przy "Resident Evil", filmie na podstawie gry wideo. Potem nakręciliśmy jeszcze trzy części. Dla mnie liczy się to, że robimy rzeczy lekkie, rozrywkowe. Że nie wracam z planu „wyprana” uczuciowo. A tak bywało. Na przykład przy thrillerze psychologicznym "Stone" dwa lata temu. Grałam seksualnie nienasyconą Lucettę, żonę więźnia, która uwodzi nadzorującego go oficera (Robert De Niro). Po zdjęciach zamykałam się w hotelu i płakałam. „Czy ja jestem nią? Ile jej jest we mnie?”. A praca z Paulem owszem, wymaga ogromnej sprawności fizycznej, ale nie przetrąca psychicznie. Z kolei on jako reżyser wie, że może na mnie liczyć w stu dziesięciu procentach – bardziej niż na każdego innego aktora.
Na planie była też z tobą córka...
- Zabieram ją ze sobą wszędzie. Ever w listopadzie skończy 4 lata. Bardzo doceniam to, że mój zawód pozwala mi mieć dziecko przy sobie w ciągu dnia pracy. Na planie "Muszkieterów" Ever zresztą świetnie się bawiła. Chciała wyglądać jak mama, więc kupowałam jej te wszystkie tanie, karnawałowe sukienki księżniczek. Im więcej miały falban i cekinów, tym bardziej jej się podobały.
Córka była z tobą też w Bawarii?
- Tak, pojechaliśmy tam, bo w Niemczech są wspaniałe zamki. Owszem, we Francji też jest ich sporo, ale ich okolice wyglądają już na tyle nowocześnie, że nie da się filmować szerokich planów. A przecież to film 3D, każdy szczegół jest bardzo widoczny.
"Trzej muszkieterowie" to film akcji, podobnie jak twój "Piąty element". Bardzo się zmieniłaś od czasów kosmicznej LeeLoo?
- Macierzyństwo mnie uspokoiło, uporządkowało emocjonalnie. Wcześniej zatracałam się w pracy. Miotałam, niepewna cudzych oczekiwań. „Czy jestem wystarczająco dobra? Może powinnam bardziej się starać?”. A od kiedy zostałam matką, czuję się bezpiecznie. „Nie dostałam roli? I dobrze, będzie następna. Moja kolej, wchodzę na plan? Też super!”. Grunt, że Ever jest zdrowa. Przeżywam katusze, kiedy ona choruje, kiedy całą noc płacze. Marzę wtedy, żebym mogła zabrać od niej to paskudztwo, chorować za nią. Kiedyś wszystkie emocje – i te dobre, i te złe – wiązały się z pracą. Dziś – z rodziną. Tak jak Milady z "Muszkieterów" mam ustawione priorytety (uśmiech).
Jesteś aktorką, ale także modelką, wokalistką, projektantką. To prawdziwie pasje czy marketing?
- Od kiedy zaczęłam pracować, widziałam w Hollywood setki pięknych dziewczyn, które pojawiały się i znikały. Uroda otwiera drzwi, ale ich nie przytrzymuje. Niedawno rozmawiałam z przyjaciółką, która od 10 lat jest w pierwszej lidze show-biznesu. I nie mogłam się powstrzymać od pytań: „Zaraz skończą ci się kontrakty reklamowe. Co dalej? Jak chcesz utrzymać zainteresowanie ludzi?”. Ona maluje, więc moim zdaniem już powinna organizować wystawy! Ja zawsze wiedziałam, że muszę stale wywoływać szum wokół własnej osoby.
- Niech gadają: „Wow, Milla śpiewa! Wow, Milla projektuje ubrania!”. To recepta na długowieczność w show-biznesie. Publiczność jest jak kochanek, trzeba ją rozkochać, a potem ciągle na nowo uwodzić.
Dlatego zamieszczasz tyle wpisów w internecie, na społecznościowym Twitterze?
- Początek był wyłącznie marketingowy, konto na Twitterze założyli mi producenci "Resident Evil". Szybko jednak zobaczyłam, że wirtualni fani to prawdziwi ludzie, z którymi mogę bezpośrednio pogadać. Zaczęłam pisać, dodawać zdjęcia. Ale raczej z życia zawodowego. Nie wrzucam informacji typu: „W drodze na fitness!”, „Kupiłam sok w Jumbo Juice!”, „Piję sok z Jumbo Juice. Mniam, jagodowy!”. Pewnie ludzi bawiłyby codzienne wpisy, pewnie wielu odpisałoby, że też lubią sok jagodowy z Jumbo Juice, i mielibyśmy tę wspólną jagodową platformę, tylko po co?
- Ja nie prowadzę osobistego pamiętnika, ale pokazuję kulisy pracy – artystom, studentom szkół filmowych, debiutantom, fanom. Inspirować – owszem. Być najlepszym kumplem – nie. Bo przecież nie można być najlepszym kumplem 700 tysięcy ludzi!
Rozmawiała Agnieszka Niezgoda
Twój STYL 10/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Coś jest w powietrzu, ale wszyscy rodzice dostali... więcej
Reklama
Wasze komentarze (20)
-
02.10.2011 (23:03)~Misiek M.O!!! to ciekawe, bo Milla Jovovich nie grała w Gatunku....~perunLubię ją za "Gatunek" - prawdziwy film o naturze kobiet.
Natasha Henstridge grała w 'Gatunku'. -
02.10.2011 (03:44)Co robi aktor poza planem i jaki ma rozmiar biustu /o czym wspomniano w komentarzach/...mało mnie obchodzi jeśli lubię filmy w których gra, a filmy z Millą Jovovich lubię bardzo.
Jednak kolejna odsłona muszkieterów, to obnażanie bardzo obnażonego tematu...ile to można wałkować? -
-
28.09.2011 (13:59)Recepta na długowieczność w zawodzie aktorki? Wyjść za reżysera. I nic nie musisz umieć.
-
20.09.2011 (19:45)
-
20.09.2011 (19:42)~perunLubię ją za "Gatunek" - prawdziwy film o naturze kobiet.O!!! to ciekawe, bo Milla Jovovich nie grała w Gatunku....














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia