Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maciej Dowbor o blaskach i cieniach ojcostwa

Kiedy słucham matek, które w kółko gadają o tym, jak uchronić dziecko przed całym złem tego świata, to robi mi się słabo... - tak w rozmowie w książce "Jestem tatą" z Joanną Drosio-Czaplińską mówi Maciej Dowbor, tata 5-letniej Janiny.

Jesteś "nowym ojcem" nowych czasów?

Reklama

Maciej Dowbor: Jeśli mierzyć to czasem spędzonym z dzieckiem i lękami o jego przyszłość, to tak. Zresztą, nie jestem w tym odosobniony, bo większość mężczyzn w moim otoczeniu to zaangażowani ojcowie. Słuchałem ostatnio Alicji Majewskiej, która śpiewała, "bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać" i pomyślałem sobie, że od czasu powstania tej piosenki, czyli od czasu mojego dzieciństwa, wszystko się niesamowicie zmieniło.

Bo kobieta nie będzie już wiernie czekać?

- Pal licho wierność, ale jest telefon komórkowy, Skype, internet. Człowiek nigdzie nie jest daleko. Gdy kilka miesięcy po narodzinach Janinki kręciłem program we Włoszech, to pomijając fakt, że dwa razy w tygodniu latałem na linii Mediolan - Warszawa, każdą wolną chwilę spędzałem, będąc w kontakcie z Asią (Joanną Koroniewską - przyp. red.). Technologia to umożliwiła. Byłem daleko i blisko jednocześnie, zawsze pod ręką. Chodziło o dziecko. Chciałem patrzeć, jak Janinka się rozwija, nie stracić żadnego dnia. Ale powiedzmy sobie szczerze, to zaangażowanie w ojcostwo jest jednak mało męskie z perspektywy archetypów.

Bo mężczyzna to wojownik, poluje, a nie zmienia pieluchy?

- Absolutnie nie narzekam i cieszę się nawet, że przyszło mi żyć w takich czasach, w których nie trzeba się już wstydzić uczuć. Jeśli jednak porównać obecny okres z ładem społecznym mającym wieki, to strach, bo nie wiadomo jeszcze, czym zaowocują nowe wzorce. Mam poczucie, że przy tej zmianie i zamianie ról społecznych uczestniczymy w wielkim eksperymencie. Nie ma już patriarchalnego porządku, co więcej, sytuacja, w której kobieta zostaje w domu, jest nietypowa, luksusowa albo przymusowa. To rzadko jest wybór. Dziś kobiety chcą mieć swoje życie również poza rodziną i ja bardzo taki układ popieram. Oczywiście, jak to facet, chciałbym czasem, żeby moja partnerka siedziała w domu. Zdarza mi się coś takiego czuć, ale walczę ze sobą. Choć bardziej ze swoim lenistwem, bo jak człowiek wraca do domu zmęczony, to myśli sobie, że fajnie byłoby odetchnąć. Zobaczyć zupę na stole, poczytać gazetę...

- Ale z drugiej strony wiem, że kobieta wracając do domu też jest zmęczona, więc trzeba tę opiekę nad dzieckiem podzielić. Ta tęsknota za patriarchatem to zwykłe męskie lenistwo jest. Za bardzo cenię sobie więź z dzieckiem, żeby stać się niedostępnym ojcem, szukającym autorytetu poprzez krzyk, bicie, dystans i wymagania. Myślę, że czasy, w których synowie robili wszystko, żeby zaimponować swojemu ojcu, a córki w ogóle się do niego nie zbliżały, minęły bezpowrotnie. Nawet po języku widać, ile się zmieniło. Kiedyś ludzie mówili ojcze, albo nawet panie ojcze.

Jak mówi do ciebie Janina?

- Tatusiu albo tatusiu kochany. Na szczęście dziś czułość do dziecka nie odbiera mi męskości. Przytulam się do niej, całuję, miziamy się. Bawimy w "frajerski" sposób mówiąc krótko.

Jednak frajerski?

- Żart. Nie muszę nikomu udowadniać, że jestem męski poprzez bycie zdystansowanym i chłodnym. Kiedyś dystans do dzieci miał też dowodzić tego, że nie jest się zniewieściałym i zbyt delikatnym. Tymczasem dziś ta delikatność w relacjach mężczyzna - dziecko ujmuje. Co więcej, zauważyłem, że imponuje kobietom. To, co kiedyś było niemęskie, dziś jest wręcz seksowne! Dziś ojciec mający dobre relacje z synem czy córką wywołuje pozytywny odbiór, jest w cenie. Nowe kompetencje mężczyzny to wrażliwość i delikatność. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że to może też być tylko wielkomiejska moda. Mamy Polskę A, B, a nawet C i pewnie gdzieś tam nie jest łatwo okazywać czułość i trzeba coś udowodnić, olewając domowe obowiązki, zrobić coś wbrew sobie, tylko po to, by pokazać, że kobieta nie wchodzi facetowi na łeb.

Mam wrażenie, że to "niewchodzenie na łeb", o którym mówisz, to symetryczna relacja, bo z jednej strony jest macho, z drugiej matka Polka poświęcająca się i niezadowolona, komunikująca poprzez pretensje.

- Rodzicielstwo niestety kojarzy się z matką Polką, a ona z poświęceniem. W Polsce kochamy martyrologię. Kobiety, będące w takiej roli, wyjaśniają macierzyństwem wszystkie życiowe niepowodzenia. Po urodzeniu dzieci jest koniec wszystkiego: rozwoju, edukacji, kariery. Tylko dół. Ludzie w imię dzieci przestają się rozwijać, dbać o siebie, o związek, bo wszystko jest dla dzieci. Tylko że te dzieci będą bardziej szczęśliwe w rodzinie, w której czerpie się radość z życia, a nie z przymusu, bo obiad musi być w niedzielę o 14.00. Mama jest zła, ponieważ musiała stać przy garach, a tata zająć się dziećmi. Jedna wielka udręka i przymus!

Z najnowszej diagnozy społecznej wynika jednak, że polscy mężczyźni poświęcają dzieciom więcej czasu niż kilka lat temu. Ale z pomocą w gospodarstwie domowym rzeczywiście bywa różnie.

- Zastanawiam się tylko nad jednym - czy ten czas oznacza jakość? Czasem obserwuję ojców, którzy wsadzają dziecko do piaskownicy, żeby tylko mieć małego z głowy, i łapią za laptopa. To pozorne bycie razem. Ja staram się tego nie robić. Jak mam godzinę, to chcę spędzić z córką tę godzinę. A umówmy się: jest to trudne, bo są sprawy na telefon, jest iPod, tablet. Łatwo odpłynąć. Mam wrażenie, że dziś w ogóle nie jest łatwo o skupienie, uwagę. Tyle rzeczy nas rozprasza, mamy już inną percepcję.

- Zalew bodźców, które do nas docierają, zmienia nasze zdolności koncentracji. Sam z tym walczę i nie zawsze mi się udaje. Bycie rodzicem jest też nużące, to również codzienna męcząca orka. Mówię to z perspektywy ojca, który ciągle ma wyrzuty sumienia z powodu braku czasu. Ale może to też przegięcie z drugiej strony. Wszedłem ostatnio do pokoju Janiny i spytałem, czy mogę się z nią pobawić, powiedziała: "Tata idź, ja chcę sama". Innym z kolei razem, gdy spędzaliśmy dzień ze znajomymi i nasze dzieciaki bawiły się razem, zastanawiałem się, czy to dobrze, że razem, bo może lepiej byłoby spędzić czas tylko we troje? Jest też jeszcze jeden aspekt tego wszystkiego - bycie tatą dziewczynki bywa męczące w specyficzny sposób.

Jaki?

- Jakby to powiedzieć... zabawa lalkami Barbie nie należy do moich ulubionych, ani Lego Friends. Ja raczej wziąłbym Lego Technics. Nawet wtedy, gdy się staram, bawiąc się z Janinką, po pewnym czasie przychodzą mi do głowy pomysły, które nie pokrywają się z wymyśloną przez córkę fabułą. Ken zaczyna skakać do basenu na główkę. A ona chce, żeby był księciem, nie kaskaderem! To zachowaj się genderowo i kup jej młotek. Z młotkiem to sam nie wiedziałbym, co zrobić. Żeby nie było wątpliwości - zawsze chciałem mieć córkę i cieszę się, że ją mam i jakbym chciał mieć kolejne dziecko, to też chciałbym córkę. Bo jak patrzę na synów kolegów, to widzę, że jest przy nich dwa razy więcej roboty. Przez pierwszych siedem lat trzeba biegać, kolejnych siedem nie można zasnąć, bo człowiek zastanawia się, czy syn nie wysadził petardą kibla w szkole.

- A córeczka jest fajna, grzeczna, miła, przytula się, najwyżej rozpacza, że koleżanka ma ładniejszą lalkę. Myślę sobie, że przetrzymam ją do siódmego roku życia, a potem zagramy w Playstation, pokopiemy piłę, pójdziemy na tenisa. Ale godzę się z tym, że dla niej bijący się Ken z Kenem to nie jest najlepsza zabawa pod słońcem, bo ona uważa, że Kenowie mają być mili, grzeczni, podrywać i przynosić prezenty

No i skąd ona to wie?

- W kulturze masowej dedykowanej czterolatkom jest kanon księżniczki, tego jest dość dużo. Jeszcze cztery lata temu nie wiedziałem, kto to Aurelka, Roszpunka... Pamiętam, że kilka lat temu, wchodząc do sklepu z zabawkami stawałem i rozdziawiałem gębę. Lalek Barbie jest ze sto. Teraz wchodzę i wiem, którą wziąć, wiem też, że za rok będziemy mieli pewnie fazę na Monster High. Dziś nie wiem, co jest grane w kinie dla dorosłych, ale wiem za to, kiedy wchodzą "Potwory i spółka".

Nie za dużo tego konsumpcjonizmu?

- Życie weryfikuje nasze wyobrażenia i poglądy. Gdy dowiedziałem się, że zostanę ojcem, to wiedziałem, jak wychowam córkę, jak syna. Konsekwencja miała być podstawą. Miało być tylko zdrowe jedzenie, zero słodyczy i zabawki eko. Córkę wyobraziłem sobie jako twardzielkę - miała chodzić po drzewach, jeździć na snowboardzie. Do tego miała być mądrą, ładną, zgrabną cool dziewczyną, taką, jaką zawsze chciałem poznać. I co? Na pierwszym kinderbalu plan układany latami wybucha jak petarda na sylwestra. Dziecko porywa się na żelki i marzenia o niejedzeniu słodyczy odchodzą na zawsze. Tak samo jest z Barbie. Można mówić, że to oszustwo wpędzające kobiety w kompleksy, tworzące nierealistyczny obraz ciała itp., tymczasem dziecko idzie do koleżanki, widzi Barbie i też chce! Co ja mam powiedzieć czterolatce?

- A u nas była jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja, bo matka była Barbie w reklamie. Przerąbane od początku. Żyjemy w czasach popkultury. I co? Odseparować się od niej i udawać, że nas nie ma? OK, tablety, iPhony to zło i szatan, ale jak twoje dziecko wstaje o szóstej rano, a ty masz pierwszą noc od miesięcy, kiedy możesz się wyspać, to i szatana zaprosisz do domu. W XVI wieku ludzie bronili się przed nauką pisania, bo uważali, że odciągnie ich od wiary i kościoła, w XIX wieku był bojkot kinematografii, maszyn, które zastępowały ludzi, później zło widziano w kinematografii. Wszystko, co nowe, budzi lęk, bo nie wiadomo jeszcze, jak to na nas wpływa. Co mam powiedzieć dziecku, jeśli wszyscy coś mają, a ona nie - że mi "religia" zwana antykonsumpcjonizmem nie pozwala? Najgorsze to stworzenie zakazanego owocu. Nasza chęć uchronienia dziecka przed jakimś zjawiskiem poprzez izolację i zakaz, może dać kompletnie odwrotny efekt. Pamiętam ze studiów koleżankę, która chodziła wcześniej do ultrakatolickiego liceum. Kiedy w końcu wyrwała się spod kontroli rodziców, mówiąc eufemistycznie, odbiła sobie stracony czas z nawiązką. Jeśli czegoś zakazujemy, tłumacząc, że jest z założenia złe, to w dziecku narasta jakaś mitologia. Niedostępność powoduje chęć skonsumowania w nadmiarze. Człowiek świruje na tym punkcie i może wpaść z kłopoty. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje