Ma pan sobie coś do zarzucenia?
Jest szczery i bezpośredni, zaraża śmiechem. Tylko u nas Antonio Banderas mówi o tym, co robi, gdy ma napady nostalgii, i jak z Melanie Griffith udało mu się stworzyć jedno z najtrwalszych małżeństw w Hollywood.
Lubi przyjeżdżać do Europy. I to po nim widać. Na festiwalu w Cannes - gdzie pokazywano najnowszy film Pedra Almodóvara "Skóra, w której żyję" (premiera w Polsce 16 września), w którym gra główną rolę - jest królem bankietów. Wszędzie słychać jego głośny śmiech. Po angielsku mówi już swobodnie, choć intonacja i tempo, w jakim padają poszczególne słowa, wskazują na hiszpańskie korzenie aktora nawet bardziej niż jego słynna latynoska uroda.
Podczas festiwalu filmowego śpi się niewiele. Pierwsze pokazy zaczynają się już o 8.30, ostatnie kończą po północy. Wprost z Pałacu Festiwalowego limuzyny wiozą gwiazdy na ekskluzywne bankiety. Ale choć Antonio bawi się doskonale, to wie, gdzie jest granica.
Od piętnastu lat z aktorką Melanie Griffith tworzą udane małżeństwo i nie zmieniły tego nawet ogniste sceny miłosne, w których występował z Penélope Cruz czy Angeliną Jolie. Mężczyzna idealny?
PANI: Jest pan jednym z nielicznych europejskich aktorów, którzy zrobili wielką karierę w Hollywood. To było pana marzenie?
Antonio Banderas: Skąd! To kompletny przypadek. Zbieg okoliczności, nic więcej. Kończyłem właśnie zdjęcia w Wenezueli i miałem wrócić do domu w Hiszpanii, gdy zadzwonił mój agent i kazał mi natychmiast lecieć do Londynu, gdzie jakiś "Americano" szukał latynoskiego aktora do filmu.
- Spotkaliśmy się w restauracji, rozmawialiśmy w cztery oczy, co było o tyle kuriozalne, że w tamtym czasie nie mówiłem ani słowa po angielsku. Nic nie rozumiałem z tego, co ten człowiek mi tłumaczył. Kiwałem więc głową, uśmiechałem się i od czasu do czasu, gdy z intonacji jego głosu odgadywałem, że zadawał mi jakieś pytanie, mruczałem: "Okay!". Po półgodzinie podaliśmy sobie ręce, a ja wróciłem do Malagi sfrustrowany i wściekły na siebie, że przeszła mi koło nosa życiowa szansa.
- Tym bardziej byłem zaskoczony, gdy kilka tygodni później odebrałem telefon od reżysera Arne Glimchera i dowiedziałem się, że dostałem rolę w filmie "Królowie mambo".
Szybko nauczył się pan angielskiego, ale hiszpański akcent pozostał.
- To nigdy nie było problemem. Może dlatego, że nie grałem brytyjskich dżentelmenów? W Hollywood zaakceptowano sposób, w jaki mówię. Na zawsze zapamiętałem to, co powiedział mi Tom Hanks, gdy dowiedział się, że intensywnie pracuję, żeby pozbyć się twardego hiszpańskiego sposobu mówienia: "Martwisz się o swój akcent? Daj spokój! Kobiety go uwielbiają!". No więc przestałem z tym walczyć.
W pana ostatnim filmie akcent nie przeszkadza. "Skóra, w której żyję" to powrót po dwudziestu latach do pracy z Pedrem Almodóvarem.
- Pedro Almodóvar jest moim najlepszym przyjacielem, a ja lubię pracować z ludźmi, których znam. Atmosfera na planie jest wtedy zupełnie inna. Pękamy ze śmiechu przy byle okazji, każde zadanie aktorskie przychodzi łatwo.
Jest dla pana ważny?
- Będzie miał zawsze specjalne miejsce w moim sercu, bo był przy mnie na samym początku mojej aktorskiej kariery. Praca z nim to jak powrót do domu z dalekiej podróży. Zna mnie na wylot, a ja poznałem chyba wszystkie jego sekrety. Gdy zabieramy się do wspólnej pracy, wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna. Nie zauważamy, że od ostatniego spotkania minęło wiele lat.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (21)
-
15.01 (18:17)~ap--ślKocham się w NIM na zabój od wielu lat ale niestety tylko platonicznie ; )ja też
-
06.08.2011 (12:24)
-
-
03.08.2011 (12:52)Kocham się w NIM na zabój od wielu lat ale niestety tylko platonicznie ; )
-
03.08.2011 (10:32)
-
03.08.2011 (07:25)Może i miły i porzadny facet,ale z tą uroda-to bez przesady....typ przedwojennego fryzjera,lub kelnera.....















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia