Przejdź na stronę główną Interia.pl

Kora

Od czego zacząć? Że jest najwybitniejszą polską wokalistką? Najbardziej wyrazistą w poglądach, piękną kobietą z czerwoną szminką na ustach? Porywającą ekscentryczką? A może tak, że to lwica o przenikliwym spojrzeniu i nieprawdopodobnie delikatnej duszy? Odważny i otwarty w myśleniu człowiek?

Spędziłyśmy ze sobą prawie cały dzień. Zaskakujący spokój, przyjazna rozmowie serdeczność, pytanie za pytaniem i ona w roli głównej. Naturalna. Piekielnie inteligentna. Krucha. Właśnie stawia czoła śmiertelnej chorobie, jest już na prostej...

Reklama

Małgorzata Domagalik: Zauważyłaś, że ostatnio stacje radiowe częściej grają Korę?

Kora: - Pewnie myślą, że niedługo umrę (śmiech).

Daj spokój. Nie chcę tego słuchać.

- Ale prawda jest też taka, że po kilku dniach spędzonych w studiu marzę tylko o tym, żeby nic nie robić. Przez sześć ostatnich dni byłam na planie "Must Be The Music...".

Gigant jesteś.

- Tak... dałam radę.

Przed tym spotkaniem od dwóch tygodni słuchałam tylko Kory. I pytałam znajomych, czy znają te albo inne słowa twoich piosenek, czy ciągle robią na nich takie samo wrażenie jak na mnie. Są wśród nich te, które wydawały mi się tak znane, a teraz odkryłam je na nowo. Jednym słowem - zakochałam się w Korze.

(śmiech)

Nic dziwnego, bo Kora jest jedna, tak?

- Moje piosenki może śpiewać każdy. Parę osób nagrało już nasze utwory, ale nie pod nazwą Maanam - np. "Oprócz błękitnego nieba", "Kocham Cię, kochanie moje", "Cykady na Cykladach".

Nikt jednak nie zmierzył się w nich z Korą?

- Powiem tak, gdyby to było takie proste, jak się wydaje, to każdy z Beatlesów po rozstaniu byłby nadal Beatlesem. Wiadomo, że tuzami byli ci, którzy naprawdę coś w tym zespole tworzyli, czyli Lennon i McCartney. Z resztą było już gorzej.

Słuchasz innych?

- Słuchanie jest nieuniknione. Chociaż akurat w samochodzie nie słucham muzyki. Lubię jeździć w ciszy. Każdy stwarza sobie swój mikrokosmos. Dzisiaj, żyjąc w takim globalnym osaczeniu przeróżnymi wiadomościami, człowiek w miarę empatyczny może się załamać. To, co się ogląda wokół, jest tak nieprawdopodobnie przygnębiające. Jest tak dużo bólu, zła, zagrożenia, stresu. I gdybyśmy nie mieli własnego mikrokosmosu, tobyśmy zwariowali. Dla mnie jest nim m.in. cisza.

Udaje się wtedy nie zwariować?

- Teraz mam trochę inne tempo życia, inaczej się ono układa. W każdej dekadzie życia są inne przyjemności. Niczego nie można wmówić człowiekowi, który chce żyć w miarę normalnie. Bo jak mówimy, że życie to ból, że człowiek tylko cierpi, to - chociaż mam ogromnie dużo współczucia dla ludzi, którzy przeszli wojny, traumy, są chorzy, samotni - nie jest to przecież cała prawda o życiu. Tak nie można na nie patrzeć.

- Nie jestem optymistką, bo takim hurraoptymistą był Marek (Jackowski, pierwszy mąż Kory - przyp. red.). Jego optymizm był wrodzony, ale i taki, powiedziałabym, mądry. Ja jestem perfekcjonistką. Na marginesie, perfekcjonista samouk to taki przypadek, którego trzeba unikać jak ognia (śmiech). Tak czy inaczej, zawsze starałam się wypośrodkować między optymizmem a pesymizmem.

Upływ czasu w sposób naturalny nie zaburza tych proporcji?

- Każdy człowiek ma coś, czego w sobie nie lubi. Brzydniemy, starzejemy się, słabniemy. Słabną nam także funkcje intelektualne.

Zaakceptować?

- Ależ oczywiście, że tak. Ale też słuchać siebie, bo pewne wzorce, które są bardzo komercyjnymi wzorcami życia, nie zawsze są dla nas. Jedne są dla matek z dziećmi, inne dla młodych i dla ludzi w średnim wieku. A teraz średni wiek to 50, 60 lat. Przy starzejącym się społeczeństwie to dziś ogromny odbiorca. I co mu się wmawia? Nie sprzedaje się kulek oświeceniowych na starość, tylko botoks, mezoterapię, kwas hialuronowy itd. To wszystko można robić...

...ale...

- Jak chce się wyglądać jak kot albo jak wąż... (śmiech) Natomiast kiedy słyszę, jak Demi Moore mówi, że to, że tak świetnie wygląda, to od jogi... To jest wciskanie kobietom ciemnoty. Mnie to tak wkurza. Trzeba to wyśmiewać.

Bulwersują cię jej związki z młodszymi partnerami?

- Mnie nie. Absolutnie. Tym bardziej że to nie jest pojedyncze zjawisko, na to jest już zgoda obyczajowa. Poza tym ono nie dotyczy tylko majętnych kobiet, ale samodzielnych, i partnera, który zdaje sobie sprawę z tego, że nigdy nie będzie do końca samodzielny.

A zawrót głowy?

- Czyli?

No ten twist, który nagle unosi nas nad ziemią?

- Jeżeli jest twist z dwóch stron, to jest huragan uczuć. Natomiast jeżeli kobieta bierze młodszego na całe życie, to jest rzeczywiście karkołomny pomysł. To samo dotyczy mężczyzn. Jeżeli to jest po to, żeby sobie życie ubarwić i żeby w nim były miłe momenty, bo tak też się dzieje, to dlaczego nie? Mówi się, że warto łapać miłe chwile, prawda?

Ile lat jesteście razem z Kamilem, od niedawna twoim mężem?

- Poznaliśmy się prawie czterdzieści lat temu. Nikt nie jest święty w związku, ale myśmy byli sobie przeznaczeni. Jednej rzeczy nie rozumiem. Jak można do swojego domu wprowadzać jednego mężczyznę, drugiego, trzeciego, zdarza się, że i czwartego. I z każdym na nowo zakładać gniazdo, dom. Z człowiekiem kompletnie innym od tego poprzedniego. Czyli - do ilu rzeczy trzeba się znowu przyzwyczajać. Dla mnie to jest potworne naruszenie własnej intymności. Romans, voilà, ale wpuszczać do domu? To łóżka zmieniamy? Mam luksusowe łóżko, kosztowało, nie powiem ile, i co, będę wyrzucać? W moim cudnym łóżku leży się tak jak w raju (śmiech).

Dowiedz się więcej na temat: Kora

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje