Heidi nie prosi o piosenki
Jest charyzmatycznym muzykiem o niezwykłym głosie i wrażliwości. W Polsce zachwyca go historia, w Kalifornii szuka spokoju. Komponuje na iPadzie, a każdą wolną chwilę spędza z żoną, modelką Heidi Klum, i czwórką dzieci.
Godzina 15. Ukryta w bujnej zieleni willa hotelu Sunset Marquisw West Hollywood. Tak tu cicho, że zaczynam nerwowo sprawdzać w kalendarzu, czy na pewno jestem we właściwym miejscu. Spotkania dziennikarzy z gwiazdami wyglądają zazwyczaj zupełnie inaczej: głośne, pełne zamieszania i agentów public relations biegających z krótkofalówkami. Tymczasem tu panuje absolutny spokój.
"Przepraszam, byłam umówiona z Sealem…" - mówię niepewnie do kobiety wpatrzonej w swój telefon komórkowy. "O, Magda, tak? Wejdź!" - zaprasza. "Dlaczego nikogo tu nie ma?" - pytam. "Seal ma taki styl - tłumaczy mi - nie lubi tłumów, chce mieć szansę zaprzyjaźnić się z dziennikarzem, nawiązać z nim prawdziwy kontakt, nie interesuje go przekrzykiwanie się na konferencji prasowej. Skąd jesteś? Jakie było lato w Europie? Lubisz Kalifornię? Jeździsz na nartach? Seal też! Jego ulubione miejsce to Whistler, trzeba polecieć do Vancouver, to dwie godziny stąd. Wiesz, że oni Heidi tam się zaręczyli?" - zarzuca mnie informacjami, jakbyśmy znały się od wieków.
Seal czeka w przestronnym pokoju na piętrze. "Wrócę po ciebie za godzinę. Pokochasz go, wszyscy go kochają" - mówi jego agentka, odprowadzając mnie na górę. Seal ubrany w lekki popołudniowy garnitur i czarny krawat siedzi na kanapie.
PANI: Tego lata znowu odwiedziłeś Polskę.
Seal: Mam sentyment do twojego kraju. Po raz pierwszy znalazłem się w Polsce w szarych i mrocznych latach 80. Wracałem z bardzo długiej podróży - trasy po Tajlandii - i miałem przesiadkę w Warszawie. Kiedy wróciłem do wolnej już Polski, zachwyciło mnie, jak wiele może się zmienić w tak krótkim czasie. Warszawa 1989 i Warszawa 2011 to dwie różne planety. I to kolejna rzecz, którą możesz dopisać do listy moich inspiracji - wola i siła ludzi, by zmienić coś na lepsze. Ale to niejedyny powód, dla którego cenię Polaków.
- Na świecie panuje tendencja, by wszystko, co złe, wymazywać z pamięci - burzyć pałace dyktatorów, zacierać ślady po wojnach. Moja prywatna historia nauczyła mnie, że trzeba pamiętać wszystko - i to dobre, i to złe. Uważam, że inaczej stajemy się pozbawionymi świadomości chwilowymi bytami. Polacy tymczasem nie tylko zachowali ślady po komunizmie, ale również twórczo je wykorzystali. Zaadaptowali starą przestrzeń dla sztuki, zrobili z niej miejsca spotkań młodych ludzi. Jestem zapalonym fotografem i robię mnóstwo zdjęć, gdy jestem w waszym kraju.
Twój ostatni koncert w Polsce przypadł na dzień, w którym świat obiegła wiadomość, że Amy Winehouse nie żyje. Zadedykowałeś jej wtedy "Kiss From A Rose". Znaliście się?
- Niestety nie mieliśmy okazji się poznać. Ale wiadomość, że umarła, bardzo mnie dotknęła. Doskonale potrafię wczuć się w jej położenie. Mówi się: "Uważaj, czego pragniesz", i nie ma lepszego powiedzenia oddającego sytuację młodego muzyka, który odnosi wielki sukces. Ceną są często samotność, brak zaufania do ludzi. By wytrzymać presję sukcesu, trzeba mieć albo ogromne doświadczenie za sobą, albo solidny mur z prawdziwie oddanych ci osób. Bycie na szczycie nierzadko jest najbardziej przykrym i traumatycznym doświadczeniem w życiu artysty.
- Amy miała 27 lat, kiedy umarła, ja w jej wieku dopiero zaczynałem odnosić sukcesy. I mimo grubej skóry, w którą byłem już wtedy uzbrojony, pamiętam, że na początku łatwo było mi zapomnieć, kim jestem i dlaczego robię to, co robię. Jednego dnia idziesz ulicą i nikt cię nie zauważa, drugiego twoja twarz jest na okładkach magazynów, twój głos płynie z radia i ludzie oczekują od ciebie czegoś zupełnie innego. Masz sprostać ich wyobrażeniu o sławnej osobie. Tymczasem ty się jeszcze nie zmieniłeś. Jesteś tym samym anonimowym chłopakiem, a masz udawać kosmitę. Nie wyobrażam sobie, z jakim obciążeniem musi żyć Justin Bieber. Przecież to tylko dziecko.
Tobie i twojej rodzinie udaje się prowadzić w miarę normalne życie?
- Każdy sławny człowiek, który odpowie na to pytanie "tak", kłamie. To niewykonalne. Staramy się z Heidi, by życie naszych dzieci było wesołe, ale nie łudzę się, że będą mogły chodzić po świecie jak syn i córka państwa Smith.
Macie czwórkę dzieci. Przy tak dużej rodzinie przyziemne troski rodzica: szkoła, dom, lekcje, choroby, dopadają chyba nawet sławnych ludzi.
- Mamy wokół siebie sporo osób, które nam pomagają. Znajdujemy więc czas tylko dla siebie. Niedawno wybraliśmy się we dwoje w podróż do Indii, do miasta Waranasi. Oczywiście dla nas, rodziców, takie doświadczenie jest trudne emocjonalnie. Gdy widzisz przerażającą biedę, dzieci celowo okaleczane, by żebrać, to bywa ciężkie do zniesienia.
- Ale Indie mają też piękną twarz. Ujmuje mnie w tym kraju to, że ludzie mówiąc do ciebie, patrzą ci prosto w oczy i w pełni się na tobie koncentrują. Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale to właśnie tam odbyłem jedną z najgłębszych rozmów mojego życia, mimo że mój rozmówca nie znał angielskiego, a ja w hindi umiem powiedzieć tylko: "Czy mogę zrobić ci zdjęcie?". Był uczniem jogina. Usiadłem naprzeciwko i konwersowaliśmy jakieś 45 minut. Nawiązaliśmy rodzaj porozumienia ponad językami.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Witam Panie, wysłałam do Fundacji zajmującej się... więcej
Reklama
Wasze komentarze (31)
-
02.12.2011 (09:47)
-
30.11.2011 (11:00)Jest swietny i ma charyzme w głosie no i jest kurcze bardzo przystojny:):)
-
-
28.11.2011 (14:26)~adnieszkadobrze ze to nie ja z nim jestem...jakbym zobaczyla to cos w sypialni...brrrrrrrrrrr
"to"???!!!jestes madra inaczej!albo sie taka pusta urodzilas ,albo ta nietolerancje z domu wynioslas!jezeli to drugie ,to "pogratulowac" rodzicow! -
28.11.2011 (14:09)Uwielbiam Seal'a!! i strasznie zazdroszcze go Heidi... :( jest booooski <3
-
28.11.2011 (13:59)dobrze ze to nie ja z nim jestem...jakbym zobaczyla to cos w sypialni...brrrrrrrrrrr.......UWAŻASZ, ZE TYLKO PIĘKNO JEST PIĘKNE,,,,,tragedia ,ze są tacy puści ludzie .













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia