Dzieci nie pytają, a ja im nie mówię
Sukces "Titanica" Jamesa Camerona okazał się dla jej kariery przekleństwem. Długo musiała mierzyć się z wizerunkiem nieszczęśliwej kochanki. Odnalazła się w kinie offowym i tą drogą wróciła na hollywoodzki szczyt. Dostała Oscara za rolę w filmie "Lektor" Stephena Daldry'ego. A potem zadzwonił do niej Roman Polański...
Pojawiła się na festiwalu w Wenecji w olśniewającej sukni od Stelli McCartney i fotoreporterzy oszaleli. Wcale nie dlatego, że zdobycie zdjęcia Kate Winslet stanowi jakąś trudność (mieszka pod Londynem i nigdy w szczególny sposób nie chroniła swojej prywatności). Ale zawsze była zbyt „zwyczajna”, pospolita. Nie zwracała uwagi na wygląd.
Zabiegana, z dwójką dzieci u boku, rzadko kiedy pojawiała się na czerwonym dywanie. A jeśli nawet, to wkładała niepasujące do jej kształtów workowate ubrania. Tym razem było inaczej, ale też inaczej aktorka wyglądała. Wciąż miała niezwykle kobiecą figurę, ale wyraźnie schudła. Rozjaśniła włosy, a przede wszystkim nabrała pewności siebie.
I nic dziwnego, bo to jej najlepszy rok od 2006 (gdy pojawiło się sześć filmów z jej udziałem). Lepszy nawet chyba od 2009, gdy odebrała Oscara za „Lektora” Stephena Daldry’ego. W HBO emitowany jest serial „Mildred Pierce”, w którym gra ambitną bizneswoman z okresu wielkiego kryzysu. We wrześniu dostała za tę rolę nagrodę Emmy – telewizyjny odpowiednik Oscara. A na ekrany kin wejdzie wkrótce (u nas na początku przyszłego roku) „Rzeź” Romana Polańskiego, w której zagrała jedną z głównych ról.
Spotykamy się po uroczystej premierze w Wenecji. Kate jest rozluźniona i zadowolona, na co może mieć wpływ i to, że w porannej prasie obraz Polańskiego okrzyknięto rewelacją, a samą Winslet chwalono za rolę. Sącząc cappuccino w – tym razem – czarno-białej, mocno dopasowanej sukience, patrzy na mnie z zagadkowym uśmiechem.
PANI: Jak wyglądał casting do filmu Romana Polańskiego?
Kate Winslet: - Nie mam pojęcia. Myślę, że jeśli chodzi o główne role, to reżyserzy tej klasy co Polański dostają od producenta wolną rękę, bo nie ma chyba na świecie aktora, który nie chciałby zagrać u Romana. W moim przypadku wyglądało to tak, że reżyser zadzwonił do mnie i powiedział, że chętnie zobaczy mnie w swoim najnowszym filmie.
Zapytał czy…
- O nic nie pytał! Po prostu oznajmił, że ma dla mnie rolę. Chyba nie brał pod uwagę odmowy. I słusznie, bo ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym mu powiedzieć „nie”. Prawdę mówiąc, byłam tak szczęśliwa, że nie pamiętam nawet, co mu odpowiedziałam. Zapewne usłyszał w słuchawce kilka westchnień i pisków, co słusznie odebrał jako moją zgodę.
Kto był największą gwiazdą na planie zdjęciowym: pani, Jodie Foster, Christoph Waltz czy może Roman Polański?
- Panowała tak doskonała, kumpelska atmosfera, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Choć przyznaję się, że pierwszego dnia umierałam ze strachu, a Jodie i Christoph prawie do nikogo się nie odzywali, więc założę się, że też nie było im łatwo. Tylko Roman nie miał żadnej tremy. Od początku był bardzo rozluźniony, pełen pomysłów i energii. Wszyscy wpatrywali się w niego jak w obrazek, a on wtedy dostawał skrzydeł. To prawdziwy geniusz.
Na czym to polega?
- Na tym, że umie w bardzo krótkim czasie wprowadzić aktorów na najwyższe artystyczne obroty. Zawsze wie, co chce osiągnąć, a przede wszystkim, jak tego dokonać. Jego instrukcje są krótkie, precyzyjne i niezwykle proste. Nie ma mowy o błądzeniu, powtarzaniu w nieskończoność jakichś scen, ujęć. Roman mówi: „Zrób to w ten sposób”. I to zawsze działa. Kręcenie filmu z nim jest zaskakująco łatwe.
Z innymi twórcami tak nie jest?
- Od reżysera zależy wszystko. Atmosfera pracy, czas, wysiłek, który trzeba włożyć. Ale kręcenie filmu to praca zespołowa. Im jestem starsza, a przez to bardziej doświadczona, tym częściej zauważam, że wiele rzeczy kompletnie ode mnie nie zależy. Kiedyś to ja stanowiłam problem dla reżysera. Moje fobie i kompleksy podczas niektórych ujęć…
Ma pani na myśli sceny miłosne?
- To zabawne, że jako młoda aktorka, obdarzona niezłym ciałem, nienawidziłam patrzeć w lustro, a co dopiero paradować nago przed kamerą. W noc poprzedzającą zdjęcia z nerwów nie mogłam spać. Teraz, gdy myślę o moich kompleksach, chce mi się śmiać.
Dlaczego nie akceptowała pani swojego ciała?
- To przez naprawdę okropne dzieciństwo. Miałam nadwagę i stałam się w klasie obiektem niewybrednych żartów. Nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Koleżanki po szkole wychodziły do miasta, do kina… Mnie nikt nigdy nie zaprosił.
Nie miała pani w nikim oparcia?
- Tylko w rodzicach. Tata zawsze powtarzał: „Jesteś fantastyczną młodą damą, a to, co inni o tobie mówią, jest zupełnie bez znaczenia”. Dziś już nie tak łatwo mnie zranić. Ale przełomem dla mnie było odkrycie, że w zasadzie każda kobieta ma sobie coś do zarzucenia.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (36)
-
07.11.2011 (19:34)
-
07.11.2011 (15:32)"zabiegana, z dwójką dzieci"..ludzie ona o niczym nie mówi tylko o sobie dietach i figurze
-
-
07.11.2011 (11:39)
-
07.11.2011 (08:59)
-
06.11.2011 (22:43)~gallPrawda jest taka, że to Titanic zrobił z niej gwiazde a teraz kokietuje!
a Ty w którym filmie zdobyłeś/łaś gwiazdorstwo? ludzie leczcie się














Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia