Przejdź na stronę główną Interia.pl

Doceniam drobiazgi

Uwielbia niespodzianki, zwłaszcza te przygotowywane przez męża. Lubi jeść kalmary i pić białe wino w restauracyjnym ogródku, kiedy ma pewność, że nikt nie zrobi jej zdjęć telefonem komórkowym. Przyznaje, że przeklina - kiedy ogląda mecz i coś idzie źle. Jolanta Kwaśniewska rozmawia ze Styl.pl o stylu właśnie.

Aleksandra Aniekwe, Styl.pl: Jest Pani prowadzącą program telewizyjny "Lekcja stylu" i autorką książki pod tym samym tytułem, co Pani zdaniem znaczy mieć styl?

Reklama

Jolanta Kwaśniewska: Po pierwsze, dobrze czuć się we własnej skórze, nie czuć się przebraną. Nie zawsze ulegać na siłę modom, mieć wzgląd na swoją metrykę. Należy rozglądać się wokół siebie, żeby umieć z mody wybierać to, co dla nas najbardziej odpowiednie. Po drugie styl to też sposób zachowania, kindersztuba, którą dobrze abyśmy wynosili z domu. Dla mnie taki dobry styl to coś ulotnego, co powoduje, że oglądamy się za kimś przechodzącym obok i mówimy "łał!".

Czy stylu można się nauczyć, jeśli nie wynieśliśmy dobrych wzorców z domu?

Jolanta Kwaśniewska: Można. Jeśli ktoś jest wnikliwym obserwatorem i wie, gdzie tych wzorów szukać, to zdecydowanie tak. Chociaż najważniejszą rzeczą jest to, aby już małe dzieci uczyć słów wytrychów takich jak: dzień dobry, dziękuję, przepraszam. A w dorosłym życiu bardzo ważne jest dla mnie także to, o czym piszę w mojej książce, że o ludziach mówimy albo dobrze, albo wcale. Dobry styl to też nasz stosunek do innych. Nawet najlepiej ubrana osoba nie będzie osobą w dobrym stylu, jeśli zachowuje się w sposób nieprzyzwoity.

W Pani domu przywiązywano dużą wagę do zachowania?

Jolanta Kwaśniewska: Do zachowania tak. W moim domu panowały dość surowe reguły. Tata był dla nas wymagający. Natomiast mama była najczulsza, najwspanialsza. Jednocześnie to właśnie z domu wyniosłam te wszystkie słowa klucze i wytrychy, które są tak ważne i które pomagają otworzyć niejedno ludzkie serce. Mama była osobą ogromnej wrażliwości i tej wrażliwości nas nauczyła.

Była Pani wychowywana jak mała dama?

Jolanta Kwaśniewska: (śmiech) Nie, nie byłam. Jeśli chodzi o taki kobiecy styl, to absolutnie nie. Na co dzień ubierałam się w trampki, krótkie spodnie. Włożenie sukienki było dla mnie karą. Byłam obcięta zawsze na "poleczkę", a do moich kolan ze strupami sukienka niekoniecznie pasowała.

Czyli nie była Pani "ofiarą mody"?

Jolanta Kwaśniewska: Oj, nie. W tamtym czasie nie. Chociaż pamiętam, że mama miała taką fantastyczną pomadkę, tata przywiózł ją gdzieś ze świata. To była krwista, paryska ostra czerwień. Podbierałyśmy mamie tę szminkę, która bardzo długo trzymała na ustach. Miałam wtedy może ze 4-5 lat. Razem z moimi siostrami - starszą i młodszą - uwielbiałyśmy urządzać sobie przebieranki.

Największa zbrodnia modowa, jaka wydarzyła się w moim życiu, dotyczyła wspaniałych szpilek - czarnych, zamszowych z drobnych paseczków, wiązanych wokół kostek. Ponieważ nie mogłam tych pasków w żaden sposób zawiązać, obcięłam je w wielkiej złości i ze strachu przed rodzicami wyrzuciłam przez balkon. Na moje nieszczęście spadły prawie pod nogi mamy, która wracała akurat ze sklepu… Nie dostałam wtedy lania, co sobie bardzo cenię, a zasłużyłam na nie...

Czy damy mogą przeklinać?

Jolanta Kwaśniewska: Gdzieś, w ciszy własnego domu, zawsze w emocjach. Myślę, że to dobre nawet dla naszego zdrowia psychicznego. Najważniejsze jest, żeby tych paskudnych słów nie mówić tym, którzy na to nie zasługują, a zwłaszcza tym, których kochamy. Niedopuszczalne jest dla mnie, aby do dziecka, czy ukochanej bliskiej osoby mówić wulgarnie.

Zdarza się Pani przeklinać?

Jolanta Kwaśniewska: Przyznam się, że tak - kiedy oglądam jakiś mecz i coś źle idzie. Nie jestem ogromną fanką piłki, jak mój mąż, ale ubóstwiam z nim oglądać ważne mecze. I jeśli coś nie wychodzi na boisku, to ja ostrym słowem sobie huknę i jest mi lżej. Podobnie było z prowadzeniem przeze mnie samochodu. Zdarzyło się, że w mojego nowo odebranego malucha uderzył inny samochód i uszkodził trochę zderzak - siarczyście zaklęłam...

W Pani książce jest wiele przydatnych porad. Ciekawym pomysłem jest opisanie historii stroju na początku poszczególnych rozdziałów.

Jolanta Kwaśniewska: Przyznam się szczerze, że kiedy prowadziłam poszczególne odcinki "Lekcji stylu" zastanawialiśmy się czy w jednej z ramówek, nie omówić tak kluczowych dla świata mody zagadnień jak: jedwab, bureta, co to są wełny, jak wyglądają różne sploty, żakardy itp. Sporo osób nie wiedziało, o co chodzi.

Ja tę wiedzę wyniosłam z domu. Moja mama szyła. Potrafiła nazwać każdy z tych materiałów. Gabardyna, wielbłądzia wełna i wiele innych. Uważam, że to jest wiedza naprawdę bardzo cenna i potrzebna. Sama dla siebie też szyłam na studiach - takie najbardziej zwariowane modowe rzeczy. W tych najgorszych czasach głębokiego PRL-u lat 70. byłam bardzo dobrze ubrana.

Kto jest Pani ulubionym projektantem?

Jolanta Kwaśniewska: Kocham Tomka Ossolińskiego za tę ostatnią kreację, którą dla mnie zaprojektował. Jest wyrafinowanym, świetnym krawcem. Cenię sobie przede wszystkim jakość. Ale przyznam szczerze, że mam wielu projektantów, którzy dla mnie projektowali - choćby niedoceniana Ewa Minge, która ma niezwykłą imaginację i jest szalenie pracowitą dziewczyną. Przyglądałam się kiedyś kalendarzowi wydanemu za granicą i zwróciłam uwagę na piękny projekt sukni - i ta najładniejsza suknia to była właśnie suknia Ewy Minge. Lubię też projekty Teresy Rosati, Maliny Sobiech, która ubierała mnie bardzo często i była moją przyjaciółką od serca, kiedy coś mi się waliło na głowę.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje