Dasz radę kobieto!
Była pediatrą w Szydłowcu, do polityki poszła, by udowodnić mężowi, że wygra wybory. Emocjonalna - kłóci się z premierem. I szybko jeździ samochodem. Córkę kocha obsesyjnie. Jej pasja to trudne decyzje i medycyna sądowa. Dom? Od jedenastu lat hotel sejmowy. Pierwszy sukces jako marszałkini? - Żadnej kłótni w parlamencie! - mówi Ewa Kopacz w rozmowie z "Twoim Stylem".
Twój Styl: Dobrze się siedzi w fotelu marszałka?
Ewa Kopacz: Bardzo! (śmiech). Jest wygodny i łatwo się w nim zasiedzieć, ale ja unikam przywiązywania się do stanowisk. Choć rzeczywiście z tego fotela wszystko wygląda inaczej niż z ław poselskich - mam widok na całą salę!
Usiadła pani pierwszy raz, rozejrzała się i...
- Trema! A po chwili myśl, że przez cztery lata miałam pod nadzorem jeden z najtrudniejszych resortów - Ministerstwo Zdrowia, i że jeśli tam sobie poradziłam, to i tu dam radę.
Nie wszyscy uważali, że dała pani radę. Pani decyzjom towarzyszyły nieustannie kontrowersje. Którejś pani żałuje?
Wielu musiała pani bronić. Przypomnijmy: szczepionka przeciwko świńskiej grypie, refundacja in vitro, zmiany w leczeniu chorych na raka, refundacja recept. Najtrudniejsza...
- Szczepionka przeciwko świńskiej grypie... Mówiło się, że cała Europa ją kupuje, a w Polsce ludzie będą umierać.
Nie kupiła jej pani, a potem zobaczyła na "pasku" w telewizji, że do szpitala trafił w Polsce pierwszy chory z objawami świńskiej grypy i... EK:
...chwyciłam za telefon. Dzwoniłam do szpitala, pytałam o stan chorego. Analizowałam każdy przypadek, by się upewnić, że panuję nad sytuacją. Miałam informacje podające w wątpliwość skuteczność szczepionek, ale nie mogłam ich ujawnić - były tajemnicą handlową. Wielka odpowiedzialność.
A gdy chciała pani odebrać kobietom możliwość znieczulenia porodu na życzenie?
- Nigdy nie odbierałam kobietom prawa do znieczulenia. Ono było i jest dostępne w określonych wskazaniach. Nie może być medycyny na życzenie. Gdyby tak było, lekarz i pielęgniarka byliby niepotrzebni.
Lekarz nie jest rodzącą kobietą. Nie wie, co czuje, jaki ma próg bólu.
- Niska tolerancja na ból jest właśnie jednym ze wskazań do znieczulenia! Tak zawsze mówiłam, ale media to przemilczały.
Lubi pani iść pod prąd, tak jak z tymi szczepionkami, znieczuleniami?
- Nie boję się podejmować decyzji, nawet jeśli wiem, że za chwilę w oczy zajrzy mi czarny PR.
Tak było, gdy znalazła pani klinikę, która przeprowadziła aborcję u nastolatki - pół Polski komentowało, że przecież jest Pani katoliczką.
- To był trudny czas. Także dla mojej mamy, praktykującej katoliczki, a ja nie chciałam udawać, że nie ma w prawie zapisu regulującego tę sytuację. Niezależnie od tego, co czułam, uznałam, że nie mogę się kierować osobistymi przekonaniami. Wykonywałam swoją pracę jako urzędnik.
Uważa pani, że urzędnik przestaje być człowiekiem?
- Jest człowiekiem! W tym wypadku człowiekiem na urzędzie i musi kierować się prawem. Podjęłam decyzję zgodnie z nim, a czy zgodnie z moim sumieniem, to inna sprawa.
Pani chyba nie lubi się tłumaczyć?
- Mówię, co myślę, prosto w oczy, choć to może sprawiać przykrość i nie jest politycznie poprawne.
Kiedy ostatnio krzyczała pani na premiera Donalda Tuska?
- Taka odważna nie jestem, ale rzeczywiście walczę do końca. Gdy minister finansów chciał zabrać mojemu ministerstwu 400 milionów, powiedziałam: "Nie zgadzam się! Obiecałam leki chorym na AIDS". Premier zapytał: "Komu mam zabrać?". Odpowiedziałam: "Pana problem. Ja żądam pieniędzy!". Czasem Donald Tusk ucinał dyskusję: "Zanudza nas pani żądaniami!". Ale niekiedy osiągałam swoje, choć kosztem opinii, że jestem chimeryczna.
Mimo to pani pozycja w rządzie była wysoka. Słyszałam teorię, że "osiągała pani swoje", bo leczyła pani siostrę premiera.
- To prawda. Przyjaźnię się z Sonią, siostrą Donalda Tuska. Jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Doskonale się rozumiemy i potrafimy rozmawiać godzinami. Nie zdarzyło się, żebym się z nią nie spotkała podczas pobytu w Gdańsku.
Słyszałam, że dyskrecja jest pani mocną stroną.
- Właśnie. A wie pani, że ja w ogóle nie plotkuję? Gdy spotykam się z koleżankami, to zamiast plotkować, planujemy wspólne podróże.
Dokąd się teraz wybieracie?
- Powiedziałyśmy sobie, że już nie jesteśmy młode, mamy kręgosłupy zniszczone od chodzenia na szpilkach, więc pojedziemy na turnus rehabilitacyjny. Mamy już adresy, ale podróż to ciągle niespełnione marzenie. Pracujemy dużo, brakuje czasu. Przez ostatnie cztery lata tylko raz byłam na urlopie, ale całe dziesięć dni.
Całe?!
- Tak. Remontowałam mieszkanie w Gdańsku.
Czyli urlop w pracy, nie na plaży. Nie liczy się.
- Ależ ja się relaksuję przy pracy fizycznej! Gdy mam wszystkiego dość, potrafię zamiast do pralki wrzucić ubrania do wanny i prać ręcznie. Zrobiłam tak, kiedy zostałam marszałkiem.
Pracowitość odziedziczyła pani po rodzicach?
- Rodzice to byli przyzwoici ludzie. Odkąd pamiętam, zawsze ciężko pracowali. Nauczyli mnie szacunku nie tylko dla pracy, ale przede wszystkim dla innych.
Mówili, że musi pani skończyć studia?
- Tato bardzo chciał, ale nie sugerował, jakie.
A pani wybrała medycynę.
- Mama chorowała na astmę. Z dzieciństwa pamiętam jej sine usta podczas napadów duszności. I karetkę pod domem. Tato gotował wtedy zupę pomidorową - jedyną, jaką umiał. Kiedy szliśmy odwiedzić mamę w szpitalu, mówił mnie i bratu, jaką zupę "jedliśmy", żeby się nie martwiła, że ciągle jemy to samo. Uznałam, że jeśli zostanę lekarzem, to mama nie będzie jeździć do szpitala - będę ją leczyć w domu.
A z lekarza stała się pani politykiem. Co na to rodzice?
- Mama, gdy widzi w telewizji kłótnie w sejmie, mówi: "Dziecko, po co ci to, masz piękny zawód! Daj sobie spokój z polityką!".
Co pani odpowiada mamie?
- "Gdyby każdy tak odchodził z polityki, to w niej zostaliby tylko ci, którzy nie umieją się dogadać. Mamo, kocham cię, ale to mój wybór. Myślę, że kiedyś znowu przyjdzie czas na bycie lekarzem - nie zapomniałam o tym". Gdy ktoś teraz pyta, jaki mam zawód, mówię "lekarz".
Ktoś panią o to pyta?
- Jakiś czas temu policjant. Zatrzymał mnie, gdy wiozłam córkę na lotnisko. "No, pani Ewo, jaki jest pani zawód?"- usłyszałam. - Jestem lekarzem". A on dalej to samo. Chciał usłyszeć, słowo "poseł". A najgorsze to zasłaniać się immunitetem. Powiedziałam: "Niech pan pisze mandat, spieszę się". Skończyło się na pouczeniu.
Dużo dostała pani mandatów za przekroczenie prędkości?
- Jeden, ale nie za to, chociaż tak, jeżdżę szybko. Temperament mam po mamie. Rządziła w rodzinie. Tata był spokojny i uległy. Gdy zostałam politykiem, prosił: "Jak będą cię źle oceniać, nie bierz tego do siebie - ludzie mają lepsze i gorsze dni".
Sprawdziło się?
- Niestety nie. Choć mam szczęście - przyjaźnię się z posłankami Krystyną Skowrońską i Teresą Piotrowską. Dwie bliskie osoby w polityce to dużo.
Pierwsze sukcesy marszałek Ewy Kopacz to...
- Że w sejmie nie było jeszcze awantury. Nawet przy dwóch różnych uchwałach w związku z 30. rocznicą stanu wojennego.
Jak się to pani udało?
- Nauczyłam się na pamięć regulaminu sejmu, a on jasno mówi, że to marszałek ustala porządek obrad. Miałam więc "władzę" niezbędną do wyegzekwowania swojej woli, jednak odwołałam się też do zwykłego poczucia przyzwoitości. Powiedziałam: "Pamiętam ludzi w szpitalu - pobitych w stanie wojennym. Dziś uczcimy minutą ciszy pamięć ofiar. Nie zbezcześcimy". Udało się. Oby tak dalej, bo chcę zmienić opinię Polaków na temat sejmu.
Cały wywiad przeczytasz w najnowszym numerze magazynu Twój STYL
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Witam Panie, wysłałam do Fundacji zajmującej się... więcej
Reklama
Wasze komentarze (48)
-
09.02 (00:00)
-
08.02 (21:03)boze żeby w polskim sejmie były takie babeczki, to bylo inaczej...niech sie Pani sklonuje, zdrowia w tym meskim grajdołku Pni Ewo...:)
-
-
08.02 (12:23)no wiadomo nepotyzm to najwieksza tragedia dla Polski. z tak na marginesie czy nie ma ciekawszych kobiet w tym kraju, z ktorymi mozna przeprowadzic wywiad??Twoj styl juz nie reprezentuje stylu tylko tabloid - przykre
-
30.01 (18:27)Tej kobiecie , kobiecie ? hymmm podziekujemy .Arogancka , pewna siebie i majaca interesy Polakow w tyle .Interesuje ja Tusk i rzadzenie ,chora kobieta !!!
-
29.01 (23:05)Ta za nią próbowali wyrugować Arłukowicza. narobiła kaszy i capnęła immunitet. Ale nie ona jedna, zobaczycie na wiosnę co po sobie zostawiła Hall ufoludek. To dopiero będzie awantura.













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia