Chciałem oddać duszę diabłu, nie wziął
Starannie udawał cynika. To ułatwiało uwodzenie kobiet i życie w PRL-u. Pieniądze? Były potrzebne, by dołączyć do towarzystwa w Bristolu. Kariera? Wydawała się podejrzana. Takie podejście do świata musiał zmienić, gdy został na Zachodzie.
Dziś Janusz Głowacki jako jeden z niewielu może o sobie powiedzieć: udało mi się w Nowym Jorku, czyli wszędzie. W rozmowie z Beatą Biały opowiada o Ameryce, jakiej już nie ma, przygodach miłosnych i o tym, dlaczego wolał być porzucany przez kobiety, niż je zostawiać.
Twój Styl: Od 50 lat twoja ulubiona knajpa jest w Bristolu...
Janusz Głowacki: Bo to znakomite miejsce. Popatrz, jak tu dyskretnie - da się spokojnie porozmawiać. Tutaj w męce robiłem korektę ostatniej książki "Good night, Dżerzi". Kelnerzy wzruszeni moją ciężką pracą pozwalali siedzieć do trzeciej nad ranem i podawali drinki za darmo. A stary Bristol, ten z początku lat 70., był iluzją Zachodu, luksusu: Francja elegancja, ucieczka z PRL-u. Bez marynarki i krawata nie wpuszczano, więc bywalcy trzymali je w szatni na stałe.
- Selekcja gości była bezwzględna - żule ani klasa robotnicza nie mieli wstępu, zresztą było dla nich za drogo. Tu kłębili się utracjusze, niedobitki przedwojennych sfer wyższych, aferzyści, artyści, grała orkiestra, był parkiet, tańczono, a Zbyszek Cybulski rozpaczał, że go Wajda przestał brać do filmów. - Tu uwodził sławnych sportowców znakomity pisarz Jerzy Andrzejewski, tańczył przepijający pieniądze niewiadomego pochodzenia sławny rotmistrz Rzeszotarski, a za nim jak cień sunął Duduś Pawlikowski - eseista i aktor, nazywany najpiękniejszym rekwizytem polskiego filmu. I oczywiście tajniacy, prywaciarze, badylarze, synowie kuśnierza Skórki, szewców Śliwki i Filantropa, pierwsza liga prostytutek, czyli Iza Drabina, Paszcza, Paskuda, Patelnia, Pstynka, Czar Starówki.
- No i cinkciarze przekręcający zagranicznych gości. Himilsbacha nie wpuszczano. Maklakiewicza tak. Tu przyszła po występach w Kongresowej Marlena Dietrich. I oczywiście paru tajniaków, którzy po dwunastej skarżyli się na niską jakość aparatury podsłuchowej. Mówili: "Jak my mamy was podsłuchiwać na takim ch...ym sprzęcie? Japończycy to mają".
Ile miałeś lat?
- Dziewiętnaście, dwadzieścia...
Stać cię było na snobizm?
- Na studiach pisałem recenzje teatralne, ale to były grosze. W jeden wieczór przepijałem erudycyjne eseje o "Weselu" i "Dziadach". Zarabiałem na tzw. szlaku handlowym, czyli studenckich wycieczkach do Czech i na Węgry. Wiozłem tam pościel i kryształy, a wracałem z francuskimi fajkami Briar, "pazlatką" i szelakiem do mebli. Fajki wstawiałem do komisu, a resztę sprzedawałem rzemieślnikom na Bagnie, czyli przy placu Grzybowskim. Paszcza i Paskuda lubiły opowiadać, a ja słuchałem i słuchałem, z entuzjazmem i podziwem, który je wzruszał.
O kobietach sporo już wtedy wiedziałeś, bo "zacząłeś" młodo. Miałeś osiem lat, gdy pieniądze na landrynki przeznaczałeś na oglądanie znajomej prostytutki od pasa w dół.
- To był najlepszy interes, jaki zrobiłem w życiu. Pani Ala pracowała w bramie w Łodzi, gdzie przeprowadziliśmy się po powstaniu. Jeżeli akurat nie miała powodzenia, śliniła palce, wykręcała żarówkę, która świeciła pod ikoną Matki Boskiej, podnosiła spódnicę, a ja wraz z kilkoma kolegami i dwiema koleżankami podziwiałem. Pokazywała porośnięte gęstym rudym włosem podbrzusze. Trwało to tyle, co przelot odrzutowca, ale było warto. Potem czekał nas długi tydzień bez landrynek.
Wciąż jesteś ciekawy kobiet czy poznałeś wszystkie tajemnice?
- Ciekawość kobiet się nie kończy. Podobnie jak ciekawość w ogóle. Na szczęście. Pod koniec życia Agata Christie napisała, że oczekuje śmierci z ogromnym zaciekawieniem.
Jaka jest podstawowa różnica między kobietą i mężczyzną?
- Mężczyźni są na ogół wyżsi.
Coś jeszcze w nas dziwi?
- Poza budową? Wspaniała kombinacja bezinteresowności i wyrachowania, poświęcenia i bezwzględności, wrażliwości, dobroci i nieprzewidywalności. Mężczyźni są na ogół łatwiejsi do rozszyfrowania. Oni o wiele mniej zaskakują. A nie ma nic bardziej miłego niż zaskoczenie.
Kobiety się zmieniły? Jak na nie dziś patrzysz?
- Mój przyjaciel, profesor krakowskiej szkoły teatralnej, powiedział, że dziewczyny na egzaminach nie mają żadnego problemu z rozebraniem się do naga, opowiadaniem o swoich preferencjach seksualnych, orgazmach i tarzaniem się w uściskach bez ubrania. A jak się zada im pytanie o ulubiony wiersz liryczny, baranieją. Bo nie wiedzą, o co chodzi. Miłosz to jest dla nich coś perwersyjnego.
Dawniej było inaczej?
- Rozbierały się z problemami. Niby chciały wyjść dobrze za mąż, ale dawały się skusić inteligencją, cynizmem. Pieniądze w Polsce nie istniały. Ci nieliczni, co je mieli, zwykle źle kończyli, więc bardzo trudno było wyjść za mąż dla pieniędzy.
Wciąż oglądasz się za kobietami?
- Staram się opanować. Kiedyś, jeszcze w PRL-u, szedłem Krakowskim Przedmieściem i niosłem siatkę ze śledziami, to było przed świętami. Naprzeciwko mnie szła prześliczna dziewczyna, która wpatrywała się we mnie jak zahipnotyzowana. Minęła mnie. Już chciałem się za nią obejrzeć, gdy ona sama dobiegła. Poczułem radosne ukłucie serca. A ona zapytała: "Bardzo pana przepraszam, gdzie pan kupił te śledzie?".
Ugodzona męska próżność?
- Mam ją chyba po ciotce Ali, która była kiedyś pięknością. Kiedy miałem ją odwiedzić w szpitalu, poprosiła, żebym nie przynosił jej żadnych idiotycznych kwiatów ani soków, tylko farbę do włosów. Wyznała, że absolutnie nie ma zamiaru stanąć przed Panem Bogiem z siwą cipką. Wszyscy jesteśmy próżni. Zwłaszcza artyści. Próżny był i Dostojewski, i Czesław Miłosz, i Franz Kafka, i Jan Himilsbach. Kiedyś Gustaw Holoubek podszedł do Himilsbacha w kawiarni Związku Literatów i powiedział "Wiesz, Janku, ty wyglądasz zupełnie jak Kirk Douglas". Na co Himilsbach pokręcił głową, uśmiechnął się marząco i powiedział: "Spencer Tracy".
Ale próżność pisarzy to już chyba Himalaje?
- Wprost przeciwnie. Pisarze są na ogół pokręceni, niepewni, samotni, zadręczający siebie i innych, zakompleksieni.
Polski facet w ogóle jest trochę zakompleksiony.
- Pewnie, że polscy mężczyźni są zakompleksieni. W każdym razie byli. Bo nie mieli pieniędzy, nie znali języków, czuli się gorsi. Jak delegacje filmowców jechały na festiwal do Cannes, nikt nie zamawiał w samolotach jedzenia, bo bał się, że za to się płaci. A gdy czterdziestu delegatów przyjechało do luksusowego hotelu Carlton, wszyscy wypakowywali zapasy jedzenia i włączali grzałki, żeby zaparzyć sobie herbatę. I wtedy w całym budynku wysiadało światło. Kompleksy nadrabiamy megalomanią, że jesteśmy najmądrzejsi, najwięcej się nacierpieliśmy, tylko świat nas nie rozumie.
Jesteś megalomanem?
- Wyjechałem do Ameryki i całkiem nieźle dałem sobie radę. Frank Sinatra powiedział, że jak ci się uda w Nowym Jorku, to uda ci się wszędzie. Bo tam jest najtrudniej. Poszło dobrze.
Zdarza ci się ulegać namiętnościom?
- Zawsze to robię. Jeśli nie ulegamy namiętnościom, to znaczy, że były słabe albo ich nie było wcale. W Nowym Jorku miałem raz dziki romans. Ona była niewiarygodnie piękna. Miała męża i dziecko. On był okropnie wpływowy, bogaty i zazdrosny. Wynajął prywatnego detektywa i szybko mieliśmy oboje podsłuch w telefonach. Zastanawiałem się, czy każe mnie zastrzelić. Ale to jeszcze bardziej kręciło. Jedziemy do jakiegoś hotelu, a tam już widzę samochód i wiem, że to raczej prywatny detektyw, ale może jednak hitman. Krótko mówiąc, to było wspaniałe.
Dlaczego się skończyło?
- Nie pamiętam. Pewnego dnia poszliśmy do łóżka i już nic, ani śladu. Kiedyś powiedziała, że jej mąż trzymał w szafie kłębowisko taśm z naszymi nagraniami, ale nie miał czasu ich słuchać, bo był za bardzo zajęty biznesem.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Tak sobie zerkam czasem do galerii i oczywiscie rzucilo... więcej
Reklama
Wasze komentarze (40)
-
08.03 (15:51)wszystko Pięknie świetny pisarz i jedno ale. Właśnie czytam "z głowy" Głowackiego i szkoda że w wywiadzie recytuje książkę, nie zmienił sensu wypowiedzi nie mówiąc już nawet o kolejności słów w poszczególnych zdaniach. To trochę przykre. Ciekawa jestem czy Pan Głowacki po prostu na "odległość" nie skopiował kawałków swojej książki nie mając ochoty się uzewnętrzniać. duży minus teraz wydaje mi się że jest strasznie mało wiarygodny a nie powiem że go nie podziwiałam. Po tym wywiadzie zweryfikuję moje zdanie o Głowackim.
-
24.02.2011 (16:36)"I że znacznie łatwiej rozstają się z kobietami niż kobiety z mężczyznami"-totalne brednie,to właśnie kobiety częściej opuszczają mężczyzn z czystego wyrachowania,zostało to jucz wielokrotnie udowodnione ale widać do tego pana nie dotarło.
-
-
23.02.2011 (16:29)Janusz, dlaczego jesteś taki stary? A ~baśka pode mną ma fajny, no ten, no... gust.
-
23.02.2011 (15:37)
-
23.02.2011 (15:33)













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia