Przejdź na stronę główną Interia.pl

Byłam Coco Chanel - część II

Przeczytaj drugą część wywiadu Anny Jasińskiej z francuską aktorką Audrey Tautou.

Twój Styl: Fałszowanie życiorysu to często wyraz słabości, kompleksów...

Reklama

Audrey Tatou: U niej to nie było tak jednoznaczne... miała niespotykaną siłę i charyzmę. Nawet gdy była jeszcze tylko utrzymanką bogatych mężczyzn, zachowywała się z taką pewnością siebie, że damy z towarzystwa zamiast potępiać, szły w jej ślady. Tak było, gdy zaczęła jeździć konno w spodniach, na dodatek siedząc na koniu okrakiem. Na początku XX wieku żadna amazonka nie siadała w siodle w ten sposób! Zdarzało się jej też polemizować z kochankiem arystokratą przy jego gościach i dowodzić jego ignorancji np. w dziedzinie sztuki. A przecież była dziewczyną bez wykształcenia. Jej główną lekturą były tanie romanse!

Twój Styl: Podobno szybko się uczyła.

Audrey Tatou: To było w niej genialne! Pracując na rolą, przeglądałam setki zdjęć Coco Chanel z różnych okresów jej życia. Studiowałam jej gesty, jak trzymała papierosa, jak siedziała, piła herbatę. Robiła wszystko z niesamowitą elegancją. Biła w tym na głowę arystokratki, choć w jej przypadku były to gesty podglądane u innych, sekretnie wyuczone. Była jak kameleon! Najbardziej niesamowite jest to, że w pewnej chwili ci ludzie naprawdę zaczęli traktować ją jak kogoś z ich towarzystwa.

Twój Styl: No, nie do końca. Żaden z jej wpływowych kochanków jednak się z nią nie ożenił.

Audrey Tatou: Jeden poprosił o rękę, ale odmówiła. Czuła już wtedy, że może osiągnąć w życiu więcej niż tylko to, co da wpływowe małżeństwo - wyższy status i materialne bezpieczeństwo. W pewnym momencie Chanel uznała, że największą wartością w jej życiu będzie praca. Że dokona samodzielnie czegoś, co zapewni niezależność do końca życia. Uważała, że taka postawa ją nobilituje. Od tej chwili czuła się lepsza od "próżniaczego towarzystwa" bogaczy i arystokratów. Raz zabrała swoją siostrę na wyścigi konne. Popatrzyła na eleganckie damy i powiedziała: "Wszyscy ci ludzie będą kiedyś zabiegać, by usiąść przy moim stole".

Twój Styl: Podobno wcale nie od razu postawiła na modę?

Audrey Tatou: Najpierw wiedziała tylko tyle, że "chce żyć jak mężczyzna". Wtedy oznaczało to po prostu - nie zależeć od nikogo, czuć się wolną. Nie wiedziała, że ma talent do mody - doskonałe oko, instynktowne wyczucie elegancji. Odkryła to, dążąc do pełnej swobody również w codziennym życiu. Nienawidziła długich, krępujących ruchy sukien z falbanami, kwiatami, koronkami. Potrafiła więc ubrać się w spodnie kochanka, jego koszulę, krawat, który skróciła o połowę, i tak zasiąść do uroczystej kolacji. W takim stroju wywoływała zgrozę, sensację, ale w końcu też zaciekawienie, bo to, co na siebie wkładała, wyglądało jednak elegancko. Gdy kilka kobiet poprosiło ją, by coś podobnego zrobiła dla nich, zrozumiała, że mogłaby na modzie zarabiać. Poprosiła mężczyznę, który wówczas ją utrzymywał, o pieniądze na sklep i pracownię.

Twój Styl: Miała wielu kochanków. Któryś z nich był dla niej szczególnie ważny?

Audrey Tatou: Pod koniec życia wyznała, że miłością jej życia był Boy Capel, brytyjski arystokrata, który ożenił się z córką bogatego przemysłowca w czasie, gdy już romansował z Coco. To właśnie Capel dał jej pieniądze na sklep. Co ciekawe, kilka lat później zwróciła mu dług, choć wcale tego nie chciał. Ich związek trwał do chwili, gdy Boy zginął w wypadku samochodowym.

Twój Styl: Potem już nie było w jej życiu ważnego mężczyzny?

Audrey Tatou: Jako kobieta niezależna, słynna już projektantka miała głośne romanse: książę Westminsteru, Strawiński, Diagilew, Picasso, Cocteau... Ale to były związki na jej zasadach. Szukała w nich przede wszystkim przygody i inspiracji do swojej własnej twórczości. Była bardzo wnikliwa, potrafi ła zauważać rzeczy dla innych nieoczywiste i wykorzystywać je dla siebie.

Twój Styl: Co ma Pani na myśli?

Audrey Tatou: Zwiedzając jej słynny apartament przy rue Cambon, zauważyłam szkatułkę - prezent od księcia Westminsteru. Na zewnątrz inkrustowana srebrem, w środku ze złota. Chanel przywiązywała do niej wielką wagę. Nie ze względu na osobę ofiarodawcy czy jej materialną wartość. Ten przedmiot symbolizował dla niej kwintesencję elegancji - to co ukryte, powinno być równie cenne i kunsztownie wykonane jak to, co widoczne na zewnątrz. Tę zasadę zastosowała do mody. Dbała o najmniejszy detal. Była genialnym samoukiem. Mało kto wie, że nawet nie rysowała swoich kreacji - nie umiała rysować. Projektowała je na żywo na modelkach! W pracy zawsze nosiła zawieszone na szyi nożyczki. Pod ręką miała nici. Przyglądała się i działała - tu coś podcinała, tam doszywała jakiś dodatek. W jej apartamencie stoi specjalny fotel, przystosowany do tego, by Mademoiselle - tak ją nazywano do końca życia - mogła wygodnie klęczeć przy poprawkach krawieckich.

Twój Styl: Widziałam ten apartament. Moją uwagę zwróciły figurki zwierząt i to, że kolekcjonowała wyłącznie pary "żeby nie czuły się samotne".

Audrey Tatou: Nikomu nie skarżyła się na samotność, ale fakty z jej życia mówią, że stanowiło to dla niej problem. Zwłaszcza gdy była już dojrzałą kobietą. Mieszkała wtedy sama, choć bardzo nie lubiła zostawać sama w domu. Dlatego np. zastawiała drzwi w swoim salonie ogromnymi chińskimi parawanami. Wierzyła, że goście, którzy nie widzą wyjścia, zostają dłużej.

Twój Styl: Chanel uważała pięć za swoją szczęśliwą liczbę. Pani też ma jakąś swoją "specjalną" liczbę?

Audrey Tatou: Jeszcze jej nie odkryłam, choć czasem zwracam uwagę na dziwne relacje związane z datami, numerami lotów albo pokojów hotelowych. W związku z Chanel mam takich skojarzeń szczególnie dużo. Na przykład propozycję wystąpienia w nowej reklamie perfum Chanel nr 5 otrzymałam dokładnie 5 maja - 05.05. Gdy zadzwonił telefon, byłam akurat w Nowym Jorku, w pokoju hotelowym o numerze 555! Pomyślałam, że to za dużo zbiegów okoliczności, by chodziło wyłącznie o przypadek, i przyjęłam tę propozycję, choć dotąd odmawiałam wystąpienia w jakiejkolwiek reklamie.

Twój Styl: Używa Pani perfum Chanel?

Audrey Tatou: Przez wiele lat moim zapachem było Coco Mademoiselle. Chanel 5 pierwszy raz powąchałam u mojej ciotki. Miałam kilka lat, szperałam w jej bibliotece i zobaczyłam ten "ogromny" - tak mi się wówczas wydawało - flakon na etażerce. Otworzyłam go i tylko powąchałam, ale ciotka wyczuła na mnie ten zapach i była poruszona, że ktoś śmiał dotknąć jej skarbu. Zrobiła o to straszną aferę. Potem przez wiele lat zapach Chanel 5 kojarzył mi się z czymś tajemniczym wyrafinowanym, ale i niedostępnym. Dziś uważam ten zapach i całą legendarną aurę, która go otacza, za kwintesencję francuskiej elegancji.

Twój Styl: Ma Pani w szafie jakieś rzeczy od Chanel?

Audrey Tatou: Po sukcesie Amelii mogłam sobie pozwolić na trochę luksusu i kupiłam kilka kreacji. Uwielbiam szczególnie buty. Są niezrównanie eleganckie i wygodne. Nawet szpilki pozwalają czuć się kobiecie pewnie i swobodnie! Coco Chanel mawiała: "to nie kobieta powinna dbać o swoje ubranie, ale ubranie powinno dbać o nią". W pełni się z nią zgadzam, choć na co dzień noszę raczej dżinsy.

Twój Styl: Bardzo często ją Pani cytuje.

Audrey Tatou: Mam jeszcze głowę pełną jej myśli. Przez te kilka miesięcy podczas pracy nad fi lmem czułam się nią. W jakimś sensie po prostu byłam Coco Chanel. Mój styl pracy jest taki, że zawsze bardzo głęboko angażuję się w graną postać. Nie mam wtedy ochoty na spotkania ze znajomymi, nie odbieram telefonów, eliminuję wszystko, co wytrąca mnie ze świata mojej bohaterki. A mój związek z Coco był szczególnie silny. Może dlatego wiele jej myśli tak zapadło mi w pamięć. Najbardziej chyba słowa, które wypowiedziała już pod koniec życia, w pełni świadoma, czego udało jej się dokonać: "Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć".

Rozmawiała Anna Jasińska

Przeczytaj pierwszą część wywiadu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje