Przejdź na stronę główną Interia.pl

Byłam Coco Chanel

Przeczytaj pierwszą część wywiadu Anny Jasińskiej z francuską aktorką Audrey Tautou.

O Audrey Tautou znów jest głośno. Jej najnowsza rola w filmie Coco Chanel stała się we Francji wydarzeniem sezonu. Film opowiada o dziewczynie znikąd, która została jedna z najbardziej wpływowych kobiet świata. I cenie, która musiała zapłacić za swój sukces. Francuska gwiazda mówi w "Twoim Stylu" o Paryżu Chanel, najmniej znanych faktach z życia wielkiej projektantki i kilku punktach, w których przecięły się ich losy.

Reklama

Twój Styl: Po przyjęciu głównej roli w filmie Coco Chanel powiedziała Pani: "Zawsze wiedziałam, że ją zagram!".

Audrey Tautou: To brzmi irracjonalnie, ale naprawdę od dawna byłam pewna, że to się stanie. Wiele razy, gdy tylko natrafiałam gdzieś na jej zdjęcie czy artykuł o Chanel, miałam wrażenie, że mamy ze sobą coś wspólnego.

Twój Styl: Chodzi o coś więcej niż tylko podobieństwo fizyczne - ten sam wzrost, drobną budowę ciała, ciemne oczy, włosy?

Audrey Tatou: Zdecydowanie. Już w przeszłości, czytając jej biografię, odkryłam, że obie wychowywałyśmy się w tym samym rejonie Francji - Owernii. Dom moich rodziców był położony zaledwie kilkanaście kilometrów od klasztornego sierocińca, w którym dorastała Gabrielle - to prawdziwe imię Chanel. We Francji uważa się, że kobiety z Owernii mają silne charaktery. Coś w tym jest. Obie byłyśmy dziewczynami z prowincji, które marzyły o niezwykłym życiu. I obie - wbrew "obiektywnym" szansom na sukces - osiągnęłyśmy go.

Twój Styl: Chanel była córką analfabetki, półsierotą porzuconą przez ojca pijaka, wychowaną przez siostry zakonne. Pani pochodzi z mieszczańskiej rodziny - matka nauczycielka, ojciec technik dentystyczny. To jednak zupełnie inny start życiowy.

Audrey Tatou: Oczywiście, jej dzieciństwo i młodość były bez porównania bardziej dramatyczne. Film bardzo realistycznie pokazuje zimny klasztorny wychów, w którym silna osobowość Gabrielle była grzechem, a potem podejrzane spelunki, w których musiała śpiewaniem zarabiać na życie - po opuszczeniu sierocińca była praktycznie bezdomna. Ja miałam normalny dom, troskliwych rodziców. Ale tak jak ona musiałam w pewnej chwili pokonać presję otoczenia, które starało się udowodnić, że moje plany życiowe są całkowicie nierealne. Grając ją, doskonale rozumiałam, co czuła i myślała, gdy jako młoda dziewczyna bez perspektyw powtarzała: "Moje życie będzie wyglądało inaczej, któregoś dnia się stąd wyrwę, będę niezależna!". Miałam podobne myśli - w małomiasteczkowej optyce moich rodziców nie mieściło się to, że ich córeczka nie zostanie nauczycielką albo lekarką, tylko "jakąś aktorką!".

Twój Styl Rodzice chcieli wybić Pani z głowy ten pomysł? :

Audrey Tatou: Bali się o mnie i za wszelką cenę starali się "otworzyć mi oczy", czyli zarazić swoim strachem. Chcieli mi oszczędzić poczucia przegranej, ale przy okazji podważali moją wiarę w to, że może mi się udać. Nawet dziś, choć kobiety mają zupełnie inną pozycję niż za czasów Chanel, trzeba charakteru, żeby uwierzyć w swoją wizję, gdy wszyscy wokół mówią ci "daj spokój, robisz głupio, to się nie może udać". Przekonanie, żeby zawsze iść za swoją intuicją, i owerniacki upór, to chyba najgłębsze pokrewieństwo, jakie czuję z Chanel. A podziwiam ją tym bardziej, że jako jedna z pierwszych kobiet na świecie z takim sukcesem zawalczyła o swoją niezależność.

Twój Styl: W filmie pokazała Pani, jak bardzo emocjonalny był pierwszy kontakt Chanel z Paryżem. Najpierw zachwyt, ale zaraz potem rzeczowe spojrzenie na realia, jakby już pierwszego dnia planowała krok po kroku swoją wielką przyszłość... Pamięta Pani swój pierwszy dzień w Paryżu?

Audrey Tatou: Przyjechałam, by wziąć udział w konkursie "Młode talenty" organizowanym przez Canal+. Miałam 20 lat. Nagle zobaczyłam setki pięknych, świetnie ubranych dziewczyn. Wiele robiło wrażenie bardzo pewnych siebie. Były takie... paryskie. A ja ciągle gubiłam się w metrze, spóźniłam się nawet na eliminacje. I nagle dopadły mnie wszystkie wątpliwości moich rodziców, że "jestem inna, że nikogo tu nie znam, że nie mam szans". Jestem pewna, że Chanel musiała czuć coś podobnego, gdy zaczynała. Porywała się na rzeczy, których nikt przed nią nie dokonał. Zanim się pojawiła, tworzeniem mody zajmowali się przecież wyłącznie mężczyźni. Do tego jej ubrania łamały wszelkie kulturowe konwencje epoki: odrzuciła gorset, gdy nosiły go wszystkie kobiety, wprowadziła do mody kobiecej spodnie, dotąd wyłącznie męski strój, obcięła włosy na krótko, co wywołało estetyczny szok, i zachęcała klientki do wyrzucenia wielkich kapeluszy, dotąd głównego atrybutu elegancji. Podjęła wielkie ryzyko i musiała mieć świadomość, że może ponieść klęskę, a przecież nie miała do czego wracać. Musiała się bać, choć umiała to ukryć.

Twój Styl: Jej biografowie podkreślają, że była bardzo pewna siebie. Uważała, że jeśli rzeczywistość jest inna, niż życzy sobie tego Coco Chanel, tym gorzej dla rzeczywistości. Wbrew temu, co Pani sugeruje, podobno nigdy nie wątpiła w swój sukces.

Audrey Tatou: Przed filmem mnóstwo o niej czytałam, oglądałam wywiady telewizyjne z ostatnich lat jej życia, rozmawiałam też z Edmonde Charles-Roux, biografką, która znała Chanel osobiście. To prawda, że Coco nie liczyła się ze zdaniem innych, była dumna, czasem arogancka. Ale jej monolityczna pewność siebie była raczej na pokaz. Kiedy za pieniądze bogatego protektora, którego była kochanką, zakładała swój pierwszy sklep w Paryżu, wiedziała, że jeśli się nie uda, nie dostanie drugiej szansy. W takiej sytuacji każda, nawet mała porażka przywołuje czarne myśli. Wiem, o czym mówię, bo na początku mojej kariery aktorskiej też dopadały mnie wątpliwości. Spotykałam mnóstwo sfrustrowanych aktorek, którym nie wyszło, i pytałam samą siebie: czy naprawdę jestem w czymś od nich lepsza? I też dostawałam role, które polegały na wygłoszeniu jednego zdania, bez żadnej gwarancji, że kiedyś będzie lepiej.

Twój Styl: Ale w jej życiu, podobnie jak w Pani, sukces przyszedł bardzo szybko i był ogromny. Chanel miała niespełna 30 lat, gdy jej kolekcje wzbudziły zachwyt w Paryżu. Pani - 23, gdy zagrała Amelię, postać, którą pokochał cały świat.

Audrey Tatou: I obie byłyśmy na taki sukces nieprzygotowane. Po Amelii z dnia na dzień stałam się osobą, z którą chcieli rozmawiać dziennikarze z USA, Japonii, z całego świata. Wszędzie były moje zdjęcia. Z jednej strony to było wspaniałe, ale chwilami upiorne. Szok związany z utratą anonimowości jest ogromny. Nagle mnóstwo ludzi zaczęło widzieć we mnie Amelię. Gdziekolwiek się ruszyłam, ktoś chciał mnie dotknąć, zaczepić. Ludzie oczekiwali, że będę się zachowywać jak Amelia, wygłaszali więc przeróżne komentarze, gdy tak nie było. Nie zawsze miłe. Gazety zaczęły śledzić każdy mój krok, grzebać w przeszłości. Chanel doświadczała podobnych rzeczy. A było to dla niej tym bardziej bolesne, że zawsze chciała zataić swoją przeszłość.

Twój Styl: Dlatego tak często kłamała?

Audrey Tatou: Trudno sobie wyobrazić, jak często! Gdy czytałam jej wywiady, znajdowałam kilka wersji tego samego zdarzenia, czasem zupełnie odmiennych. Wymyślała jakieś ciotki, od których rzekomo uciekła za młodu, bo "wpajały jej zbyt surowe zasady", nagle pojawiał się wuj, który jakoby "uczył ją jazdy konnej w wielkiej posiadłości, gdy była nastolatką". Była też wersja o bogatym ojcu, "który zaginął podczas jednej z zamorskich podróży". Jej konfabulacje na temat własnego życia przybierały nawet materialny kształt. Raz kupiła popiersie nobliwego jegomościa i prezentowała je gościom jako wizerunek dalekiego krewnego.

Twój Styl: Chciała wymazać z pamięci innych to, że była utrzymanką i marną szansonistką?

Audrey Tatou: Czasem tworzyła jakąś wersję wydarzeń, wiedząc, że ktoś zna prawdę albo się jej domyśla. Mam wrażenie, że jej opowieści były raczej sygnałem ostrzegawczym dla rozmówcy: "Nie potrzebuję twojego współczucia. Jestem wystarczająco silna, by dać sobie radę sama ze wszystkim, co w moim życiu trudne". W chwili szczerości powiedziała: "jestem kłamstwem, które mówi prawdę". Konfabulacje mówiły prawdę o jej ambicji, by być kobietą silną. Również we własnej świadomości. A jeśli na przeszkodzie stawała jej przeszłość, uznawała, że trzeba ją zmienić. Mawiała często: "Wymyśliłam swoje życie od początku do końca, bo to, które dostałam, mi się nie podobało".

Rozmawiała Anna Jasińska

Przeczytaj drugą część wywiadu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje