Przejdź na stronę główną Interia.pl

Autopromocja prywatności

Jakie jest najważniejsze państwo na świecie? Państwo Kowalscy! Ludzie martwią się przede wszystkim o siebie i bliskich, potem o kraj.

Amerykańska celebrytka Kim Kardashian powiedziała, że aby mieć dobre własne zdjęcie, czyli tzw. selfie, należy zrobić ich dwa tysiące i wybrać najlepsze. To musi zająć sporo czasu. Nic dziwnego, że terapeuci biją na alarm: za dużo spraw kręci się wokół nas. Słusznie?

Reklama

Prof. Rafał Ohme: - A może popatrzmy na to zjawisko inaczej? Nareszcie mamy aparaty fotograficzne z tak małym zoomem, że z odległości kilkudziesięciu centymetrów potrafią zrobić dobre i ostre ujęcie nas samych. Co więcej, płaskie obiektywy pozwalają na noszenie ich w koktajlowej torebce lub w obcisłych spodniach. Możemy dokumentować świat, kiedy chcemy, gdzie chcemy i jak chcemy. Nierealne jeszcze dziesięć lat temu marzenia dzisiaj mamy w kieszeni! Jeśli zrobimy zdjęcie kawiarni, w której pijemy dobre espresso, to ono wygląda nieźle, ale i tak gorzej niż ujęcie tego samego miejsca z naszą twarzą na pierwszym planie.

- Bo wtedy to zdjęcie ożywa i nabiera naszego charakteru. Skupianie się na sobie (czego efektem bywa selfie) jest znacznie mniej groźne, niż się o tym mówi. Ta czynność nie świadczy o niczym innym jak tylko o poczuciu własnej wartości. A to oznacza, że im więcej selfies, tym bardziej lubimy, akceptujemy siebie. I co w tym złego? Niebezpieczeństwa nie upatruję wcale w liczbie selfies czy w samym fakcie ich robienia, tylko w czymś innym.

A mianowicie?

- W niefrasobliwości, jaka cechuje niektórych użytkowników internetu, gdy informują szeroką grupę osób o każdym fakcie ze swojego życia.

Ostatnio wśród internautów furorę zrobiła historia młodziutkiej Amerykanki zatrudnionej w pizzerii, która już przed pojawieniem się w pracy została z niej... zwolniona! Na swoim profilu opublikowała post, że rano zaczyna "tę cholerną robotę". Szef to przeczytał.

- Pewien piłkarz zrobił sobie selfie w Dubaju na tle swojego nowego samochodu - tak drogiego, że nawet powietrze w oponach było luksusowe - a potem popadł w tarapaty. Dlaczego? Sportowiec umieścił zdjęcie w sieci, wkrótce motoryzacyjnym nabytkiem zainteresował się urząd skarbowy w jego kraju...

Hasła reklamowe zachęcają: "ugaś pragnienie", "bądź piękna", "pokochaj siebie". Czy nacisk na samozadowolenie nie jest obecnie zbyt duży?

- Zagadka: jakie jest najważniejsze państwo na świecie? Odpowiedź: państwo Kowalscy! Ludzie martwią się przede wszystkim o siebie i bliskich, a dopiero potem o losy kraju, świata. Co więcej, trend cywilizacyjny sprawia, że wraz ze wzrostem zamożności stawiamy własne ja nawet przed rodziną. Przeprowadziliśmy ostatnio w Polsce i we Francji badania jak kobiety troszczą się o siebie i swoje dzieci. Na poziomie oficjalnych deklaracji w obu grupach narodowych wyszło, że "troszczę się równie mocno o siebie, jak i o swoich bliskich". Natomiast na poziomie instynktu i podświadomości okazało się, że Francuzki skupiają się bardziej na sobie niż na dzieciach, zaś Polki - odwrotnie. Żadnego z tych stanów nie zalecam. Proponuję ten, w którym jest dobre zbilansowanie, czyli "troszczę się o siebie dokładnie tyle, ile o najbliższych". W tym świetle proponuję robić nie tylko selfie, ale i... groupie: sobie i całej swojej rodzinie (śmiech).

Ja jednak upieram się, że wszystko jest nakierowane na hasło "ja". Ciąg dalszy haseł reklamowych: "bądź pierwszy", "poznaj siebie". Gdzie tu miejsce na bliskich, przyjaciół?

- Paradoksalnie wielu osobom łatwiej rozumieć, analizować i oceniać to, co dzieje się wokół nich, niż to, co dzieje się z nimi samymi, z ich emocjami. Możesz być dobrą partnerką, żoną, matką, przyjaciółką, ale jednocześnie nie rozumieć siebie. Nawoływanie do samorealizacji, rozwoju wewnętrznego, pielęgnowania umiejętności obserwowania własnej osoby jest właśnie po to, aby pomóc odkryć prawdziwe ja. Co naprawdę jest dla mnie dobre, a co nie? Czego potrzebuję? Notabene, owa tęsknota za zrozumieniem siebie dotyczy wszystkich, także psychologów. Mogą być znakomitymi ekspertami, doradcami, a jednocześnie ich życie prywatne może pozostawiać wiele do życzenia. Wybitni spece od duszy mają takie same kłopoty jak ich pacjenci. Psychologowie potrzebują psychologów równie mocno jak szewcy butów.

Z tego wynika, że skupianie się na sobie może mieć więcej plusów niż minusów.

- Pójdę o krok dalej. Wszystkie zawody artystyczne predestynują do tego, żeby wykonując je, być skoncentrowanym na sobie, bo właśnie od tego zależy ich byt. Wyczulony na siebie i swoje otoczenie malarz przelewa na płótno wszelkie niuanse otaczającej go rzeczywistości. Publiczność się zachwyca, a on zyskuje sławę i pieniądze. Gdyby nagle przestał być wrażliwcem, to ludzie nie chcieliby go już oglądać. To się nazywa brak weny. Gdy twórca zaczyna interesować się bardziej życiem innych niż swoim, przestaje być nośnikiem wrażliwości. To wyjaśnia też, dlaczego tak wiele związków z artystami czy w ogóle z ludźmi wolnych zawodów się rozpada. Oni są skoncentrowani na sobie, zaś ich partnerzy tego nie wytrzymują. Potomność takich ludzi kiedyś nagrodzi, ale my uświadamiamy sobie kolejny raz, że życie z artystą nie jest łatwe. Jeśli czyta nas Elvis Presley, to na pewno to potwierdzi (śmiech).

Magdalena Kuszewska

-------

Rafał Ohme - profesor nadzwyczajny SWPS w Warszawie oraz Uniwersytetu Renmin w Pekinie. Laureat stypendium Fulbrighta. Jest ekspertem w dziedzinie emocji i podświadomości. Z jego odkryć korzystają firmy badawcze m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Chinach i Japonii. Na studia w Stanach zarobił, grając na gitarze w barach Chicago.

PANI 4/2015

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje