Anarchistka
Wariatka z Polski, mówią o niej we Francji, gdzie powstał jej najnowszy film "Sponsoring". Z respektem i mimo wszystko z sympatią. Gdy reżyseruje, spala się i jednocześnie rozkwita. - Na planie mam najpełniejsze życie zawodowe, towarzyskie i uczuciowe - mówi Małgorzata Szumowska. Jest wtedy jak w transie: może nie jeść, nie spać, bo napędza ją praca. Znajomi się śmieją, że ma osobowość obsesyjną. Tą jej obsesją jest film.
Małgorzata Szumowska: Nie pamiętam, bo "Ono" było ostatnim filmem, który kręciłam na taśmie filmowej. Taśma daje piękny efekt, głębię ostrości, ale jest wymagająca. Zmusza do reżimu. Nie można robić za długich ujęć, a ja mam trzy pomysły w jednej chwili, improwizuję, w trakcie kręcenia podchodzę do aktora, komentuję. Dźwiękowcy mnie nie lubią, bo zagaduję ujęcia. Dzięki mojej ukochanej kamerze cyfrowej Arri Alexa nie muszę co chwila mówić "kamera, stop", bo szkoda taśmy, gdy coś wyjaśniam albo pokazuję. Ujęcie może być tak długie, jak zechcę, a nieudane fragmenty wyrzuca się po prostu jak zdjęcia z aparatu.
Otaczasz się na planie najnowszymi gadżetami?
- Gadżety to głupota, substytut pracy, szkoda na nie pieniędzy. Modny ostatnio iPad z programem Arri, który kadruje tak samo jak kamera, przyda się bardziej operatorowi niż mnie. Nie potrzebuję też szczególnych luksusów, nawet nie dorobiłam się krzesła reżyserskiego z napisem Szuma. A trochę mi się takie marzy. Zamiast gadżetów wolę pracować z najlepszymi aktorami, operatorami. To jest prawdziwy luksus.
Film "Sponsoring" z Juliette Binoche kosztował cztery i pół miliona euro. Czy choć we Francji potraktowano cię jak VIP-a?- Naprawdę nie interesuje mnie VIP-owska nomenklatura. To, że występuję w gazecie, promując film, który robiłam przez trzy lata, nie nadaje mi statusu VIP-a. Jestem po prostu kobietą pracującą. Kręciłam z najlepszą ekipą we Francji, która pracowała przy Proroku Audiarda i innych filmach. Zgodzili się za stosunkowo niewielkie pieniądze wejść w mój projekt. Myślę, że ciekawiło ich, jak pracuje ktoś z zupełnie innej kultury. Warunki były mocno prowizoryczne. We Francji był to film niskobudżetowy.
- Pamiętam pierwszy dzień zdjęciowy w Paryżu. Żeby dotrzeć na plan, dostałam mapkę metra. Poprosiłam zdziwioną producentkę o kierowcę: "Dobra, przyjedzie po ciebie znajomy". W rozklekotanym peugeocie siedział mocno zakręcony chłopak z Marsylii w okularach z lat 70., wiecznie skacowany. Naprawdę nie przeszkadzało mi, że okno się nie domykało, a klamka odpadła. Juliette też się nie skarżyła, gdy przebierała się na schodach w kamienicy, gdzie kręciliśmy. To było sensowne podejście do pracy, nie mnożyło się zbędnych funkcji i bytów. Mała ekipa, koncentracja i jedziemy. Jeśli pieniądze idą na gaże, promocję, sprzęt, a nie limuzyny, mogę znieść każde warunki pracy. To, czego naprawdę potrzebuję, to jedna kamera, zaufana ekipa, najlepsi aktorzy.
I charyzma? Mówi się, że Szumowska jest konfliktowa. W "33 scenach z życia" jedna z aktorek, obrażona, chciała wycofać się w trakcie zdjęć.- Jestem apodyktyczna. Chcę dostać to, co sobie wyobraziłam. Jeśli nie czuję, że "mamy to", zaczynam się denerwować. Ostatnie dwie produkcje przebiegały w miarę spokojnie. Obawiałam się, że zetnę się ostro z Juliette, ale tak się nie stało. Na pierwszym spotkaniu powiedziała: "Końcówka scenariusza jest słaba". "Słuchaj, Juliette - zaczęłam spokojnie - widzę, że jesteś upierdliwa. Ja też, ale myślę, że się dogadamy".
- Na drugi dzień przysłała mi sms , że chce robić ze mną film. Fajnie, że już na pierwszym spotkaniu obie zrozumiałyśmy, że mamy silne charaktery i równocześnie ustąpiłyśmy sobie. Ale ja przyjaźnię się z aktorami, nawet z tymi, z którymi miałam konflikt.
Co cię wyprowadza z równowagi?
- Jestem uczulona na fałsz. U mnie nie ma sztucznych łez ani udawanych emocji. Wymagam skupienia, nie lubię, gdy aktor gada przez telefon miedzy ujęciami albo gra tylko na zbliżeniach. Po prostu nie toleruję braku zaangażowania. Gdy z kimś pracuję, to zaborczo chcę go całego. Są wyjątki. Wspaniale pracowało mi się na przykład z Andrzejem Chyrą. On mógł sobie rozmawiać przez telefon, ile chciał, bo czułam, że jest całym sercem dla nas i dla filmu. Pomagał w niejednym trudnym momencie.
- Z Binoche było podobnie, mistrzyni koncentracji i zaangażowania wymagała od siebie i od nas. Gdy miała grać pijaną, zażądała wódki: "Niczego nie będę udawać, jestem za metodą Stanisławskiego, dajcie mi alkohol i papierosy". Normalnie nie pije i nie pali. Po scenie mocno "zmęczona" zasnęła gdzieś na kanapie. W moich filmach histeria ma być serio. Złość - prawdziwa. Tak jak przy "33 scenach" zdarza mi się wybuchać. "Co tak, k...wa, stoisz!?", krzyczę, obrażam, żeby uruchomić emocje aktora, ośmielić go. Ale teraz już tak nie robię. Chyba dojrzewam, w życiu i na planie staję się spokojniejsza, co nie znaczy mniej zaangażowana.
W sceny erotyczne też tak się angażujesz?- Jeśli aktorzy tego potrzebują. Chodzi o zapewnienie bezpiecznej atmosfery. W "33 scenach" musiałam wszystko sama odegrać, pokazać aktorce. Inaczej w "Sponsoringu", gdzie bohaterka masturbuje się w łazience. Binoche powiedziała: "Chcesz takiej sceny, to przejdźmy przez nią razem". Uczciwe podejście. Położyła się na podłodze, ja stałam na krześle nad nią, obok operator, a pod prysznic wcisnął się dźwiękowiec. Ekipę dwudziestu osób zredukowałam do czterech. Mimo to Juliette była skrępowana. W końcu poprosiła: "Mów do mnie ordynarnie".
- Próbowałam po angielsku, wyobrażając sobie, że jestem facetem, który ostro do niej mówi. Operator nie mógł utrzymać ze śmiechu kamery: "Szuma, jeszcze jedno słowo i umrę ze śmiechu". Podobnie reagowała Juliette, słysząc mój żałosny akcent. W końcu - do dziś nie wiem dlaczego - kazała mi odliczać 15-sekundowe interwały. Pomogło. Ale na ogół w scenach erotycznych jestem precyzyjna, bez podgrzewania atmosfery. Z chirurgiczną precyzją podchodzę do takich zadań. To daje poczucie bezpieczeństwa aktorom i mnie.
Zrobiłaś bardzo kobiecy, emocjonalny film. Wolisz pracować z kobietami czy z mężczyznami?
- Lepiej dogaduję się z facetami i mam w sobie bardzo wiele cech uważanych za męskie. Albo nie mam tych typowo kobiecych. Nie jestem małostkowa, nie obrażam się, nie boję, jestem zadaniowcem. Jak trzeba się bić, będę się bić. Z kobietami mam czasem trudniejsze relacje. Wkurzam się, że niektóre tkwią w kulturowym stereotypie: miękka, uległa, łagodna, wspierająca, spełniająca oczekiwania, nawet jeśli się z tym nie zgadzają. Ale za nic nie chciałabym być mężczyzną. Nie boli mnie też mój wiek. Nigdy nie czułam się tak dobrze ze sobą jak teraz.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Coś jest w powietrzu, ale wszyscy rodzice dostali... więcej
Reklama
Wasze komentarze (38)
-
26.01 (07:55)
-
24.01 (19:22)To tylko w Polse rezyser popisuje sie chamstwem,klnie , wyzywa, obraza aktorow i ekipe. Przeciez wiadomo kto i dlaczego ma na planie racje i od kogo wszystko zalezy . Popisywanie sie prostactwem powala mnie z nog.
Po co te poklady chamstwa i czemu to sluzy. Jeden idiota kopie aktorow, drugi rzuca w nich przedmiotami.... I to sa ludzie kultury? Oni czesto zachowuja sie gorzej niz woznica pod budka z piwem.To sa zwykle prymitywy. -
-
23.01 (01:09)
-
22.01 (22:50)
-
22.01 (22:41)
re.nia. glupia jestes jak nikt na swiecie, cofnij sie do szkoly podstawowej, bo myslenie masz bardzo prymitywne.













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia