A co? Płakać nie wypada?
Nie za bardzo przystojny, sepleni, ale jakimś cudem sprzedał milion płyt. Muniek Staszczyk, chłopak z biednej dzielnicy Częstochowy, do kariery miał pod górkę. Za co go ludzie kochają? „Szczerość czują", tak uważa. Opowiada, dlaczego nie chciał zarobić 400 tysięcy za udział w reklamie, a w życiu wciąż kieruje się zasadami wyniesionymi z podwórka.
Twój STYL: "Muniek" to czwarta książka o tobie, zespole T.Love. Intymna.
Muniek Staszczyk: Bo ja jestem szczery chłopak. I mam bagaż życiowy. Tylko czasem ciąży za bardzo. Długo tak to czułem.
Budzisz się wtedy rano i co?
- Totalny smutek.
Płaczesz?
- A co? Płakać nie wypada? Wielokrotnie płakałem, ot tak, po prostu. Nad swoim życiem. Czasem nawet jadę samochodem i ryczę. Na maksa. Potem przechodzi. Z jednej strony jest we mnie ogromna potrzeba harmonii, porządku, monogamii, a z drugiej strony – totalny chaos. Jestem łajdakiem i dobrym chłopakiem. Wciąż balansuję na granicy skrajnych emocji, mam nieustanną huśtawkę nastrojów.
Jak sobie radzisz z takimi stanami? Bierzesz prozac, idziesz z kumplami na wódkę?
- Czasami się upiję, ale to nic nie daje. Bo to pogłębia smutek następnego dnia. Stan kaca jest smutny. Co robić? Byłem na kilku terapiach, to teraz takie modne, nic nie dały. Powiem górnolotnie: trzeba samemu znaleźć w sobie jakąś przestrzeń.
Ale patrząc oczami Kowalskiego…
- To jestem człowiekiem sukcesu? I płaczę nad sobą?
No…
- Przecież każdy może mieć depresję. I pani z mięsnego, i policjant, i rockman. Ktoś powie: „O, gość dobiega pięćdziesiątki, dopadł go kryzys wieku średniego”. Pierwszy objaw był taki, i to mnie zaniepokoiło, że bez powodu się rozpłakałem. Bo nagle, gdy byłem zupełnie na chodzie, coś we mnie pękło. To było w roku 2004. Jakiś kolejny koncert miał być w Chicago, sprzedany już, a ja wiedziałem, że nie mogę na niego jechać, bo nie dam rady.
- Pierwszy raz powiedziałem: „Kurwa, nie lecę. Bo mam jakiś problem”. A po chwili: „Jak to, ja? Przecież jestem silny psychicznie”. Byłem nawet u psychiatry, ale nie brałem prochów, żadnych uppersów. Jakoś sobie poradziłem, ale od tego momentu smutek wraca co jakiś czas.
I teraz wróciło?
- Bałem się tego wywiadu, bo znowu wyjdzie, że mam depresję. „Permanentnie koleś płacze?”, ludzie zaczną się zastanawiać. Ale kłamałbym, gdybym powiedział: „Jest świetnie, płytkę nagraliśmy, teraz drugą, jest książka, jedziemy w trasę”. Jedziemy, ale nie ma „wow!”. Mam poczucie schyłkowości. Zjawiamy się krótko na tej planecie, pełnimy jakieś role, mamy uczucia, ale gdzieś w środku, nawet w związku, jesteśmy samotni. Ta samotność boli. I żadna nowa wyimaginowana sytuacja – czy to będzie flaszka, czy związek, czy seks z dopiero co poznaną kobietą – nie załatwi tego, co masz w sobie, póki sam z sobą się nie dogadasz.
Ale to komfortowa sytuacja! Nie musisz zaliczać kolejnych panienek, wypić morza wódki, by wiedzieć, że to ci szczęścia nie da.
- Nie róbmy ze mnie ascety. Czasem trzeba się czymś podkręcić. Musi być nagroda. Przeżyłem wszystkie ekstremalne stany. Już dość. Choć trochę mi brakuje skrajnych emocji. Najgorsze jest to, że nie wiem, jak żyć. Mam 47 lat i nie wiem.
Musisz wiedzieć?
- Wypadałoby. Zawsze wiedziałem. Właściwie nieinteresujący jest człowiek, a już na pewno autor, który nie wie. Nawet z Bogiem tak mam. Zmagam się z moją wiarą i niewiarą, bo raz wierzę, raz wątpię.
Wątpisz, gdy Bóg doświadcza za bardzo?
- To nie tak. Bo on przecież szczęście też daje, nie tylko zgryzoty. Potrafi harmonię przynieść, jak się go o to poprosi. Mam w sobie gniew, mam ból, czasem wkurwienie, ale chodzę do kościoła, bo czuję taką potrzebę.
Tak zostałeś wychowany?
- Wychowałem się w starej, robotniczej dzielnicy Raków w Częstochowie. Gomułkowskie bloki, ławka, trzepak, piwnica. Właściwie do końca nie wiadomo, czy nasz blok stał na Rakowie, czy Ostatnim Groszu – zawsze się o to z tatą kłóciliśmy. Nie było o co, bo obie dzielnice marne, biedne. Na Ostatnim Groszu furmani przepijali swój ostatni grosz w knajpie. A Raków był „dzielnicą cudów”, bo można było w łeb dostać. Tak pisano na murach „Witamy w dzielnicy cudów”. Ale ja nigdy nie czułem zagrożenia, może dlatego, że tam mieszkałem.
- Byli oczywiście żule, którzy pili tanie wina i opowiadali dzieciakom erotyczne historie, przynosili zdjęcia pornograficzne. To była szkoła życia. Miałem 10 lat. Wracałem do domu z wypiekami na twarzy. Klimaty jak z filmu Amarcord Felliniego. Ktoś w zęby dostał, gdzieś się krew polała. W domu „Zygmusiu, obiad”, a na podwórku różnie.
Twoja rodzina była „porządna”, nie patologiczna. Mama, kierowniczka sklepu, ojciec robotnik, ale miłośnik literatury. Byłeś zadbanym dzieckiem.
- Pamiętam: „Zygmusiu, włóż sweterek”. Bo zawsze miałem schludny sweterek i fryzurkę na pazia, stąd pewnie na podwórku nazwali mnie Mongoł.
Bolało?
- U nas nie panowały oksfordzkie klimaty. Każdy miał ksywkę, więc ja też. Fryzura na pazia, oczy mam takie wąskie, może trochę wyglądałem orientalnie. Ktoś kiedyś rzucił „Mongoł” i tak zostało. I tak przez całą podstawówkę. Bo w liceum byłem już „Muniek”. To nie było żadne sceniczne pseudo. Tak mnie nazwał facet od muzyki. Pamiętam, przyszedł na lekcję i powiedział: „Cześć, nazywam się Witold Krawczyński, prowadzę chór w naszym liceum. Opowiedzcie mi coś o sobie. Kto jakiej muzyki słucha?”. Każdy wstawał i mówił.
- „Zygmunt Staszczyk, słucham muzyki rockowej”, odpowiedziałem, kiedy przyszła moja kolej. A on na to: „Zygmunt? To Muniek na ciebie mówią?”. Nigdy nikt tak się do mnie nie zwracał. A następnego dnia koleś z sąsiedniej ławki zapytał: „Ty, Muniek, masz kanapkę?”. I tak zostało. Nie protestowałem.
Artykuł pochodzi z kategorii: Wywiady
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Coś jest w powietrzu, ale wszyscy rodzice dostali... więcej
Reklama
Wasze komentarze (36)
-
05.06.2011 (09:46)
-
02.05.2011 (21:19)
-
-
02.05.2011 (16:17)Świetny wywiad, szczery, a Muniek... zwykły człowiek ale niezwykły... Bardzo lubię Jego teksty... i Jego też...
-
02.05.2011 (14:55)
-
01.05.2011 (18:04)swietny wywiad , Muniek robi jeszcze korzystniejsze wrazenie chociaz zawsze sie czulo ze to swoj chlop.... trzeba miec klase i odwage zeby pisac o swoich wachaniach nastroju czy problemach z wiara













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia