Teraz mieszkam z rodzina w Australii, ale dla mnie byles zawsze rowny gosc!
Moze kiedys wypijemy kawe?
Pozdrowionka
Pomyślałem, że wreszcie mogę mówić o pewnych rzeczach i połechtało mnie to.
Małgorzata Domagalik: Ile ma Pan lat?
Hubert Urbański: 43.
Niby mało, ale ten wiek już zobowiązuje mężczyznę.
Hubert Urbański: Ja też tak czuję.
Fajne zdanie usłyszałam niedawno: „Zanim się człowiek zestarzeje, najpierw powinien zmądrzeć”.Przyjemnie się Pana słucha w „Drugim śniadaniu mistrzów” u Mellera.
Hubert Urbański: Pani mówi o tym, co w telewizji zobaczyła. No właśnie. Zawsze mam trochę obiekcje, jak do niego idę, bo myślę, czym sobie zasłużyłem, żeby tam być. Różni celebryci przychodzą i mądrzą się o głodzie w Sudanie albo jak rozwiązać konflikt izraelski, albo nagle wszyscy doskonale gotują. Ale trochę z próżności tam poszedłem. Pomyślałem, że wreszcie mogę mówić o pewnych rzeczach i połechtało mnie to. A widz myśli sobie: „Ten Urbański to ma jeszcze coś do powiedzenia, a nie tylko jest odpytywaczem w »Milionerach«”. Ja w ogóle jestem człowiekiem, który łatwo się adaptuje. Tak samo było w szkole teatralnej. Jak wiedziałem, w jakiej gram konwencji, potrafiłem się znaleźć w tym.
“Bardzo często chciałbym robić coś więcej, ale pajacować za dużo nie mogę.”
To zadatki na superaktora.
Hubert Urbański: Ale ja się wstydziłem, kiedy grałem. Jak się czyta biografie aktorów, to podobno ci naprawdę dobrzy mówią, że za każdym razem pokonują wstyd… Mnie nie starczyło siły, żeby tak publicznie się wstydzić i poszedłem do radia. Ale chodzi mi o to, że ja w formacie takim jak np. „Milionerzy” dobrze się czuję.
Robi Pan karierę, chociaż z drugiej strony mówi, że nie chciał być celebrytą.
Hubert Urbański: To jest jak obelga, nie ma nawet polskiego słowa na to.
Można coś celebrować…
Hubert Urbański: Czy się celebrytę celebruje?
Można by program zrobić na ten temat.
Hubert Urbański: Cała ta moja rzeczywistość, w której de facto zarabiam na życie, to jest jeden wielki absurd. Nie umiem poważnie na to patrzeć, zawsze tracę wątek, jak mam określić, co robię i na jakich warunkach. To takie nierealne, bo jak lekarz idzie do roboty, to jest wymierne i wiadomo, ile zarabia i za co. A ja to nie wiadomo, za co dostaję pieniądze. Poważnie tego wytłumaczyć nie można. Można się tylko śmiać. Nie uważa pani, że tak jest? Nie cierpię tego.
…że wymierne i niewymierne?
Hubert Urbański: (dzwoni telefon) „Nie mogę teraz rozmawiać, mam wywiad”. Nie wiem, czy pani zauważyła, że często się tak mówi. Siedzi facet z kobietą przy stoliku, dzwoni telefon, a on mówi: „Przepraszam, mam spotkanie”. To brzmi lepiej niż „Siedzę i piję kawę”.
Bardzo się Pan w swoich emocjach, w sposobie bycia ogranicza, prowadząc „Milionerów”?
Hubert Urbański: "Milionerzy” to nie jest program o mnie, bardzo często chciałbym robić coś więcej, ale pajacować za dużo nie mogę. Parę razy poluzowałem sznurówki, natomiast inna rzecz mi przyszła do głowy. Krew mnie zalewa, kiedy słyszę, że musimy powtórzyć sekwencję, bo gość wyszedł ze światła. Ja się pienię, a najgorsze jest to, że grający są tak przyzwyczajeni do tego, że mówią: „Nie, dlaczego, ja to powtórzę”. I powtarzają. Są w stanie mniej więcej tak samo powtórzyć, a mnie ręce drętwieją… Miałem wrażenie, że mam coś realnego, a tu…
Oglądał Pan „Slumdoga”?
Hubert Urbański: Fajny film, ale moim zdaniem nie oscarowy.
Chodzi mi o wykreowanie osoby prowadzącego tamtejszych „Milionerów” – on szydzi z graczy, błaznuje, jest absolutną gwiazdą.
Hubert Urbański: Nie byłem nigdy w Indiach, ale może daje się tam prawo prowadzącemu do bycia ponad innymi, do pogardzania. Jednak są kraje, i Polska do nich należy, gdzie taka protekcjonalność byłaby źle odbierana, nie mówiąc o Skandynawii, tam by go zjedli.
To prawda, że Pan jest introwertykiem?
Hubert Urbański: Jestem. Jeszcze jedna rzecz, mam wrażenie, że pani dostrzega we mnie wszystko to, z czym kojarzę się z ekranu, a chciałem powiedzieć, że u mnie proporcja pomiędzy tym, co w życiu, a telewizją jest na niekorzyść dla telewizji. 10 proc. w telewizji, a 90 proc. to moja prywatność.
Pan się z tym męczy?
Hubert Urbański: Nie, 90 proc. czasu mam na aktywność rodzinną, towarzyską, na wyjazdy – bardzo dużo podróżuję, wychowujemy teraz naszą najmłodszą córeczkę.
“U mnie proporcja pomiędzy tym, co w życiu, a telewizją jest na niekorzyść dla telewizji. 10 proc. w telewizji, a 90 proc. to moja prywatność. ”
Jak ma na imię?
Hubert Urbański: Stefania, ma prawie osiem miesięcy. Mam dwie starsze córki, jedna studiuje, druga idzie do liceum. Bardzo często przychodzą goście, w domu jest non stop dużo ludzi. W niedzielę urządzamy projekcje – kino, bardzo dużo rozmawiamy, pijemy wino, sporo się dzieje. Jak jestem tylko z dzieckiem, to też jestem innym ojcem, niż byłem 15 lat temu.
Podobno był Pan ojcem toksycznym?
Hubert Urbański: To jest tak, jak pani powiedziała, że trzeba zmądrzeć, i ja idę chyba w tym kierunku, tak to oceniam. Coraz lepiej czuję się ze sobą, jestem w stanie być lepszym ojcem dzisiaj niż niepogodzonym ze sobą 20 lat temu.
Niepogodzony, to znaczy?
Hubert Urbański: Dużo rzeczy we mnie mi się nie podobało, byłem w związku, gdzie nie najlepiej się dogadywaliśmy.
Robił Pan w tym czasie prywatne miny do mediów?
Hubert Urbański: Z moją pierwszą żoną mam tylko jedno zdjęcie, które puszczają raz w negatywie, raz w pozytywie, żeby pokazać, że mają dwa zdjęcia. A z drugą mamy więcej zdjęć tylko dlatego, że często łazili za nami z aparatami, ona była już w widocznej ciąży, musieliśmy coś takiego zrobić. Nie chciałem, żeby przeczytała, że poderwałem laskę i zrobiłem jej dziecko. Musiałem przedstawić ją mediom wcześniej.
Jest Pan dziennikarzem czy prezenterem?
Hubert Urbański: Dziennikarzem na pewno nie jestem, to jest nadużycie. U nas każdy, kto mówi, co będzie w programie wieczorem, jest już dziennikarzem.
Ale najpierw mówi: „Witam państwa serdecznie”.
Hubert Urbański: Bo ludzie lubią słyszeć „witam serdecznie”. Tak jak pani mnie skomplementowała, jak wszedłem.
Że piękny szalik? Bo piękny.
Hubert Urbański: Dziękuję. Żona mi kupiła.
A jak Pan mówi o depresji, to była taka smuga cienia? No np. wiek chrystusowy – 33 lata – u mężczyzny?
Hubert Urbański: Nie, jeszcze wcześniej to było.
Ale że co? Świat niepiękny?
Hubert Urbański: To taka choroba jak nadciśnienie, ma się je i można z tym żyć. Można też wyjść z tego. Można, kiedyś o tym mówiłem i już nie chcę.
Cały wywiad znajdziesz w najnowszej PANI.
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Kibickami zostały dzięki braciom, ojcom albo mężom. więcej
Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia