Polskość noszę ze sobą w plecaku
Ci, którzy czytają moje książki i odnoszą się do tego, co tam jest powiedziane, nie będą mówili o mnie: "wampir historiografii" albo "Żyd", tylko o materii, której one dotyczą - mówi Jan T. Gross.
Małgorzata Domagalik: To teraz porozmawiamy, a potem zrobimy sesję szybko, mamy świetnego fotografa.
Jan T. Gross: On zawsze coś przytnie, wytnie, coś doda...
Chce pan, żebyśmy kreowali rzeczywistość?
- No nie.
Kiedy pytano mnie, kto będzie moim kolejnym Mistrzem, i mówiłam: Tomasz Gross, to...
- Przerażenie?
Nie, chociaż raz usłyszałam o panu: "wampir historiografii".
- Był taki jeden pan, który użył tego określenia, taka jakaś nieporadność językowa w najgorszym okresie agresywnej polityki historycznej. Prowadził wojnę między innymi ze mną, ale nie tylko. Jednak to określenie w żaden sposób do mnie nie dociera.
Nie dotyka to pana?
- Obelgi, które rzucają w moim kierunku? Nie.
Odporny Pan jest.
- To jak na podwórku w Warszawie (śmiech).
A w jakiej dzielnicy?
- W Śródmieściu.
Widziałam niejedną telewizyjną migawkę ze spotkań z panem: jedni klaszczą, inni gwiżdżą...
- Kiedy pojawia się jakiś argument merytoryczny, który jest interesujący, to się w to włączam, a tak, to co mnie to obchodzi? Moja osoba tutaj nie powinna mieć znaczenia.
Myślę inaczej - zwłaszcza w przypadku książek, które pan pisze, jest ważne, kto je pisze.
- Rozumiem, ale ci, którzy rzeczywiście chcą, którzy czytają moje książki i odnoszą się do tego, co tam jest powiedziane, nie będą mówili o mnie: "wampir historiografii" albo "Żyd", albo co tam jeszcze, tylko o materii, której one dotyczą.
Pan nie ułatwia im lektury, zwłaszcza gdy otwiera drzwi historii, za którymi jest piekło Holocaustu. Trzeba jakoś przygotować czytelnika: jesteście mężnym narodem, ale... A pan nie, od razu cios między oczy. Tak? Czuje się pan swobodnie w mediach?
- Zupełnie, tak mi się wydaje.
Jest sprawa winy i sprawa tożsamości. To wszystko wstrząsające, nowe, nieznane w takiej skali. I ludzie nie czują się winni.
- Ja mogę tylko się domyślać, jak ludzie to wypierają.
Amerykanie mają za sobą Wietnam, Afganistan, Irak; Anglicy Indie; Francuzi Indochiny i Algier - każdy naród musi się uporać z demonami. Nasz naród w powszechnej świadomości nie miał nic do ukrycia.
- Od początku kariery akademickiej pisałem, jakim wspaniałym narodem jesteśmy.
Ale tych książek Polacy nie czytali, bo one ukazywały się głównie w Stanach.
- Nie tylko, na przykład tę, która ukazała się najpierw w podziemnym obiegu, teraz wydał Znak - "W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali".
To wtedy, kiedy Józef Czapski napisał do pana, że się odnalazł w tym, co pan napisał.
- Tak, to było bardzo wzruszające dla mnie.
Jedwabne to nie tylko kwestia powiedzenia sobie, że to prawda, ale dla wielu przyzwoitych ludzi to prawdziwy szok.
- Dla mnie to też był wielki szok. Sam proces tego odkrywania. Człowiek, który tak jak ja interesował się tym od dłuższego czasu, nie miał klapek na oczach, a mimo to okazuje się, że to ma wymiar całkowicie szokujący. Także dla mnie.
Otwiera się więc tę szufladę i już nie można jej zamknąć.
- Oczywiście, że nie. Szczególnie jak zawodowo człowiek się tym zajmuje, jest historykiem.
Czy to, że wyjechał pan w 1968 roku z Polski, spowodowało, że poczuł się pan zwolniony z tzw. form? Od razu kawa na ławę, bo to przecież historia?
- Nie, zupełnie nie. Zawsze miałem takie przeświadczenie, że polskość noszę ze sobą w plecaku.
Łapał się pan na myśli: to jest straszne, ale to przecież nie ja?
- ...że to ze mną nie ma nic wspólnego? Opiszę tych ludzi, ale ja jestem silniejszy, to nie ja? Nie, nie miałem takiego poczucia. To byłem ja i w jakimś sensie po obu stronach.
Odpowiedzialność zbiorowa?
- Ale w takim sensie metafizycznym. To jest też moja historia, o której nic nie wiedziałem.
Byliśmy jedynym krajem w Europie, w którym nie było stosów. A tu nagle...
- A dlaczego żyliśmy w takim przekonaniu?
Cała Europa płonęła, mówię o czasach inkwizycji, a u nas spokój.
- Zawsze wszędzie coś się działo. Wojny religijne miały inny charakter, czasy były inne, ale ten okres drugiej wojny światowej był bardzo specyficzny. Z jednej strony niesłychanie dramatyczna historia wszystkich w Polsce - okupacja była koszmarem niezależnie od tego, czy się było Żydem, czy nie - i nagle okazuje się, że istniała ta druga kategoria ofiar. Ci byli naznaczeni przez Niemców, traktowani z pełną pogardą. Żydzi.
Polacy byli następni w szeregu.
- No właśnie, ale dali się włączyć w proces prześladowania tych, którzy byli jeszcze niżej na tej całej drabinie rasowej nazistów. To przerażające.
Potem już nie można położyć głowy na poduszce i powiedzieć sobie: no, to ktoś inny...
- To jest ten moment, kiedy trzeba umieć sobie powiedzieć, że to także jest ludzka natura.
Skąd więc to społeczne i tak duże wyparcie?
- To trudny proces - odbrązowienie takiego punktu newralgicznego w kształtowaniu świadomości. Druga wojna światowa jest ciągle określana jako ta, w której jest osadzone cierpiętnictwo narodowe: tu Niemcy, tu Rosjanie, tu elity zniszczone, Katyń itd.
Czy czytał pan książkę Agaty Tuszyńskiej o Wierze Gran?
- Nie czytałem, ale znam historię.
Kolejny znak zapytania. Dla zdrowia społecznego narodu potrzebny jest balans, żydowska piosenkarka, według niej samej zdradzona i zniszczona przez swoich. Francuski filozof Raymond Aron powiedział kiedyś: "Wiedziałem, ale nie wierzyłem, a ponieważ nie wierzyłem, nie wiedziałem".
- Bywają prawdy, których w normalnym trybie jakby nie można sobie uświadomić. Bardzo charakterystyczne, jeśli chodzi o doświadczenia Żydów w czasie wojny, jest to, że w żadnym kraju europejskim przez dziesiątki lat po wojnie - włączając te, w których nie było ograniczeń związanych z reżimem, z ustrojem - kwestia Holocaustu, zagłady w ogóle nie wypłynęła na wierzch. To było zepchnięte.
Artykuł pochodzi z kategorii: Mistrz i Małgorzata
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Mieliśmy - mamy w sumie - bilety na koncert Top Trendy... więcej
Reklama
Wasze komentarze (51)
-
06.01 (14:11)Plecak można odłożyć,zgubić a i mogą ci go ukraść,zniszczyć.I co w tedy z Polskością? Chłopie Polskość ma się w najlepszym komputerze>>>>w mózgu.
-
24.10.2011 (19:39)~a2Żałosna Domagalik! Kiedyś była kandydatką do stania się niezależną i odważną dziennikarką. Dzisiaj bredzenia Grossa o zbiorowej odpowiedzialności za działania jednostki traktuje jako prawdę objawioną. Wstyd! Nikt tyle nie zrobił dobrego dla ludności pochodzenia żydowskiego co Polacy! Świadczy o tym nie tylko ilość tytułów Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata lecz także odpowiedzialność (podczas II wojny światowej) Polskiego Państwa Podziemnego CHRONIĄCEGO swoich obywateli, także osób pochodzenia żydowskiego. Niestety Gross to pseudohistoryk. Ten pan nie szuka prawdy, lecz tworzy sztuczne wydarzenia traktując je jako fakty. Najśmieszniejsze jest to, że przy całym cierpieniu polskiej ludności ten pan ani słowem nie wspomina o karach jakie groziły Polakom za ukrywanie żydów. Swoją drogą szkoda, że Gross nie jest specjalistą od kresów wschodnich II RP w dniu 17 września 1939. Ciekawe jakby wytłumaczył występowanie części ludności pochodzenia żydowskiego przeciwko Polakom w momencie wejście Armii Czerwonej? Koniecznością dziejową, głupotą, a może... przypadkiem?
-
-
24.10.2011 (19:27)zazwyczaj uciekam od takiego myslenia ale czasem intuicja mówi nam prawde Wystarczy spojrzeć na twarz tego człowieka ,oczy a reczte można sobie dopowiedziec ,bo jest do przewidzenia
-
13.10.2011 (10:31)Nie zna pseudonimu z AK własnej matki. Historyk i Polak? Żart. O matce i jej rodzinie tez nie chętnie mówi.
-
13.10.2011 (10:25)Popieram Grossa ma rację, nie można innych i samemu się okłamywać, gdyż to jest nie przyzwoite i chamskie, Polacy mają bardzo dużo grzechów, a to wynika z prymitywności i bardzo niskiej kultury.













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
RealCare Baby - co to takiego?
Piękna i bestia