Nosi cię? Nosi
- Życie to jest koronka tkana przez panią z Łowicza. Każdy węzełek jest samodzielnym węzełkiem i coś tam znaczy, a suma węzełków daje serwetę - mówi Zbigniew Hołdys.
Małgorzata Domagalik: Coś pana boli? To proszę usiąść.
Zbigniewe Hołdys: Znam anegdotę: wokalista zespołu Animals szedł sobie kiedyś w Los Angeles u podnóża tego wielkiego napisu „Hollywood” i okazało się, że obluzowana litera „H” spadła tuż obok niego. W związku z tym tego dnia postanowił się upić i nie mógł wystąpić na koncercie. Postawili go przed sądem i on użył takiej fonetycznej gry słów: „H almost killed me”, co zabrzmiało jak „age almost killed me” (mój wiek mnie niemal zabił). I to jest pytanie o to, czy coś mnie boli. Tak, kręgosłup. A właściwie wiek. Wieloletnie stanie z gitarą.
Możemy mówić sobie po imieniu?
- Oczywiście, będzie bardzo miło.
Od którego momentu życia jesteś taki pod prąd?
- Życie to jest koronka tkana przez panią z Łowicza. Każdy węzełek jest samodzielnym węzełkiem i coś tam znaczy, a suma węzełków daje serwetę. Jest taka zasada psychologiczna: jak zapytasz człowieka, co mu się w życiu przytrafiło, to wymieni same krzywdy.
Ty tak masz? Bo ja nie.
- Gradacja jest następująca: pamiętamy najpierw, kto nas skrzywdził, kto zrobił w konia, zranił, bo ludzie są z reguły na tym tle uczuleni. Następnie pamiętamy trochę sukcesów i chcemy, żeby inni też je pamiętali, ale już zapominamy, że sami mogliśmy kogoś skrzywdzić. Jestem takim gościem, który obserwuje świat i nie przyjmuje zastanych zasad. Wiele z nich jest kiepskich. Tak jest, od kiedy pamiętam, więc…
Ale nie przyjmuje bo co? Wiem lepiej, nie pasuje mi…
- Nie, bo one łamią inne zasady. „Masz się grzecznie ukłonić”, „Uśmiechnij się ładnie do pani dyrektor”, słyszy chłopiec. Dlaczego?
Dygnij…
- Straszne to jest, bo nie wynika z natury, tylko jest nakazem. To gest, nad którym należy się zastanawiać, po co on jest. W każdym przypadku, z innych pobudek się rodzi. To dzieje się na skutek wychowania, a zostaje w nas jak atawizm.
Kiedy mówią: „Jak chcesz, żeby świat cię pokochał, to bądź potulny, pokorny”. Dużo złamanych życiorysów, nierozwiniętych biografii.
- To jest gazeta PANI czy gazeta „Psychoterapia Powszechna”?
A co wolisz?
- Nauczyłem się stosunkowo późno widzieć, bo w wieku trzydziestu kilku lat, że jak się zaczyna analizę od tego, co wyszło źle, to trzeba zacząć ją od siebie, od tego, co ja spieprzyłem, a nie co świat schrzanił. Bo świat nie jest zbudowany pode mnie, ma przygotowane ścieżki, drogi, szlaki, krawężniki i nie wiem, co tam jeszcze.
Andrzej Żuławski, który tu siedział dwa miesiące przed Tobą, powiedział: „Nie ma Boga, nie ma nic, jest to co teraz”. Jest wszystko to, co jest we mnie. A z Tobą jak należało postępować? Pogłaskać po głowie czy dać klapsa? Co Cię bardziej motywowało?
- Nie ma metody na mnie. Jedno trzeba wiedzieć. Ja się bardzo denerwuję, kiedy ktoś mi podcina skrzydła. To jest dla mnie niezwykle obezwładniające, zawsze sobie wtedy zadaję pytanie: „Po co ktoś mi to robi? Żebym nie poleciał?”.
Nie myślisz, że to jest problem tego, który chce Ci podciąć skrzydła, a nie Twój?
Tak, jest. Tylko że nie wiem, czy ty…
Czy wiem?
(śmiech) Nie zawsze trafisz w to, co chcę powiedzieć, muszę cię zmartwić.
Dlatego to będzie ciekawa rozmowa.
- Prawo Murphy’ego mówi, że jak chcesz, żeby komuś coś nie wyszło, to mu powiedz, że mu to nie wyjdzie. To wystarczy. A jeśli chcesz komuś odebrać chęć, żeby coś robił, powiedz, że ktoś inny już to zrobił przed nim.
Przypomniałam sobie historię pewnego faceta. Parę ładnych lat życia kosztowało go, żeby wyzwolić się od czegoś, co zrobiła mu matka. Do czegokolwiek się zabierał, ona wołała: „Zostaw to, bo tego nie potrafisz”.
- Ja mam w tej chwili taką małą sieczkę w głowie, bo wyciągając wnioski ze swojego dzieciństwa, które było takie jak to, o którym mówisz, sam zastosowałem odmienną metodę wychowawczą wobec syna. Na pewnych polach daje ona wspaniałe wyniki, jestem szczęśliwy.
To znaczy?
- Trzeba być partnerem syna.
Dlaczego mówisz „syna”, a nie „synów”?
- Och, podświadomość. Dawid jest synem mojej żony z pierwszego małżeństwa i kiedy go poznałem, miał osiem, dziewięć lat. Kocham go mocno, jest mi bardzo bliski, traktuję go jak syna, natomiast nie miałem wpływu na proces jego dorastania. Nie mogłem mu dać całego siebie od początku. Tytus jest już naszym owocem, ale oni przez cały czas wychowują się razem. Pierwsza cudowna rzecz, że są przyjaźniącymi się braćmi. Ja mam siostrę, bardzo ją kocham i po prostu lubię, ale mieliśmy różne etapy, m.in. straszliwych wojen między sobą. Otóż tych wojen tu nie było. Udało się powiedzieć pewnego dnia: „Słuchajcie, umówmy się co do jednej rzeczy, na świecie jest sześć miliardów ludzi i jeżeli zdarzy się coś złego, to tylko tu jest grono, które może się wzajemnie wesprzeć. To tu jeden da nerkę drugiemu”.
Gdyby ktoś chciał zrobić film na podstawie Twojej biografii, to co by powstało?
- Nie warto.
Mówisz przez skromność? Liczba zdarzeń, sytuacji, z których trzeba się było podnieść, nazwijmy to z kolan – bieda, alkohol, narkotyki…
- Narkotyki nie.
Nie ćpałeś?
- Spróbowałem wszystkiego, miałem wtedy 20-25 lat, czyli jakieś 30 z hakiem lat temu, co było dostępne, ale nigdy nie strzeliłem niczego w żyłę. Mam trochę szczęścia, taki dar od natury, małą czerwoną lampkę i ona zapala się samoistnie. Gdzieś we mnie jest czujnik, który zaczyna bzyczeć, że brnę w coś, co może bardzo źle się skończyć. Może to jest strach, może szybkość kojarzenia. Mówimy czasami, że kimś kieruje instynkt.
Nazywam to intuicją.
- To jest, moim zdaniem, zdolność czytania sygnałów, których nikt nie widzi. To nie jest dar z kosmosu. Przyglądam się komuś i wiem, że ten człowiek zrobi mi kiedyś świństwo, po prostu wiem to. Ale to nie jest intuicja – to zestaw gestów: jaki grymas zrobił, jak się zachował, jak spojrzał na kogoś, na czyjś samochód.
Artykuł pochodzi z kategorii: Mistrz i Małgorzata
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Fajnie byc w domu Na ostatnie 120 godzin... więcej
Reklama
Wasze komentarze (2)
-
14.11.2010 (17:11)Niecierpię tego wrednego i aroganckiego starucha,który myśli że jest największym muzykiem na świecie.Jest tak żałosny jak jego wizerunek w lustrze.
-
25.06.2010 (18:44)Bardzo dobry wywiad..Kiedyś Tytus powiedział" mój ojciec jest mądrym facetem " ..zgadzam się z nim..
-













Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza