Ja nie jestem Buster Keaton, ja jestem ogólnie zmartwiony
Całe dorosłe życie walczę, żeby nie być swoim ojcem. To znaczy, udało mi się z nim porozumieć jak ojcu z synem, ale za późno.
Krzysztof Materna: A tu oczywiście nie wolno palić…
Małgorzata Domagalik: Oczywiście.
Krzysztof Materna: Będziemy robili przerwy.
Płuca prześwietliłeś?
Krzysztof Materna: Tak. Moja mama zmarła w zeszłym roku i na dializie jeszcze paliła. Lubię palić. Nie paliłem trzy lata, razem z Wojtkiem Mannem rzuciliśmy. Ale jak się rodziła moja córka Matylda i za karetką pojechałem do szpitala na Wolę, to pierwsza rzecz, jaką zrobiłem, to poszedłem po papierosy.
I tak sobie nadal palisz?
Krzysztof Materna: I tak sobie palę. Aleśmy złapali temat…
Wyobrażasz sobie siebie u psychoanalityka?
Krzysztof Materna: Tak. Skorzystałem z takiej pomocy, no nie psychoanalityka…
Psychoterapeuty?
Krzysztof Materna: Psychologa, ponieważ nie mogłem zrozumieć swojego udziału w bolesnej dla mnie sprawie. I zostało mi na bardzo prostym przykładzie wytłumaczone, że dobre intencje to nie wszystko.
Że piekło jest wybrukowane…
Krzysztof Materna: Tak, że z dobrych intencji bierze się usprawiedliwienie i nieświadomość winy.
Byłeś współwinny…
Krzysztof Materna: Byłem współwinny. Miałem najlepsze intencje, ale byłem współwinny i koniec.
Rozumiem, że byłeś zakochany, bo zabrać mężczyznę do terapeuty, to chyba niełatwa sprawa?
Krzysztof Materna:To ja chyba nie jestem facetem, wiesz.
Czyli to będzie pierwszy wywiad: „Mistrzyni i Małgorzata”?
Krzysztof Materna: Kurczę pieczone, może to wynika z tego, że u mnie w domu zawsze był podział na zadania mężczyzny i kobiety, że obserwowałem swoją matkę, wykształconą inteligentkę, która oddała się dzieciom i ojcu i nie pracowała zawodowo, a miała skończoną socjologię.
To był jej wybór?
Krzysztof Materna: Tak. I dla ojca przyjechała do małego miasta z Krakowa…
Jesteś podobny do ojca?
Krzysztof Materna: Całe dorosłe życie walczę, żeby nie być swoim ojcem. To znaczy, udało mi się z nim porozumieć jak ojcu z synem, ale za późno. Byłem cały czas w potwornym reżimie ojcowskim. On terroryzował cały dom.
Jesteś jedynakiem?
Krzysztof Materna: Nie, miałem świętej pamięci brata.
Ten reżim, z perspektywy czasu, wyszedł Ci na dobre?
Krzysztof Materna: To właśnie chciałem powiedzieć, że dzielę to na dobre i złe strony. Że terror, który mój ojciec wprowadzał i który był wynikiem jego wychowania i traumy po gimnazjum jezuickim, był dla mnie, chłopca, niedopuszczalny. Musiałem kryć się na podwórku, tłumaczyć się, że tam mam kolegów.
Nie z tego podwórka, z którego powinieneś mieć?
Krzysztof Materna: Powinienem czas swojej młodości poświęcać na naukę, sport. Wiesz, jak szedłem na trening, to wszystko było w porządku. Ale musiałem kłamać, żeby uzasadnić, że po tym treningu poszedłem jeszcze na przykład pogadać z kolegami. Bo normalnie miałem przyjaciół, kolegów…
Jak długo się dałeś trzymać w tym reżimie?
Krzysztof Materna: Pewien luz nastąpił po moim sukcesie, który, w kategorii ojca, był no taki fiu-bździu, wiesz: patrzcie, on zostanie artystą.
A to niepewny zawód…
Krzysztof Materna: Ojciec miał takie powiedzenie: "W gaju pod palmami tańczyły pawiany", tak określał wszystkich, którzy słuchają muzyki bigbitowej i tak się ubierają. Dlatego w tajemnicy przed ojcem ciocia z mamą uszyły mi na wakacje spodnie dzwony. Gdy chciałem wybrać się autostopem, musiałem pracować u wujka w warsztacie, żeby zarobić na ten wyjazd. Z drugiej strony pamiętajmy, że mówimy o czasach, w których nie było Internetu, był jeden, a potem dwa kanały telewizyjne. Mój ojciec był moim Internetem i nie było to łatwe, bo wyszukiwarka przy pomocy ojca była wyszukiwarką dwutygodniową, to znaczy, jak ja zadałem pytanie, to się kończyło na sześciu książkach co najmniej, które musiałem przeczytać, żeby sobie odpowiedzieć na zadane ojcu pytanie.
Ale to ojciec Ci wskazywał tych sześć tytułów?
Krzysztof Materna: On był moim drogowskazem i pewnie moja polszczyzna, która nie jest najgorsza, i sposób mówienia to zdecydowanie po ojcu, ale w przeciwieństwie do niego mam na przykład słuch i poczucie rytmu. Ojciec zawsze śpiewał kolędy i mówił, że to jest drugi głos z chóru w Chyrowie, a po prostu fałszował. Takiego poczucia humoru, że nie od razu, tylko z dochodzeniem, że zagadka i rozwój żartu - to nauczyłem się od niego na pewno. Ale przede wszystkim przekazał mi wiedzę ogólną.
Pewnie znał łacinę?
Krzysztof Materna: Tak. Znał i grekę: "Iliadę" i "Odyseję" na pamięć. Mój dziadek też. Mimo że skończył studia techniczne, był inżynierem, to był też wykształconym humanistą i mógł rozmawiać na każdy temat.
Żeby nam to nie umknęło. Tato myślał, że to, co robisz, to fiku-miku, fiu- -bździu, a tu z tego…
Krzysztof Materna: …zrobiło się coś na serio i to coś zostało usankcjonowane sukcesem.
Dziewczynom się podobałeś?
Krzysztof Materna: Dlaczego "podobałeś"? A czy my cały czas jesteśmy już w wywiadzie?
Tak.
Krzysztof Materna: Nagrywamy to? Nienawidzę wywiadów.
To nie jest wywiad, to jest rozmowa.
Krzysztof Materna: Nienawidzę rozmów publikowanych, dlatego że to zazwyczaj oznacza pisanie za kogoś. Ja nie mam na to czasu. A na dodatek zakres problematyki, która interesuje głównie młodego dziennikarza albo tabloidy, to dla mnie strata czasu. I te rozmowy o tym, czy potrzebuję popularności… „Panie Krzysztofie, pana już tak dawno nie ma w mediach".
Nie wiem, czy pamiętasz, ale dostaliśmy Wiktora w tym samym roku, w 1995, piętnaście lat temu.
Krzysztof Materna: My dostaliśmy za najlepszy program artystyczny. Pamiętam twój wywiad z Kulczykiem w „Męskim striptizie” i mój w nim udział.
Byłeś w tym programie?
Krzysztof Materna: Byłem. Pytałaś mnie o szczepionki.
O szczepionki?
Krzysztof Materna: Dla dzieci. Czy wiem, kiedy powinno się je szczepić i na co.
I?
Krzysztof Materna: Jak wiedziałem, to straciłaś zainteresowanie.
No to masz lepszą pamięć niż ja…
Krzysztof Materna:Jestem Skorpionem.
Powiedziałeś, że terror domowy to znaczy cisza, klucz przekręcany w drzwiach, tato wraca…
Krzysztof Materna: Nie, terror to jest regulamin. Wszystko zaplanowane, siedemnasta to jest siedemnasta, obiad to jest obiad, niedziela to jest rosół, sztuka mięsa, jedenasta to jest spacer dookoła miasta z dziećmi, trzynasta to jest Disney, czternasta – obiad, szesnasta – zajęcia w podgrupach, siedemnasta – co tam słychać w nauce.
I to pytanie, co masz zadane na jutro?
Krzysztof Materna: Ale pamiętam też moment, kiedy ojciec odnalazł ludzką twarz, tak to nazywam. To było wtedy, kiedy na skutek interwencji ojca mama załatwiła mi przeniesienie do innego gimnazjum.
To był Kraków?
Krzysztof Materna: Nie, Sosnowiec.
Artykuł pochodzi z kategorii: Mistrz i Małgorzata
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Fajnie byc w domu Na ostatnie 120 godzin... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
20.02.2011 (12:41)żenada,żeby człowiek w tym wieku, światły i doświadczony warunkował swoje poczynania, swoją postawę od znaku zodiaku; to świadczy albo o niedojrzałości, albo o głupocie
-













Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza